Polskie Nagrania ogłosiły zamiar zbycia udziałów pracownikom. To element komercjalizacji firmy. Prywatyzacji na razie nie będzie.
Polskie Nagrania wezwały pracowników, by do 2 stycznia przyszłego roku zgłosili, czy chcą nieodpłatnie nabyć udziały w spółce. To wynik komercjalizacji firmy, czyli przekształcania jej z przedsiębiorstwa państwowego w spółkę skarbu państwa.
— Przy komercjalizacji resort skarbu przekazuje do wyłącznej dyspozycji uprawnionych pracowników określoną ilość udziałów. Zgodnie z ustawą o komercjalizacji i prywatyzacji — nie więcej niż 15 proc. — mówi Jarosław Nowak, prezes Polskich Nagrań.
Lista pracowników uprawnionych do nieodpłatnego nabycia akcji ma być ustalona do 2 lutego przyszłego roku. Będą oni mieć miesiąc na składanie ewentualnych reklamacji lub sprostowań. Ostateczna lista powinna być znana do połowy marca.
Co dalej? Na początku maja Polskie Nagrania zostały skomercjalizowane. Teoretycznie komercjalizacja jest wstępem do prywatyzacji firmy, ale w tym przypadku niekoniecznie musi się tak stać.
— Możliwa jest komercjalizacja w celach nieprywatyzacyjnych i niewykluczone, że tą ścieżką podążą Polskie Nagrania. Trudno bowiem wyobrazić sobie przekazanie w prywatne ręce firmy posiadającej dobra kultury narodowej — zaznacza szef przedsiębiorstwa.
Decyzję o ewentualnej prywatyzacji będzie musiał podjąć resort skarbu.
— Nie ma Polskich Nagrań w planach prywatyzacyjnych na ten rok — zapewnia Agnieszka Dłuska z resortu skarbu.
Z drugiej jednak strony — po co wzywać pracowników do zapisywania się na udziały, jeśli mogą je oni otrzymać tylko wtedy, gdy resort skarbu zdecyduje się na sprzedaż swoich akcji?
Firma, która powstała w 1956 r., ma prawa do dysponowania ogromnym majątkiem — archiwami fonograficznymi. Większość przychodów Polskich Nagrań, zatrudniających 23 osoby, pochodzi z obrotu prawami autorskimi.