Bilans tego roku dla większości Polaków jest pozytywny. Zarobiliśmy więcej, bezrobocie spadało, a rozsądne zakupy pozwalały na oszczędności.
Świętujmy hucznie, ale krótko. W przyszłym roku trzeba wziąć się ostro do roboty.
Wszyscy z niepokojem spoglądają w nowy rok. Jest już jasne, że największe światowe gospodarki oprócz Chin pogrążą się w recesji. Ostre hamowanie czeka wszystkich, a PKB 19 z 30 członków Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) ma się skurczyć. Zwolnienia, spadek produkcji czy bankructwa wymuszą zaciskanie pasa. Dotyczy to również Polaków.
Dziś możemy sobie pozwolić na huczne pożegnanie starego roku, który był naprawdę niezły. Choć w drugiej jego połowie fala globalnego kryzysu finansowego mocno uderzyła także i w nas, to sytuacja budżetów większości polskich rodzin powinna być lepsza w grudniu niż w styczniu.
Użytkownicy ponad 15 mln zarejestrowanych w Polsce samochodów osobowych kupują obecnie benzynę blisko 20 proc. taniej niż przed rokiem, a za olej napędowy płacą ponad 15 proc. mniej. Przy dystrybutorze zamiast ponad 4 zł za litr widzimy już mniej niż 3,5 zł. Pęknięcie bańki surowcowej spowodowało, że spadek cen ropy w USD okazał się dużo większy niż osłabienie złotego. Dzięki temu przeciętny kierowca, który w ciągu roku pokonuje 15 tys. km samochodem, spala średnio 10 litrów benzyny na 100 km, zaoszczędzi blisko 1,3 tys. zł rocznie. Może to wystarczyć na ubezpieczenie pojazdu, przegląd czy dodatkowe podróże (około 3,8 tys. km).
W połowie roku, gdy złoty był rekordowo silny, Polacy mieli okazję tanio kupić importowane towary oraz wybrać się na wymarzony urlop. W wakacje euro kosztowało jedynie 3,2 zł, a dolar nieco ponad 2 zł. Średniej klasy telewizor plazmowy mógł stanieć wobec połowy 2007 r. o nawet ponad tysiąc złotych (do 3-3,5 tys. zł). Furorę robiły samochody sprowadzane zza oceanu. Mimo wysokich podatków i opłat można było zaoszczędzić kilkadziesiąt procent. Nie dziwi więc, że na ulicach wielkich miast pojawiło się sporo luksusowych suwów czy terenówek z USA. Tygodniowy wyjazd do Egiptu można było kupić już za mniej niż 1 tys. zł (z wyżywieniem i przelotem), a urlop all inclusive na tropikalnych wyspach staniał o kilka tysięcy złotych. Niektórym opłacało się nawet lecieć na zakupy odzieży, kosmetyków czy komputerów do USA.
Pieniędzy w portfelach Polacy mieli przy tym więcej niż przed rokiem. Przeciętna płaca brutto bez wypłat z zysków była w listopadzie o 229 zł wyższa niż przed rokiem i wyniosła 3317 zł. Bezrobocie spadło przy tym z 11,2 do 9,1 proc. aktywnych zawodowo. Wynagrodzenia rosły do tego zdecydowanie szybciej niż ceny.
Mocny spadek cen nieruchomości może martwić tych, którzy planowali, a nie zdążyli wyjść z inwestycji. Z drugiej jednak strony, kupujący mają powody do zadowolenia. Mogą przebierać w ofertach i mocno zbijać cenę. Dobry interes zrobiło również około 380 tys. osób, które w 2007 r. zaciągnęły kredyty hipoteczne w CHF. Dzięki kryzysowi i drastycznemu spadkowi stóp procentowych spadek wysokości rat odsetkowych z nawiązką rekompensuje załamanie kursu złotego. Dla kredytu z ratą miesięczną 1,5 tys. zł na początku tego roku oszczędności w skali roku wyniosłyby w obecnych warunkach ponad 2,2 tys. zł. Jedynie straty na rynku akcji (WIG zniżył się w rok o 51 proc.) mogą zepsuć humory. Można szacować, że rzeczywiste większe straty dotyczą jednak bezpośrednio "jedynie" kilkudziesięciu tysięcy osób. Zarobek przyniosły jednak obligacje.
Coś pozytywnego na koniec roku
Benzyna
19,7
proc. O tyle dziś jest tańsza benzyna niż przed rokiem
107
zł Tyle miesięcznie oszczędza przeciętny kierowca
(15 tys. km rocznie przy spalaniu 10l/100 km)
Pensje
229
zł O tyle zwiększyło się przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw
(do listopada 2008)
160,8
tys. O tyle zwiększyło się zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw
(do listopada 2008)
Kredyty
200
pkt baz O tyle spadł LIBOR 3M w CHF w stosunku do początku roku.
2220
zł Tyle rocznie może średnio zaoszczędzić przeciętny kredytobiorca, mimo osłabienia złotego
(kredyt w CHF z 2007 r., rata początkowa około 1,5 tys. zł)
Adrian Boczkowski