
Czy niejedzenie mięsa jest możliwe? Skąd wziąć wtedy białko i co właściwie jeść? Małymi krokami można wszystko – twierdzi Fundacja ProVeg, zachęcając do podjęcia wyzwania Veggie Challenge. To 30 dni z ograniczeniem bądź całkowitą rezygnacją z konsumpcji produktów odzwierzęcych. Chodzi o to, by w miesiącu wyzwania posiłki stały się bardziej kolorowe i różnorodne dzięki roślinom.
– Pomysł powstał międzynarodowo. Stwierdziliśmy, że ta forma zachęcania do zmiany stylu życia jest prosta, wygodna i przejrzysta dla każdego. Zapraszamy do wypróbowania innego sposobu odżywiania i wspieramy uczestników wyzwania w całym procesie – mówi Marcin Tischner, specjalista ds. zrównoważonego rozwoju w Fundacji ProVeg.
Więcej roślin już dziś

Wyzwanie Veggie Challenge podjęło już ponad 500 tys. osób z całego świata. W Polsce kampania ruszyła na początku 2021 r. i wzięło w niej udział już ponad 50 tys. chętnych. Przez 30 dni uczestnicy otrzymują przepisy, wskazówki i informacje edukacyjne dotyczące odżywiania się z większym wykorzystaniem roślin. Dzięki temu nie muszą wyszukiwać niecodziennych produktów, gotować całymi dniami ani martwić się o niedobory składników. Alergicy także znajdą w przepisach coś dla siebie. Ponadto, w przypadku bardziej złożonych zagadnień dotyczących kwestii żywieniowych, dietetyczka fundacji służy fachową wiedzą.
– Stworzyliśmy także grupę na Facebooku, gdzie uczestnicy wyzwania mogą się dzielić przepisami, pytaniami i wątpliwościami. Budujemy społeczność, dzięki której utrzymanie bardziej roślinnej diety może potrwać dłużej niż 30 dni. Naszą kampanię prowadzimy przez cały rok i w każdym momencie można do niej dołączyć. Zgodnie z wynikami ankiet ewaluacyjnych około 30 proc. uczestników zadeklarowało przejście z diety opartej głównie na produktach pochodzenia zwierzęcego na dietę wegańską lub wegetariańską po zakończeniu 30-dniowego wyzwania Veggie Challenge – wskazuje Marcin Tischner.
Fundacja proponuje dietę wegańską, wegetariańską albo ograniczenie jedzenia mięsa w wybrane dni. Uczestnik sam wybiera, jakie 30-dniowe wyzwanie podejmuje. Dodatkową zachętą do trwania w postanowieniu jest codzienna informacja od fundacji, ile CO2, wody, ziemi i zwierząt można uratować, jedząc roślinnie. Z wyliczeń organizacji wynika, że przechodząc na 30 dni z diety tradycyjnej na wegańską, można ocalić sześć zwierząt, zaoszczędzić 39 tys. litrów wody i 80 m kw. gruntu.
Decyzje nie biorą się znikąd

Według badań przeprowadzonych przez Mintel 44 proc. Polaków deklaruje, że względy zdrowotne skłoniły ich do zmniejszenia ilości zjadanego mięsa przetworzonego. Z tego samego powodu już 23 proc. z nas coraz częściej rezygnuje z mleka krowiego. Osoby ograniczające lub wyłączające ze swojego menu te produkty szukają alternatyw. Marcin Tischner wskazuje jednak, że łatwiej dotrzeć do ludzi z przekazem diety fleksitariańskiej, która polega na ograniczeniu produktów odzwierzęcych, a nie ich zupełnym odstawieniu.
– Widzę po sobie, że łatwiej rozpocząć przygodę z bardziej roślinną dietą, niekoniecznie od razu całkiem odstawiając mięso czy nabiał. Dla wielu to bariera nie do przeskoczenia. Dlatego jako fundacja staramy się docierać do osób będących na diecie bogatej w mięso i zachęcać je do wprowadzania roślinnych posiłków do diety – dla zdrowia i środowiska. Widzimy, że w dyskusji publicznej często ten temat przedstawiany jest w sposób zero-jedynkowy. Albo jest się weganinem, albo mięsożercą. Tyle że przeciętnie w Polsce jemy około 75 kg mięsa per capita rocznie. Między poziomami 0 i 75 kg jest mnóstwo pośrednich, o których warto mówić – uważa Marcin Tischner.
Mimo że roślinne jedzenie jest w Polsce popularne, mięso to nadal stały bywalec na talerzach Polaków. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), ale też nasze rodzime zalecenia żywieniowe mówią o ograniczeniu spożycia mięsa czerwonego i przetworzonych produktów mięsnych ze względu na ryzyko rozwoju nowotworów i innych chorób dietozależnych. Trzymając się tych zaleceń, przeciętny Polak powinien ograniczyć ich spożycie do maksymalnie 500 g tygodniowo, czyli obecnie przynajmniej o połowę. Wysokie spożycie mięsa może wynikać z kilku kwestii – przyzwyczajeń, łatwości dostępu, ceny, a nawet szybkości przyrządzenia dania.
– Gdy zaczynałem przygodę z dietą fleksitariańską, soczewica czy ciecierzyca były dla mnie zupełnie nowymi produktami, których praktycznie nie konsumowałem i musiałem nauczyć się ich obsługi od zera. Odejście od mięsa jest trudne także ze względów społecznych. Podczas spotkań towarzyskich opcje wege często nie są uwzględniane. Społeczne przyzwyczajenie wskazuje na mięso jako opcję domyślną. Należy to zmienić – mówi Marcin Tischner.
Wege trend

W ostatnich pięciu latach w Polsce nastąpił znaczący wzrost produkcji artykułów wegańskich i wegetariańskich. Według danych GFI Europe czołowymi europejskimi rynkami w tym segmencie nadal pozostają Niemcy, Wielka Brytania i Włochy (pod względem wartości rynku ogółem) oraz Holandia, Niemcy i Szwecja (pod względem sprzedaży per capita). Polska zajmuje w tym zestawieniu odpowiednio 9. i 12. miejsce (na 13 badanych krajów), ale tempo rozwoju tego rynku jest obecnie dużo wyższe niż w pozostałych badanych krajach.
– Motyw troski o dobrostan zwierząt przewijał się w dyskusji społecznej już od dłuższego czasu, ale być może nie do wszystkich docierał. Kwestia świadomości zdrowotnej stopniowo wzrasta, podobnie jak świadomość zmian środowiskowych i klimatycznych spowodowanych masową produkcją mięsa i nabiału – mówi Marcin Tischner.
Obecnie około połowy powierzchni ziemi, która nadaje się do zamieszkania przez człowieka, jest w jakimś stopniu przeznaczane na cele rolnicze. Branża spożywcza generuje swój ślad środowiskowy m.in. w obszarach emisji gazów cieplarnianych, zużycia wody i zanieczyszczania gruntu. Do produkcji mięsa i nabiału zużywa się dużo więcej zasobów naturalnych niż przy wytwarzaniu produktów roślinnych.
– W idealnej wizji, jedząc bardziej roślinnie, sporo gruntów rolnych moglibyśmy uwolnić np. na ponowne nasadzenia lasów czy do odtworzenia torfowisk. Dlatego im więcej zrobimy teraz, tym szybciej będziemy mogli ograniczyć i złagodzić negatywne skutki zmian środowiskowych – konkluduje Marcin Tischner.

