Nadzór bankowy dmuchał na zimne. Teraz, gdy rynek kredytowy ruszył z kopyta, nie zamierza się gorączkować. Martwić będą się banki.
Jeszcze w połowie ubiegłego roku wydawało się, że tylko czekać, aż nadzór bankowy znowu szarpnie za cugle, żeby przyhamować rozkręcającą się akcję kredytową na rynku hipotecznym. Klienci drzwiami i oknami wchodzili do banków, żeby dostać pieniądze na kupno mieszkania i zdążyć przed błyskawicznie rosnącymi cenami. Jeszcze jesienią, podczas spotkania z bankowcami, nadzór narzekał, że nadal lekką ręką udzielają kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, a coraz powszechniejsze stają się kredyty na 100 proc. wartości nieruchomości i więcej.
Efekt rekomendacji
Ostatnio nieco jednak ochłonął.
Ostatnio, czyli od kiedy trafił z NBP pod skrzydła Komisji Nadzoru Finansowego
(KNF). Stanisław Kluza, szef KNF, zapewnia, że nowe przepisy zaostrzające zasady
kredytowania nabywców nieruchomości nie są na razie przygotowywane.
— Rekomendacja S, która stawia większe wymogi kredytobiorcom, chcącym zaciągnąć kredyty denominowane w walutach obcych, dobrze spełnia swoją rolę i na razie nie ma powodu, żeby wprowadzać dodatkowe mechanizmy zabezpieczające — mówi Stanisław Kluza.
KNF nie chce też łapać za hamulec, żeby spowolnić rynek kredytowy. Wiele wskazuje bowiem na to, że w tym roku ruch w interesie będzie mniejszy niż w 2007 r., ponieważ spodziewany jest spadek dynamiki udzielania kredytów. Powody są różne: rosnące oprocentowanie kredytów, wysokie ceny nieruchomości. Nie bez znaczenia jest także to, że banki uważniej niż w ubiegłym roku będą wybierały klientów, którym pożyczą pieniądze. Pieniądz to obecnie drogi towar na rynku, dlatego kredytodawcy będą dokładnie przyglądali się tym, którym go dadzą.
Niska baza
— Rynek kredytowy rośnie szybko, ale
trzeba postawić pytanie, czy dynamika jest rzeczywiście za wysoka, czy może mamy
do czynienia z efektem niskiej bazy — mówi przewodniczący KNF.
Odpowiedź na drugie pytanie jest, jego zdaniem, twierdząca. Relacja zadłużenia w stosunku do PKB jest w Polsce znacznie niższa niż w innych krajach UE. A co z dynamiką?
— Nie wydaje się, żeby kredyty hipoteczne rosły za szybko, że doszło do zachwiania równowagi rynkowej. Mamy raczej do czynienia z grą podaży i popytu. Popyt na kredyty jest duży, ponieważ potrzeby mieszkaniowe społeczeństwa są ogromne — mówi Stanisław Kluza.
KNF obserwuje sytuację i w razie konieczności będzie interweniować, ale żadnych większych zagrożeń na razie nie widzi.
— Banki będą na pewno ostrożniejsze w udzielaniu kredytów, ponieważ stają się one na tyle drogie, że stać na nie tylko zamożniejsze osoby. Poza tym od tego roku wchodzi w życie Nowa Umowa Kapitałowa — pakiet przepisów, który nakłada na banki dodatkowe wymogi w zakresie szacowania ryzyka — mówi szef komisji.
I wyjaśnia, że KNF nie chce mówić bankom, co powinny robić, bo to do nich
należy obowiązek odpowiedniej wyceny ryzyka związanego z udzielaniem kredytów.