Najważniejsze jeszcze przed nami

Mira Wszelaka
opublikowano: 2003-10-17 00:00

Wejście Polski do Unii stało się głównym celem rządu. Gra jednak toczy się dalej.

Przystąpienie Polski do Unii stało się priorytetem gabinetu Leszka Millera. Jednak to nie przygotowania do członkostwa, lecz głównie działania na forum międzynarodowym są głównym celem europejskiej strategii rządu. Pochód ku zjednoczonej Europie rządząca ekipa rozpoczęła od wyraźnego przyspieszenia negocjacji i akceptacji warunków członkostwa w Kopenhadze, które próbowano sprzedać jako wielki sukces. Po uroczystym złożeniu podpisów pod traktatem akcesyjnym przygotowania do członkostwa powinny ruszyć pełną parą. Skończyło się na kiepskiej kampanii referendalnej. Premier zaś, mimo najniższego poparcia społecznego w historii III RP, kurczowo chwycił się fotela, czyniąc się zakładnikiem wyniku referendum.

Wejście Polski do Unii 1 maja 2004 r., z którego ekipa Leszka Millera uczyniła sztandar, jest przesądzone. Rząd zajęty nie mniej ważną polityką zagraniczną, zdaje się jednak nie dostrzegać kiepskiej kondycji gospodarczej kraju i zaległości w dostosowaniach, które będą miały decydujący wpływ na jakość naszego członkostwa. Nie ma już czasu na odwlekanie nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych, RTV, wdrożenia systemu IACS, poprawy współpracy między służbami weterynaryjnymi a Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, organizacji rynku dla poszczególnych produktów rolnych, przygotowania dobrych projektów finansowanych ze środków UE i wreszcie na koniec — rozwiązania problemów z budową i modernizacją dróg. Jak miecz Damoklesa wisi nad nami groźba zastosowania przez UE tzw. klauzul ochronnych blokujących nasz eksport lub napływ unijnej pomocy. Dużym zagrożeniem może okazać się także niska absorpcja funduszy unijnych, która grozi tym, że staniemy się płatnikiem netto do budżetu UE.

Rząd znalazł się w potrzasku między rosnącą opozycją w kraju a nabierającą nowej prędkości czołówką kandydatów do UE. Zobaczymy, jak z tego wybrnie.