Naftobudowa spadła z wysokiego konia

Kamil Zatoński
opublikowano: 18-01-2008, 00:00

127 proc. zysku w 2007 r. i 45 proc. straty w niespełna trzy tygodnie 2008 r. — to bilans akcjonariuszy firmy budowlanej

Jeszcze na początku wczorajszej sesji wydawało się, że kurs Naftobudowy zaliczy dynamiczne odbicie. Od początku roku zabrał inwestorom sporą część ubiegłorocznych zysków i zniwelował niemal całą relatywną przewagę, jaką w tym czasie walory spółki wypracowały nad rynkiem. Pierwsze transakcje zawierano z ceną nawet o 5,9 proc. odbiegającą od poziomu z zamknięcia w środę (34 zł). Później jednak przeważyło osłabienie nastrojów na całym rynku i dopiero udany finisz pozwolił na wzrost kursu o 2,9 proc., do 35 zł.

Przecena, trwająca od początku roku, nie miała przyczyn fundamentalnych, bo w ostatnim czasie ze spółki docierały wyłącznie dobre wieści. W ubiegłym tygodniu Naftobudowa poinformowała o wartej 6,9 mln EUR (25 mln zł) umowie na wykonanie montażu reformera, prefabrykacji i montażu rurociągów oraz montażu aparatów w rafinerii Grupy Lotos. Spółka będzie tu podwykonawcą firmy Lurgi. Pozyskano zatem kolejne zlecenie od Geldof Metaalconstructie, tak, że łączna wartość kontraktów z tym klientem, zawarta w ostatnich siedmiu miesiącach, przekroczyła 1,76 mln EUR (6,5 mln zł). Pod koniec grudnia zwiększono aneksem kwotę umowy z ITT o kolejne 2,5 mln EUR (9,1 mln zł), a kilka dni później TFI PZU poinformowało o zwiększeniu zaangażowania w akcjonariacie firmy do ponad 10 proc.

Także wyniki spółki nie powinny budzić niepokoju. Po trzech kwartałach 2007 r. przychody przekroczyły 140 mln zł, były więc o połowę wyższe niż w takim samym okresie 2006 r. Jeszcze szybciej rosły zyski: operacyjny o 150 proc., do 12,66 mln zł, a zysk netto o 166 proc., do 9,47 mln zł. Dzięki temu systematycznie zwiększa się rentowność firmy. Na poziomie operacyjnym wynosi ona 9 proc., wobec 5,4 proc., rok wcześniej. Co więcej, nic nie wskazuje na to, by miała pogorszyć się koniunktura w branżach, które są klientami Naftobudowy (głównie sektor petrochemiczny, ale również energetyka).

Notowaniom spółki niewiele pomogła też wczorajsza wypowiedź Konrada Jaskóły, prezesa grupy Polimex (kontroluje 48,7 proc. akcji spółki), który rozważa dokupienie walorów firm zależnych, w tym właśnie Naftobudowy. Polimex nie chce ogłaszać wezwania. Oznacza to, że maksymalny próg zaangażowania

to 66 proc., a także, że ewentualne zakupy byłyby rozłożone w czasie. Inaczej niż poprzez wezwanie nie można skupić 10 proc. akcji w 60 dni. Jednak przy tak niskiej płynności (wolumen nie przekracza zwykle 10 tys. sztuk) nawet niewielkie i systematyczne zakupy mogłyby rozruszać kurs. Inna sprawa, że Polimex dość oszczędnie wydaje pieniądze. Trudno więc oczekiwać, by kupował akcje za wszelką cenę. Niemniej, przy obecnym kursie (około 35 zł), bieżący wskaźnik cena do zysku nie przekracza 20. Jest więc niższy od średniej dla branży (wciąż powyżej 30). Naftobudowa powinna być notowana z premią, a nie z dyskontem, z uwagi na wspomnianą wyższą rentowność na tle sektora.

Kamil

Zatoński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane