W marcu ceny domów na Wyspach wzrosły o 0,9 proc. licząc miesiąc do miesiąca (w lutym – dla porównania – ceny spadły o 1,9 proc.). To największy wzrost od października 2007 roku, czyli tuż przed początkiem bessy hipotecznej na świecie. Zaskakująco dobre dane nie zmieniły jednak rocznego obrazu rynku, na którym przeszedł prawdziwy tajfun. Przez ostatni rok ceny brytyjskich domów spadły o 15,7 proc.
- Marcowe dane witamy z radością. Ale za wcześnie na odtrąbienie osiągnięcia
dna. Potrzebne są kolejne na to dowody. Niskie stopy procentowe Banku Anglii i
inne akcje ratunkowe wymagają czasu, aby zadziałać – komentuje dla portalu
marketwatch.com główny ekonomista Nationwide Fionnuala Harley. - Marcowe
ożywienie to zasługa kupujących, którzy spóźnili się z transakcjami pod koniec
ubiegłego roku na skutek kryzysu finansowego – dodaje.
Według analityków
Nationwide w tym roku nastąpi stabilizacja na brytyjskim rynku nieruchomości.
Według natomiast Howarda Archera z HIS Global Insight ceny spadną jeszcze o
kolejne 15 proc. zanim ustabilizują się w drugiej połowie przyszłego roku.
Na te dane zareagowały jednak kursy brytyjskich deweloperów i spółek budowlanych. Akcje Taylor Wimpey skoczyły 21 proc., Persimmon -9 proc., a Barratt Developments - o prawie 15 proc.
W ostatnich tygodniach na rynek dotarły również dobre dane z amerykańskiego rynku nieruchomości. „Coś” ruszyło się również nad Wisłą. Czwartkowy „Parkiet” donosi, większość giełdowych deweloperów sprzedała w minionym kwartale więcej mieszkań niż w ostatnich trzech miesiącach 2008 r. Zauważa jednak, że poprzeczka zawieszona była jednak nisko. - Do trwałej poprawy potrzebna jest odbudowa jednego z fundamentów rynku – kredytów – twierdzą przedstawiciele krajowych deweloperów. Warto zauważyć, że subindeks WIG-Deweloperzy wzrósł w marcu o jedną piątą. Przez ostatni rok wciąż jest pod kreską o 65 proc.