Bankowcy nie rzucali słów na wiatr. Coraz bardziej wybrzydzają przy rozpatrywaniu wniosków kredytowych.
Na pozór na rynku kredytowym nic się nie dzieje. W styczniu zadłużenie przedsiębiorstw wzrosło o 5,3 mld zł, czyli 2,3 proc. —wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego. W porównaniu z poprzednimi miesiącami niewiele się zmieniło — w podobnym tempie rosło zadłużenie w całym 2008 r. A jednak różowo nie jest. Fakt, że utrzymaliśmy wysoki wzrost zadłużenia, to tylko efekt osłabienia złotego — wzrosła bowiem wartość kredytów walutowych. Tymczasem akcja kredytowa wyraźnie zwalnia.
— Po wyeliminowaniu zmian kursowych zadłużenie firm wzrosło zaledwie o 0,8 proc. miesiąc do miesiąca. Jeszcze kilka miesięcy temu dynamika zwykle przekraczała 2 proc. Wyhamowanie kredytów jeszcze wyraźniej widać w danych pokazujących tempo roczne. W styczniu spadło ono do 22,6 proc., a jeszcze w sierpniu wynosiło 28,3 proc. To pokazuje, że banki mocno ograniczyły akcję kredytową — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.
Pocieszający jest fakt, że styczeń był nieco lepszy niż grudzień, kiedy zadłużenie oczyszczone ze zmian kursowych po raz pierwszy od lat spadło —dynamika wyniosła -1,4 proc.
— Na szczęście kredyt do gospodarki wciąż płynie. Grudniowe dane mówiące o ujemnym przyroście kredytu okazały się zjawiskiem jednorazowym. W styczniu mieliśmy już wzrost, choć niewielki — zaznacza Andrzej Halesiak, ekonomista Banku BPH.
Podobnie w przypadku kredytów dla gospodarstw domowych. Surowe dane sugerują przyspieszenie akcji kredytowej, jednak oczyszczone ze zmian kursowych pokazują, że tempo przyrostu zadłużenia spada — zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym.
0,8
proc. O tyle, według szacunku Invest Banku, spadło w styczniu zadłużenie firm, jeśli wyeliminujemy z niego osłabienie złotego.