Najsłabsi parzą kawę

Marlena Gałczyńska
08-03-2004, 00:00

Na udany start zawodowy nie ma recept. Liczy się inicjatywa i przebojowość.

Wbrew histerycznym doniesieniom niektórych mediów, ofert praktyk i staży dla studentów jest dziś na rynku znacznie więcej niż jeszcze pięć lat temu. Wiele działających w Polsce firm ma możliwości zatrudniania akademickiego narybku w kraju oraz w zagranicznych oddziałach i korzysta z nich.

— W Warszawie staże lub praktyki oferuje sporo firm. Poza stolicą — przedsiębiorstwa o zasięgu ogólnopolskim (banki, sieci handlowe, firmy telekomunikacyjne). Wiele osób praktykuje też w firmach należących do ich krewnych lub znajomych. Praca w małym przedsiębiorstwie jest o tyle cenna, że pozwala dokładnie poznać działanie całej organizacji — mówi Michał Bąk, student piątego roku Zarządzania i Marketingu na SGH.

Jednak nie wszystkie firmy przejawiają jednakową skłonność do przyjmowania studentów na staże, praktyki lub na etat.

— Podstawowa bariera? Student zdobywa na uczelni wiedzę teoretyczną, nie ma pojęcia o „prawdziwej” pracy. W ciągu pierwszych tygodni praktyk uczy się wykonywać zadania i częściej przeszkadza innym, niż pomaga — twierdzi Dominika Sudomir, przedstawicielka Niezależnego Zrzeszenia Studentów Politechniki Warszawskiej.

Staż czy wolontariat?

Zdobycie ciekawego stażu czy praktyki nie jest jeszcze w Polsce zbyt proste. Wśród osób, które ostatnio starały się o nie, panuje opinia, że w zdobywaniu pracy czy stażu... przydaje się protekcja. Nie jest jednak prawdą, że ciekawe praktyki są zarezerwowane wyłącznie dla wybitnych studentów.

— Oceny w indeksie są mało istotne. Liczy się zaradność, znajomości i... szczęście. O wiele łatwiej można dostać się na praktyki bezpłatne. Na płatny staż studenci dostają się zwykle po znajomości. Osobą polecającą jest często pracownik uczelni (np. promotor) — przedstawia studenta firmie, z którą współpracuje — twierdzi Dominika Sudomir.

Obecnie każdy student musi odbyć praktykę po czwartym roku studiów. Jeśli nie jest w stanie jej sobie załatwić, to uczelnia ma obowiązek go gdzieś umieścić.

— Niestety, często kończy się to tym, że praktykant parzy kawę lub snuje się bez celu po biurze — dodaje Dominika Sudomir.

Dokąd po pomoc?

Na udany start zawodowy nie ma recept. Liczy się inicjatywa i przebojowość. Mniej zaradnym pomocy mogą udzielić organizacje studenckie, które ułatwiają studentom kontakty z pracodawcami. Pomagają też w uzyskaniu staży zagranicznych.

— W ramach Międzynarodowego Programu Wymiany Praktyk (ITEP) AIESEC organizuje wyłącznie praktyki zagraniczne. Oprócz tego organizuje na SGH Dni Kariery czy Case Study Weekend, które pomagają w znalezieniu praktyk w Polsce — mówi Olga Staśkiel, koordynator promocji AIESEC SGH.

Dodaje, że oferowane w ramach ITEP praktyki zagraniczne o charakterze menedżerskim, technicznym i edukacyjnym są odpłatne. W ich trakcie studenci mają szanse poznania nawet egzotycznych krajów, np. Indii. Aby wziąć udział w programie, należy pozytywnie przejść testy językowe i assesment center organizowane przez firmy.

Jak wybrać kraj?

Dla większości studentów gratką są staże zagraniczne. Jednak to nie kraj decyduje o wartości stażu, lecz zaangażowanie w pracę osoby, która go odbywa.

— Obecnie jestem na półrocznej praktyce w dziale finansów firmy Hewlett-Packard w niemieckim Böblingen. Pracuję nad projektem dotyczącym stworzenia prognozy finansowej. Studenci są tu traktowani jak normalni pracownicy — moja praca nie polega na kserowaniu dokumentów czy parzeniu kawy. Podczas spotkań z szefem omawiamy kolejne etapy projektu, ale sposób ich realizacji zależy ode mnie. Jestem zadowolona ze stażu — ocenia Magdalena Kolczyńska, studentka IV roku SGH.

Michał Bąk od ponad roku pracuje jako praktykant w globalnym dziale informatycznym Procter & Gamble w Polsce.

— Po kilku tygodniach szkoleń samodzielnie pracowałem nad małymi projektami. Po pięciu miesiącach otrzymałem pierwszy duży. Teraz koordynuję pracę osób na trzech kontynentach. Odpowiadam za budżety, które wcześniej wynegocjowałem. Zazwyczaj działam w wirtualnych, międzynarodowych zespołach. Ostatnio byłem w Cincinnati, gdzie poznałem ludzi, z którymi współpracuję. Byli zaskoczeni, że mam 23 lata. W warszawskim biurze jest to normalne. Mój szef ponagla mnie, żebym brał się do pisania pracy magisterskiej. Po obronie będzie mógł mnie zatrudnić na etat — mówi Michał Bąk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marlena Gałczyńska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Najsłabsi parzą kawę