Na razie nic sobie z tego nie robimy

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 12-02-2007, 00:00

Przyszłym problemom demograficznym trzeba przeciwdziałać teraz. Niestety, dziś głowy rządzących zaprzątają inne sprawy.

Przyszłym problemom demograficznym trzeba przeciwdziałać teraz. Niestety, dziś głowy rządzących zaprzątają inne sprawy.

Jeśli nawet nie uda nam się odwrócić niekorzystnych tendencji demograficznych, powinniśmy robić wszystko, by zminimalizować ich skutki. Na razie jednak najczęściej politycy nie wystawiają nosa poza czteroletnie kadencje. A to zbyt krótki horyzont.

— Nie dzieje się nic, co mogłoby zmniejszyć negatywne skutki procesów demograficznych w przyszłości. A niechybnie problem nas dotknął, podobnie jak inne kraje Europy. Co z tego, że niemiecki emeryt będzie dostawał kilka tysięcy euro emerytury, skoro nie będzie mógł kupić chleba, bo nie będzie komu go upiec i sprzedać. Analizy mówią, że w perspektywie kilkudziesięciu lat gospodarka niemiecka będzie potrzebowała ponad 20 mln (sic!) dobrze wykwalifikowanych pracowników. W Niemczech zrozumiano, że rozwój gospodarczy zależy od następnych pokoleń, stąd pomysł, by wypłacać wielotysięczne premie za urodzenie dziecka — mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha (CAS).

Becikowe to nie to

Tymczasem Polski na to nie stać. Trudno się też spodziewać, że rodzime, 1000-złotowe becikowe załatwi sprawę.

— Nie tędy droga. Rozwiązanie: zapłacę ci, jeśli urodzisz, jest najgorszym pomysłem. Sposobem na to, by rodziło się więcej dzieci i mniej Polaków wyjeżdżało, jest zagwarantowanie lepszych warunków, czyli wspieranie wzrostu gospodarczego, dzięki któremu firmy będą mogły lepiej wynagradzać pracowników — uważa ekonomista Marek Zuber.

Musimy być konkurencyjni

Jego zdaniem, należy też jak najszerzej otworzyć rynek pracy na obywateli innych państw: Rosji, Ukrainy czy Białorusi. Jednak według Andrzeja Sadowskiego, Polska jest zbyt biedna, by ich kupić.

— Trzeba zmienić system gospodarczy, aby nie zmuszał obywateli do szukania pracy poza krajem, by był na tyle atrakcyjny, by ludzie zakładali tu interesy. Do tego potrzebna jest wolność gospodarcza, niskie podatki, koszty pracy. To kwestia konkurencji — jeśli tego nie zrobimy, przegramy z innymi państwami. A ludzie stają się coraz bardziej mobilni i chcą podążać tam, gdzie będą mieli możliwość wykorzystania swych umiejętności — uważa Andrzej Sadowski.

Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP, zauważa, że trzeba też ograniczyć liczne przywileje branżowe, które umożliwiają np. przechodzenie na wcześniejszą emeryturę.

— Można to robić stopniowo. Jeśli ktoś chce szybciej przejść na emeryturę, powinien się liczyć z tym, że będzie dostawał odpowiednio mniejsze świadczenia — uważa ekonomistka PKO BP.

Ekonomiści zwracają też uwagę, że trzeba się zastanowić nad podniesieniem wieku emerytalnego (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn): skoro żyjemy coraz dłużej, i to żyjemy zdrowo, powinniśmy też dłużej pracować.

Właściwa kolejność

Andrzej Sadowski radzi politykom.

— Klasyczna ekonomia mówi jedno: praca powinna być przed kapitałem. I to się sprawdza w praktyce. Kapitał sam z siebie jest martwy, to praca go ożywia. Tę prawdę wzięli sobie do serca Chińczycy, czego efekty widać gołym okiem — uważa ekspert CAS.

okiem eksperta

prof. Marek Góra

twórca reformy emerytalnej

To dopiero początek problemów

Problemy związane z niekorzystnymi zmianami demograficznymi widać już dziś. Nie tylko w Polsce, lecz w całej Europie. To przez nie gospodarki poszczególnych państw zaczynają gorzej funkcjonować, a systemy emerytalne odczuwają to jako pierwsze. O skali problemu i zmianach, jakie zachodzą w demografii, świadczy fakt, że do 1981 r. składka na ZUS wynosiła 15,5 proc. Tuż przed reformą emerytalną już 45 proc., choć i to nie wystarczało. W dużej mierze odpowiedzialne są za to liczne przywileje emerytalne i obniżenie wieku emerytalnego, ale głównym winowajcą jest pogarszająca się sytuacja demograficzna.

Problem jest jednak znacznie poważniejszy i nie dotyczy tylko systemu emerytalnego. Skoro ludzie żyją dłużej, społeczeństwa się starzeją, a na świat przychodzi coraz mniej dzieci, musimy mieć świadomość, że niebawem ceny nieruchomości zaczną spadać: nie będzie bowiem tak wielu chętnych do ich nabycia, a zwiększy się podaż. Podobnie z portfelami inwestycyjnymi: jeśli maleje popyt — spada cena. Dzisiejsze problemy są dopiero pierwszym aktem tego dramatu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane