W poniedziałek kurs złota rósł pomimo umocnienia dolara i gwałtownej zwyżki rentowności, bo dla inwestorów ważniejsza była rola kruszcu jako „bezpiecznej przystani” w momencie kryzysu geopolitycznego wywołanego przez atak USA i Izrael na Iran. Dzień później większe znaczenie miało już jednak to, że wzrost presji inflacyjnej spowodowanej przez drożejącą energię zmniejszy szansę luzowania polityki pieniężnej Fed w oczekiwanej skali.
Phil Blancato, strateg rynkowy w Osaic uważa, że jeśli ceny ropy będą wysokie przez dłuższy czas, presja inflacyjna może powstrzymać Fed przed obniżką stóp procentowych, "a w bardziej niekorzystnym scenariuszu może nawet otworzyć drogę do podwyżek stóp”. Indeks dolara, pokazujący jego wartość wobec koszyka głównych walut, wzrósł od piątku już do największej wartości od 19 stycznia. Rentowność obligacji 2-letnich USA zwiększyła się w tym samym czasie o 12 pkt bazowych.
Thu Lan Nguyen, szefowa działu analiz rynku walutowego i surowcowego w Commerzbanku uważa, że inwestorzy przywołali doświadczenia z 2022 roku, kiedy wybuch wojny na Ukrainie podwyższył ceny ropy, a tym samym inflację na całym świecie. Fed zareagował wówczas szybko, podwyższając stopy i umacniając dolara, co w konsekwencji osłabiło notowania złota.
Bob Haberkorn, strateg z RJO Futures ocenił, że we wtorek doszło do „ucieczki do płynności”. Jego zdaniem, spadek ceny złota prawdopodobnie będzie krótkotrwały, bo geopolityka może znów stać się najważniejsza.
Natomiast według Davida Morrisona, analityka z Trade Nation nie można wykluczyć korekty kursu złota w kierunku wsparcia na poziomie około 5000 USD.
Na zamknięciu sesji na Comex kurs uncji złota z wiodących, marcowych kontraktów spadał o 187 USD, czyli 3,5 proc., do 5107,40 USD. To największa jego zniżka od 30 stycznia. Jest najtańsze od 20 lutego. Złoto z najmocniej handlowanych, kwietniowych kontraktów, taniało na zamknięciu o 3,5 proc. do 5123,70 USD. Na rynku kasowym cena kruszcu spadała wieczorem o 3,9 proc. do 5113,25 USD.
