Nastroje na rynkach złe, ale spadki raczej wyhamowane

Huta Ferrum S.A.
opublikowano: 2002-09-20 16:12

LONDYN (Reuters) - Potężne długi przedsiębiorstw, malejące zyski i skandale księgowe negatywnie odbijają się na kursach giełdowych spółek. Analitycy sądzą jednak, że do końca roku najważniejsze światowe indeksy wzrosną.

Z sondażu przeprowadzonego przez Reutera wśród 90 analityków z Ameryki Północnej, Europy i Azji wynika, że główne wskaźniki giełdowe zakończą ten rok na poziomach niższych niż osiągnęły one w styczniu. Większość ekspertów nie przewiduje jednak dalszych zniżek.

"Skandale korporacyjne powoli znikają z pierwszych stron gazet" - powiedział Tom Galvin, analityk Credit Suisse First Boston.

"Jeżeli przetrwamy najbliższe dwa tygodnie, w czasie których spółki będą aktualizować prognozy wyników, to atmosfera powinna się nieco oczyścić" - dodał.

Prognoza średnioterminowa mówi, że amerykański indeks Standard & Poor's powinien do końca roku wzrosnąć o 19 procent. Nawet jednak jeżeli ponownie osiągnie on poziom 1000 punktów, to i tak jego wartość będzie o 13 procent niższa niż na koniec 2001 roku.

Podobnie przedstawia się sytuacja na innych światowych rynkach. We wszystkich przypadkach dominuje jednak przekonanie, że dalszych spadków raczej nie będzie.

RECESJA I IRAK

Analitycy wskazują na dwa podstawowe czynniki, które budzą ich niepokój: perspektywa wplątania się USA w przewlekły konflikt z Irakiem oraz nawrót recesji w Ameryce po zaledwie kilku miesiącach wzrostu gospodarczego.

"Może dojść do sytuacji, w której będziemy mieli jeszcze jedną masową wyprzedaż, po której rynek odnajdzie dno" - powiedział Giuseppe Amato z firmy Lang & Schwarz z Duesseldorfu.

"Nie sądzę jednak, byśmy w ciągu dwóch-trzech lat doczekali się następnej hossy. Problemy strukturalne są zbyt duże" - dodał.

Jednym z największych problemów jest zadłużenie przedsiębiorstw, narosłe w czasie technologicznej hossy w latach 90. Spółki przepłacały za przejmowanie konkurentów i nie dotyczy to tylko spółek technologicznych i telekomunikacyjnych. Mania fuzji i przejęć objęła także wiele innych sektorów.

Firmy nie musiały się wtedy martwić o kredyty, ale obecnie to źródło finansowania wyschło. Banki centralne wprawdzie obniżyły oficjalne stopy procentowe, ale stopy rynkowe dla kredytobiorców korporacyjnych gwałtownie wzrosły, a dodatkowo banki stały się bardzo ostrożne.

SPEKULACYJNE BAŃKI I SKANDALE

Inflacja, która w normalnych warunkach zjada realną wartość zadłużenia pozostaje na niskim poziomie, a konsumenci nie akceptują podwyżek cen, co negatywnie przekłada się na zyski przedsiębiorstw. Kiedy zaś spółki przedstawiają raporty, inwestorzy, nauczeni doświadczeniem niedawnych skandali księgowych, znacznie uważniej analizują bilanse firm.

Akcje spółek spadają więc i nawet zwyżka pod koniec roku nie będzie w stanie wywindować ich do poziomu z 2001 roku.

Eksperci szacują, że giełdy azjatyckie wzrosną jeszcze do końca roku o 22 procent, ale nawet przy takim scenariuszu tokijski Nikkei straciłby w skali roku pięć procent.

Japonia weszła w drugą dekadę stagnacji gospodarczej, która nastąpiła po pęknięciu bańki spekulacyjnej z lat 80. Władze chwytają się coraz mniej ortodoksyjnych sposobów, by ożywić gospodarkę.

"Jak uczy nas doświadczenie, optymiści są zazwyczaj źle poinformowani, więc nie możemy być pewni, że przyszłość będzie lepsza niż dzień dzisiejszy" - powiedział Tetsuya Ishijima z Okasan Securities.

W Europie analitycy szacują, że londyński FTSE 100 straci w ciągu tego roku 14 procent, niemiecki DAX 24 procent, a paryski CAC-40 23 procent.

AKCJE WCIĄŻ ZBYT DROGIE?

Wciąż jednak, według niektórych starych metod wyceny, które odrzucono w latach 90., akcje są zbyt drogie. Co więc powinni zrobić inwestorzy?

Według niektórych analityków, po prostu zapomnieć o tych metodach. W niedawnym raporcie banku Lehman Brothers eksperci tego banku zwracali uwagę, że spółki mniejszą niż kiedyś wagę przywiązują do dywidendy, zaś wyniki przedsiębiorstw obarczone są często dużymi kosztami restrukturyzacyjnymi i nie zawsze oddają prawdziwy stan spółki.

Jeżeli jednak wciąż czujesz się zaniepokojony, mówi Gert de Mesure z Delta Lloyd Securites w Antwerpii, to przyłóż się lepiej do pracy inwestora.

De Mesure radzi klientom kupowanie akcji dużych spółek, które mają na tyle środków by poradzić sobie z obsługą swojego zadłużenia, albo małych, których innowacyjne produkty mogą wkrótce podbić rynek.

"W przeszłości wystarczyło kupić kontrakt na jeden czy drugi indeks i już siedziałeś w pociągu, który bezpiecznie wiózł cię do bogactwa. Teraz sprawy się skomplikowały" - powiedział de Mesure.

Według analityków upłynie jeszcze wiele lat, zanim akcje spółek wzrosną na tyle, by znowu móc zacząć marzyć o wcześniejszych emeryturach opłacanych zyskami z akcji.

"Ta bessa jest naprawdę ciężka" - powiedział Giuseppe Amato z firmy Lang & Schwarz z Duesseldorfu.

"Jeżeli w 2011 roku będziesz mógł powiedzieć, że na przestrzeni dekady miałeś średnio sześć, siedem procent zysku rocznie, to znaczy, że jesteś naprawdę dobrym inwestorem" - dodał.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))