Najlepsze debiuty 2006

(Paweł Kubisiak)
17-12-2006, 21:52

Debiut goni debiut. Po sennym początku roku sypnęło debiutami. Gracze ustawiają się w kolejkach po akcje. I będą się ustawiać...

Debiut goni debiut. Po sennym początku roku sypnęło debiutami. Gracze ustawiają się w kolejkach po akcje. I będą się ustawiać...

Jeszcze po trzech miesiącach tego roku z polskiego rynku IPO wiało grozą. Emitenci, prawdopodobnie z powodu zmian w przepisach, przespali początek roku. North Coast, pierwszy debiutant, pojawił się na GPW dopiero 10 kwietnia. Dobra koniunktura na rynku wtórnym i coraz aktywniejsze działania domów maklerskich w zakresie pozyskiwania spółek na parkiet sprawiły jednak, że do końca listopada na GPW pojawiło się 28 nowych podmiotów. Grudzień na rynku pierwotnym zapowiada się imponująco, co oznacza, że możemy pokonać wyniki z lat 2004-2005 (36 i 35 debiutów). O ile jednak wówczas wystarczyło to do miejsca na podium w kontynentalnym rankingu, o tyle tym razem będzie to trudne. Znacznie ożywił się bowiem rynek IPO we Włoszech, Luksemburgu, Skandynawii i Frankfurcie.

Rosną zyski…

Dla inwestorów najważniejsze są zyski z rynku IPO. I tu jest nieźle. Stworzony przez nas wskaźnik PB IPO, obrazujący średnią stopę zwrotu z ostatnich dziesięciu ofert, pokonał już 40 proc. i jest najwyższy w historii. Pięć najlepszych debiutów ostatnich trzech lat miało miejsce właśnie w tym roku. Co istotne, tylko jeden debiut (Famuru) przyniósł stratę, ale i tak symboliczną (-0,9 proc.). Mediana zysku w debiucie wynosi 12 proc., wobec 8,8 proc. w 2005 r. i 6,8 proc. w 2004 r.

Wydaje się więc, że rynek IPO to istna żyła złota. Jest jednak jedno ale. Sukces rynku pierwotnego przyciąga coraz więcej inwestorów, co śrubuje stopy redukcji w zapisach. W ostatnich 12 ofertach ani razu nie zeszła ona poniżej 75 proc. Redukcje mają istotne znaczenie dla rentowności inwestycji, wymuszają bowiem posiłkowanie się kredytem. Posługiwanie się popularnym lewarem pompuje popyt na akcje, a zarazem skalę redukcji. Złamanie tego zaklętego kręgu niewielu jest na rękę. Banki zarabiają na prowizjach i odsetkach, emitenci są pewni powodzenie emisji. Natomiast duzi inwestorzy, których problem redukcji w zasadzie nie dotyczy, z radością patrzą na walczących o każdą akcję drobnych graczy. Ich popyt śrubuje przecież cenę akcji w debiucie.

…ale również koszty

O tym, jak duże znaczenie ma jego koszt dla rentowności inwestycji na rynku IPO, świadczy przypadek Dom Development. Tu 1-procentowa prowizja kredytowa i gigantyczne redukcje zjadły większość z pokaźnego (+54 proc.) zysku dewelopera w debiucie. Do kosztów inwestycji w IPO doliczyć trzeba też prowizję maklerską i trud związany z udaniem się do najczęściej obcego biura maklerskiego. Istnieje też ryzyko, że między wpłatą na akcje a debiutem coś się na rynku wydarzy, a środki inwestora są zamrożone.

Redukcje nie byłyby aż tak dużym problemem, gdyby wartość ofert była większa. Jeżeli bowiem pod względem liczby debiutantów jest dobrze, to spada wielkość ofert. To m.in. wina odejścia od prywatyzacji poprzez giełdę. Tylko trzy tegoroczne IPO miały wartość ponad 100 mln zł, wobec 13 takich przypadków w 2005 r. Pod tym względem daleko nam nawet do europejskich średniaków.

Przemek Barankiewicz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Paweł Kubisiak)

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Najlepsze debiuty 2006