Nasza specjalizacja: hodowla sukcesów

Anna Dermont
11-04-2006, 00:00

Często bywa, że gdy zamykają się jedne drzwi, otwierają się drugie. Tak też potoczyła się biznesowa przygoda twórcy firmy Kwazar Corporation.

Michał Łosiak zaczynał karierę zawodową od pracy w biurze konstrukcyjnym Fabryki Aparatury Rentgenowskiej i Urządzeń Medycznych Farum w Warszawie. Szybko się przekonał, że to nie jest zajęcie dla niego — wolał pracować na własny rachunek. W 1976 r. za 700 dolarów kupił gospodarstwo rolne w Jaktorowie koło Grodziska Mazowieckiego pod Warszawą. Zaczął hodować świnie.

— Wpadłem na ten pomysł po przeczytaniu w „Przeglądzie Technicznym” artykułu opisującego produkcję trzody chlewnej nowoczesną metodą Tropik. Polegała na tuczu zwierząt w wysokiej temperaturze i pojeniu ich 40 litrami serwatki dziennie. A serwatka była wówczas szkodliwym odpadem, m.in. wylewanym do rzek. Chroniłem więc środowisko i jednocześnie rozwijałem swoją hodowlę — wspomina Michał Łosiak.

Klienci, a zwłaszcza największy — Zakłady Mięsne z Rawy Mazowieckiej — tak zasmakowali w mięsie z jego hodowli, że zaczęła się ona szybko rozrastać. Jednak szczęście nie trwało długo. Prowadzenie hodowli trzody chlewnej przestało się opłacać. Trzeba było zamknąć interes.

Okazja czyni sukces

Przyzwyczajony do kierowania własną firmą Michał Łosiak postanowił zainwestować w produkcję opryskiwaczy. Wówczas trudnił się tym tylko Pilmet z Wrocławia, ale nie zaspokajał krajowego zapotrzebowania.

— Wykorzystałem okazję do rozkręcenia intratnego interesu — mówi Michał Łosiak.

Intuicja go nie zawiodła. W 1989 roku otworzył firmę o nazwie Kwazar Corporation i zaczął handlować opryskiwaczami, które zresztą do dziś są używane m.in. w rolnictwie, przemyśle spożywczym, lotniczym, ochronie zdrowia, straży pożarnej, rybołówstwie, gastronomii, a nawet w archeologii. Służą m.in. do dezynfekcji, malowania i spryskiwania przedmiotów różnymi substancjami. Można je też wykorzystywać do mycia i czyszczenia na przykład felg samochodowych albo do zraszania kwiatów czy półek z pieczarkami.

Dobre wsparcie

W 1993 r. do spółki przyłączyli się koledzy założyciela — Witold Ossowski i Leszek Jagodziński. Przez kilka lat rozkręcili biznes. W efekcie Kwazar Corporation znalazł się w czołówce światowych producentów opryskiwaczy.

— Drzwi na światowe rynki otworzyła nam produkcja dla Polski i udział w największych imprezach wystawienniczych w kraju i za granicą. Najpierw były więc targi w Polsce, potem wystawy branżowe w Europie Wschodniej i Środkowej — mówi Michał Łosiak.

Warto było się promować za granicą. Produkty Kwazaru trafiają dziś z Jaktorowa do ponad 104 krajów. Wciąż jednak są na świecie miejsca, gdzie brakuje opryskiwaczy. Michał Łosiak otwiera tam swoje zakłady produkcyjne. Na razie ma trzy — w Meksyku, Albanii i na Ukrainie. Za tą odwagą w podbijaniu zagranicznych rynków stoi wyzwanie, jakie Michał Łosiak postawił sobie i firmie.

— Zagraniczne wojaże to nie tylko moje hobby, ale także sposób na biznes. Większość krajowych producentów podchodzi do ekspansji nieufnie, a w takich krajach, jak Meksyk czy Albania przepisy są prostsze niż w Polsce. Poza tym odbiorcy szybciej płacą — mówi prezes Kwazaru.

Zaczął w 1991 r. od eksportu do Afryki. Wygrał ceną. Opryskiwacze z Anglii, Niemiec, Hiszpanii czy Włoch kosztują 170 dolarów. Kwazar sprzedaje swoje po 60 dolarów.

To dlatego rok temu firma wygrała przetarg rządu Madagaskaru na dostawę ciągnika rolniczego. Ofertę przedstawił pracujący na wyspie agent firmy.

— Startowało kilkanaście firm, ale wybrali naszą ofertę. Od lat znają nas z eksportu opryskiwaczy i wiedzą, że mogą nam zaufać. Od stycznia ciągnik testują już farmerzy z tropików — mówi Michał Łosiak.

Wykonawcą ciągnika jest firma Pronar Narew — specjalista w produkcji tego typu maszyn.

Mazurski kapitan

W przyszłości Kwazar Corporation chce otworzyć cztery zakłady produkcyjne w Afryce i w Ameryce Południowej. Tymczasem właściciel odlicza już dni do kolejnej wyprawy na Antarktydę i opłynięcia przylądka Horn. Wcześniej jednak zawita na Mazury.

— Jestem bardzo związany z tym regionem. Mam tam własny lodołamacz rzeczny, wykorzystywany jako statek ratowniczy. Jestem jego kapitanem — opowiada Michał Łosiak.

Działa ochotniczo w Mazurskiej Służbie Ratowniczej w Okartowie i wiele razy brał udział w akcjach ratunkowych, m.in. przy wyciąganiu helikoptera z rzeki. Po Bałtyku pływa z kolei jego statek ratownictwa pełnomorskiego „Kwazar-Gdynia”, którego matką chrzestną jest żona Michała Łosiaka. A na lądzie największą frajdą dla założyciela firmy są przejażdżki na harleyu w towarzystwie syna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Nasza specjalizacja: hodowla sukcesów