Na GPW kolejny dzień ubijania dna

Włodzimierz Uniszewski
25-06-2008, 17:41

Tuż przed zakończeniem niezwykle ważnego dla rynków posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej aktywność inwestorów spadła na warszawskim parkiecie niemal do zera. Świadomość możliwości dużej zmiany wartości amerykańskich indeksów już po zakończeniu notowań w Warszawie skutecznie odbierała chęć do handlu.

Skutkiem działania tych czynników okazała się klasyczna sesja na przeczekanie. Wartość obrotu spadła w pobliże rocznego minimum osiągając poziom 730 mln. zł., a indeksy poruszały się w bardzo wąskim zakresie, nie stwarzając okazji do zarobku.

Podobnie pasywny charakter handlu dominował w całej Europie. Stagnacji indeksów sprzyjało także niemal płaskie zamknięcie notowań głównych indeksów za oceanem. Dominowały niewielkie wzrosty, głównie dzięki drożejącym akcjom europejskich banków. Tym razem notowania ropy cechowała niewielka zmienność, więc z tej strony zagrożenia nie było, co sprzyjało utrzymaniu sennego status quo.

Znudzeni warszawscy inwestorzy nie mieli żadnego pomysłu na tę sesję i rezultacie powielili schemat z wczoraj. Rozpoczęli podobnie od niemal 1 proc. wzrostu indeksu Wig20, który szybko doszedł do poziomu 2666 pkt., gdzie zatrzymał się we wtorek. Także tym razem pułap ten okazał się za wysoki i już do końca sesji nie udało się indeksowi go pokonać.

Po pierwszym wzrostowym impulsie nadszedł czas konsolidacji, która przybrała formę łagodnego spadku. Jako pierwsze poddały się małe i średnie spółki, których indeksy po raz kolejny wyznaczyły nowe minima obecnej fali spadkowej. Wig20 dłużej opierał się podaży, ale w końcu i on przeszedł na minus tuż po komunikacie RPP o podniesieniu stóp procentowych.

Poziom neutralny okazał się poziomem równowagi między strachem a nadzieją i po jego osiągnięciu handel zamarł na dobre. Potencjalni kupcy bali się jeszcze jednej ostrej korekty spadkowej po decyzji Fed, a posiadacze akcji nie za bardzo wierzyli w sens pozbywania się ich w sytuacji dużego wyprzedania rynku, zwiększającego prawdopodobieństwo mocniejszego odbicia. Trend boczny utrzymał się już do samego końca sesji, a spokojne otwarcie na giełdzie nowojorskiej nie wniosło nic nowego. Jedynie trochę lepsze od prognoz wyniki sprzedaży nowych domów w USA ociepliły nieco nastroje tuż przed zamknięciem.

Wig20 po raz drugi z rzędu zdołał zakończyć dzień wyżej, zyskując skromne 0,3 proc. Ten sukces zawdzięczał dobrej postawie banku Pekao, którego notowania podskoczyły o 2,7 proc. Także KGHM i PKO BP spisały się nieźle i zyskały po ok. 1 proc. Znowu słabo wypadł PKN, tracąc 1,1 proc. Branża paliwowa jest nadal w niełasce, bo także Lotos i Petrolinvest nie zdołały wyjść nad kreskę. Indeks mWig40 zdołał cudem uniknąć kolejnego spadku, ale sWig80 ponownie rozczarował.

Po osiągnięciu rocznego minimum rynek stanął niezdecydowany. Bessa jest faktem, ale wyczerpanie podaży jest już duże, a prawdopodobieństwo choćby korekcyjnego odbicia rośnie. Wydaje się, że najmniejsza nawet poprawa nastrojów za oceanem posłuży jako pretekst do odreagowania. Koniec kwartału może sprzyjać odbiciu pod warunkiem oczywiście, że Fed nie wystraszy rynku. Dzisiaj, jeszcze przed ogłoszeniem decyzji FOMC, akcjom sprzyja spadek notowań ropy po niespodziewanym wzroście zapasów paliw w USA, pierwszym od 6 tygodni. W efekcie ropa straciła 3 USD na baryłce.

Przebieg jutrzejszych notowań zdeterminuje bez wątpienia reakcja amerykańskich inwestorów na wieczorną decyzję Fed. Nie tyle zresztą samą decyzję – rynek dyskontuje 90 proc. prawdopodobieństwo pozostawienia stopy Fed Funds bez zmian – ile towarzyszący jej komunikat.

Rezerwa Federalna jest w trudnej sytuacji. Amerykańskie oficjalne stopy procentowe należą do najniższych na świecie w sytuacji, gdy inflacja wyraźnie nabiera przyspieszenia. Redukcja oprocentowania pomogła z grubsza opanować kryzys na rynku kredytowym, ale jej skutki uboczne w postaci taniego dolara i drogich surowców są coraz boleśniejsze. Oczekuje się zatem powszechnie, że Fed da wyraźnie do zrozumienia, iż nie zamierza pozwolić na wyrwanie się inflacji spod kontroli. Problem w tym, jak przekonać rynek wyłącznie za pomocą słów, że bank centralny jest skłonny prowadzić niezbyt restrykcyjną politykę monetarną, by nie powalić gospodarki na łopatki, a jednocześnie skutecznie przeciwdziałać wzrostowi inflacji.

Odpowiednie wyważenie akcentów będzie bardzo trudne i niewykluczone, że każdy z możliwych obecnie wariantów komunikatu rozczaruje sporą grupę inwestorów i wywoła generalnie negatywną reakcję. Jeśli rynek uzna, że zbyt mały nacisk został położony na kwestię inflacji, natychmiast spadnie dolar. Jeśli natomiast członkowie Fed dadzą do zrozumienia, że ich zdaniem należy szybko zabrać część niedawnych obniżek, pojawi się strach przed wpływem zacieśnienia polityki monetarnej na koniunkturę gospodarczą i zyski spółek oraz bezrobocie. Wizja banku centralnego, który miota się między złym i gorszym wariantem do wyboru z pewnością nie wpłynie budująco na nastroje. Opanowanie kryzysu kredytowego już zostało drogo opłacone, a zanosi się niestety na to, że ten rachunek może jeszcze znacząco wzrosnąć w postaci bądź wyższej inflacji, bądź recesji, z możliwością kombinacji obydwu tych plag. Wydaje się, że wraz z zakończeniem cyklu obniżek skończyła się także zdolność Fed do pozytywnego stymulowania rynków finansowych. Teraz Ben Bernanke musi skoncentrować się na odpowiednim dozowaniu i ubieraniu w słowa niepomyślnych wieści, by nie sprowokować paniki, gdyż epoka rozdawania inwestorom prezentów niestety dobiegła końca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Na GPW kolejny dzień ubijania dna