O bijącej historyczne rekordy Turcji mówiło i pisało się już wiele. Teraz przyszedł czas na kolejne rynki wschodzące. Chodzi o nie byle kogo – Hindusów. Indeks giełdy w Bombaju idzie śladem rynku z Tajlandii czy Indonezji i prawdopodobnie lada dzień ustanowi nowy rekord wszechczasów. Po wzroście we wrześniu o ponad 10 proc., indeksowi Sansex brakuje do tego historycznego osiągnięcia zaledwie 2 proc.

Nowy szczyt giełdy indyjskiej zapewne doda sił inwestorom działających na pozostałych rynkach wschodzących. Zresztą już teraz nie można im nic zarzucić. Na przykład w Chinach indeks Shanghai B-Shares (pokazuje zachowanie kursów spółek, których akcje mogą kupować zagraniczni inwestorzy) dotarł właśnie do kwietniowych szczytów. Brazylijska Bovespa, mocno powiązana z koniunkturą na rynku surowców, też ma chrapkę na pokonanie wiosennego szczytu, który jest jednocześnie jej historycznym wyczynem zanotowanym w 2007 roku. Na GPW jesteśmy obecnie na poziomach najwyższych od czerwca 2008 roku, ale do szczytu z 2007 roku brakuje nam jeszcze sporo – około 50 proc. w przypadku WIG. W podobnym miejscu jest zresztą indeks MSCI Emerging Markets, któremu do szczytu brakuje o połowę mniej niż WIG.
Skąd ten optymizm? Argumentów jest kilka. Jeden z nich? Hossę przeżywają fundusze inwestycyjne, które lokują na emerging markets. W ostatnich trzech miesiącach oszczędzający wpłacili do nich – bagatela – 30 mld dolarów. Ostatnio tak dobrze było rok temu oraz w szczycie hossy zakończonej w 2007 roku.
Więcej o hossie na rynkach rozwijających się w środowym „Pulsie Biznesu”