Narty zjeżdżają z trasy

Dobiegające końca ferie dowodzą, że narty to kwiatek do kożucha dla sklepów w Polsce. Mimo że ich czołowy producent mówi o powrocie do wzrostu.

Po trudnych latach w końcu nastało ożywienie na rynku nart na świecie — mówi w rozmowie z „WirtschaftsWoche” nie byle kto, bo Christoph Bronder, szef giganta, mającego w portfelu takie marki jak K2, Dalbello i Völkl. Jego zdaniem, w tym roku powinno sprzedać się w końcu znowu ponad 3 mln par nart m.in. dzięki temu, że w Europie szybko zaczęła się zima, a warunki na stokach zachęcały do jazdy. W rozmowie z dziennikarzami tygodnika opowiada wręcz o przeciążeniu niemieckiej fabryki koncernu i konieczności zatrudniania dodatkowych pracowników. 

Zobacz więcej

Fot. Fotolia

Tymczasem sprzedawcy w Polsce mają dokładnie odwrotne odczucia. Tłumaczą, że sprzedaż nart przestaje być biznesem, ten rok niczego nie zmienia.

Pożyczanie zamiast kupna

— Niestety, to nie my byliśmy krajem, w którym zima zaczęła się szybko, więc dopiero teraz zaczyna być widać wzrost dynamiki sprzedaży nart. To kolejny taki sezon w Polsce, a konsumenci są dodatkowo przyzwyczajeni do wyprzedaży, które następują po świętach, i w oczekiwaniu na nie ograniczają wcześniejsze zakupy. My idziemy raczej w kierunku akcesoriów i odzieży narciarskiej, a nie samego sprzętu. Polacy coraz częściej korzystają z wypożyczalni nart. Inaczej jest w przypadku bardziej zaawansowanych narciarzy, ale oni kupują sprzęt za ponad 2 tys. zł i szukają go w sklepach specjalistycznych, prowadzonych przez osoby, które poświęcają się narciarstwu — mówi menedżer firmy prowadzącej sieć sklepów sportowych.

Pod nazwiskiem komentować nie chce ze względu na „negatywny wydźwięk wypowiedzi”.

Tomasz Piątkowski, prezes SkiTeamu, a więc sklepów wyspecjalizowanych m.in. właśnie w nartach, przyznaje, że to, iż klienci spokojnie doczekali do wyprzedaży, oznacza obniżenie rentowności. Ale nie jest to jedyny problem z nartami.

— Dziś narty to tak naprawdę taki kwiatek do kożucha. Musimy je mieć, pokazują naszą wiedzę o rynku i szeroką ofertę, ale się na nich nie zarabia. Głównym nabywcą nart są dziś wypożyczalnie, a nie klienci. Odczuwają to i sklepy sieciowe, i specjalistyczne, jak my. Kategorie pozwalające na osiągnięcie rentowości to tekstylia i akcesoria: kaski, rękawiczki, bielizna termalna itd. Narty stanowią w tym wszystkim poniżej 10 proc. Nie jest to zaskakujące — struktura tego rynku u nas zbliża się powoli do tego, co widać było wcześniej na wielu rynkach europejskich — tłumaczy Tomasz Piątkowski.

Przedstawiciel sieci z szeroką ofertą produktów sportowych potwierdza te spostrzeżenia.

— Konsumenci znacznie częściej i chętniej wymieniają czapki i rękawice niż narty.Jednocześnie jednak nie sposób wyrzucić nart z oferty sklepu — gdyby śnieg spadł w listopadzie, jak się przecież zdarza, to widać byłoby większy ruch — zastrzega menedżer.

Stabilność zamiast spadku

Tomasz Piątkowski zwraca uwagę, że w tym roku nartom dodatkowo dokuczył niekorzystny układ ferii.

— Za około 30 proc. sprzedaży na tym rynku odpowiada woj. mazowieckie, które miało ferie wcześniej, więc okres intensywnej sprzedaży był krótki. Podobnie było z dolnośląskim — drugim największym rynkiem. Mamy przed sobą jeszcze 1,5 miesiąca handlu, nic nie wskazuje jednak, żeby ten sezon miał być szczególnie dobry. Stabilność zamiast spadku to coś, co cieszy w tej części branży — dodaje szef SkiTeamu. Dziś narty produkowane są w Europie i Azji, zaś w butach narciarskich wyspecjalizowała się Rumunia. W krajach alpejskich mieszczą się natomiast centra rozwojowe firm z branży.

— Na przełomie lat 80/90 światowa produkcja butów narciarskich wynosiła około 6 mln par, teraz to około 3 mln. Narty to zazwyczaj 20-30 proc. niższy wolumen niż buty — mówi Tomasz Piątkowski.

Ogólnie sklepy cenią sobie bardziej sezon letni niż zimowy. — Nawet jeśli lato jest deszczowe, handel jest tu bardziej przewidywalny — mówi jeden z naszych rozmówców.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Narty zjeżdżają z trasy