Nadchodzi odwilż

  • Przemysław Kwiecień
opublikowano: 28-01-2016, 22:00

Inwestorzy lubią proste odpowiedzi: w dół czy w górę? Hossa czy bessa? Kryzys czy nie? Niestety, jeśli chodzi o Chiny, winowajcę fatalnego początku roku na rynkach akcji, nic nie jest proste. Nawet kryzys, który niechybnie się nam szykuje.

Od początku roku na rynku obserwowaliśmy spadki na giełdach, taniejącą ropę i słabszego złotego. Powód? Chiny, druga największa gospodarka świata zwalnia. Jednak chińskie problemy rosły od kilku lat, zaś od około 2 lat eksponowane były już niezwykle mocno. Rynki po prostu ignorowały te sygnały, a w styczniu obleciał je strach. Jeśli jednak prześledzimy historię poprzednich kryzysów, które kończyły globalną hossę — choćby kryzys internetowy i na rynku nieruchomości, sygnały ostrzegawcze intensyfikowały się na dość długo przed rynkowym załamaniem. Można było bardzo trzeźwo oceniać rzeczywistość, a i tak za wcześnie sprzedać akcje czy zająć pozycje krótkie. A tym razem może być jeszcze trudniej. Dlaczego?

Chiny nie są typową otwartą gospodarką rynkową. A to oznacza, że mechanizmy, które odpowiedzialne są za rynkową alokację zasobów i w skrajnych sytuacjach prowadzą do kryzysu, nie funkcjonują. Po pierwsze, Chiny w bardzo małym stopniu korzystają z zagranicznego kapitału, bo dotychczas oszczędzały tak dużo, że go nie potrzebowały. Nie ma więc mowy o szybkim odpływie globalnego kapitału, który wywołałby kryzys bankowy. Co więcej, sektor bankowy i przemysł również funkcjonują w systemie półnakazowym i o ile w rynkowej gospodarce zła kondycja zadłużonych firm wymusiłaby ich bankructwa i przy tej skali zadłużenia wywołała kryzys bankowy, o tyle w Chinach odsetek złych kredytów oficjalnie raportowany jest na śmiesznie niskim poziomie nieco ponad jednego procentu.

Dlatego władze mogą przez długi czas blokować rynkowy kryzys i widać, że to robią. Partia obiecała podwojenie PKB w obecnej dekadzie, dlategoteż przyznanie się do porażki i oczyszczenie gospodarki nie wchodzi w grę ze względów politycznych. Władze mogłyby próbować wprowadzić obiecane w 2013 r. reformy, co doprowadziłoby do schłodzenia gospodarki, ale poprawiłoby długookresowe perspektywy. Ale nie zrobią tego z obawy, że spowolnienie wywołałoby społeczne niezadowolenie i mogłoby zagrozić partii. Dane o podaży pieniądza pokazują wręcz, że Chińczycy robią jeszcze więcej, niż mówią, starając się ożywić gospodarkę najsilniej od 2009 r. Za chwilę może się okazać, że dane ulegną przejściowej poprawie i rynek na pewien czas zapomni o problemie, który w efekcie stanie się jeszcze większy.

Piszę o tym nie bez przyczyny akurat teraz. W nocy z niedzieli na poniedziałek poznamy chińskie indeksy PMI za styczeń. To właśnie od tych danych zaczęła się styczniowa wyprzedaż. Nie ma gwarancji, że stymulacja zaowocuje poprawą w danych już teraz. Ale jest wielce prawdopodobne, że na chińskie „boom” będziemy musieli jeszcze poczekać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień CFA X-Trade Brokers DM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy