NBP wytrącił z rytmu rynek międzybankowy
Ostatnie działania NBP na rynku międzybankowym są co najmniej zastanawiające. Bank centralny ściąga z rynku spore środki oferując w zamian 28-dniowe bony pieniężne z odroczonym terminem płatności. W efekcie drenażu rynku części banków zabrakło środków do rozliczenia rezerwy obowiązkowej.
Narodowy Bank Polski interweniuje na rynku międzybankowym w momencie jego nadmiernej nadpłynności finansowej. W zeszłym miesiącu bank centralny przeprowadził kilka operacji otwartego rynku oferując za gotówkę 28-dniowe bony pieniężne. W ostatnim tygodniu września ściągnął w ten sposób z rynku 10 mld zł, doprowadzając do chwilowego załamania całego rynku międzybankowego.
Wynikało to po części z ogromnego popytu, jaki zgłosiły banki na skarbowe papiery wartościowe we wrześniu. Kupując bony i obligacje hurtowe praktycznie wyczyściły swoje zasoby licząc na to, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na redukcję stóp procentowych. Rada jednak okazała się nieczuła na potrzeby instytucji finansowych i zostawiła stopy na nie zmienionym poziomie.
Decyduje RPP
Wskaźnik WIBOR jest jedną z podstawowych wielkości charakteryzujących rynek depozytów międzybankowych. Obok rynku bonów skarbowych stanowi on jeden z ważniejszych barometrów kondycji ekonomicznej naszego kraju. Bank, który posiada nadmiar środków pożycza pieniądze innym bankom. W przypadku gdy większość banków cierpi na nadpłynność, spada popyt na depozyty i jednocześnie zmniejsza się ich oprocentowanie. Granicą tych spadków jest ustalona przez Radę Polityki Pieniężnej stopa interwencyjna kształtująca się obecnie na poziomie 14,5 proc.
— Oferowane przez NBP bankom bony 28-dniowe nie mogą być niżej oprocentowane niż 14,5 proc. i nie wyżej niż 14,6 proc. — tłumaczy Robert Szostak, dealer z PKO BP.
Huśtawka finansów
W piątek 21 września NBP zaproponował bankom 28-dniowe bony o wartości 5 mld zł, ale z odroczoną płatnością. Delikatny mechanizm rynku począł się chwiać.
Przez kilka dni banki same próbowały poradzić sobie z nadwyżką finansową, co bezpośrednio miało wpływ na wskaźnik WIBOR, który drastycznie spadał. Pięć dni później NBP ściągnął pieniądze z rynku i jednocześnie zaproponował kolejne bony takiej samej wartości, jak poprzednio i również z odroczoną płatnością. Nastąpiła ona po dwóch dniach. W efekcie, pod koniec miesiąca, w okresie rozliczania rezerwy obowiązkowej, banki zostały praktycznie bez gotówki.
— NBP miał prawo zaoferować bony z odroczoną płatnością, jednak od kilku lat w operacjach otwartego rynku nie przeprowadzał w ten sposób transakcji — mówi Robert Maciejewski z PBK.
Nigdy jednak bank centralny nie pozostawiał tak dużych kwot przez blisko pięć dni na rynku międzybankowym. Kiedy w końcu zebrał gotówkę okazało się, że banki nie mają pieniędzy na odprowadzenie rezerw obowiązkowych. Część z nich pożyczała potrzebne środki od innych banków, ale kiedy stawki WIBOR O/N (dzienne oprocentowanie depozytów) doszły do 20 proc., niezastąpiony okazał się lombard w NBP, oprocentowany na poziomie 18,5 proc.
— Żadna z instytucji finansowych nie chce i nawet nie próbuje komentować takiej decyzji, a bank centralny nie zamierza tłumaczyć się z podjętych działań. Niestety, na tym rynku NBP jest najważniejszym graczem, z którym każdy musi się liczyć — mówi jeden z analityków.
Banki teoretycznie mogą się bronić przed podobnymi decyzjami NBP. Po prostu, mogą nie skorzystać z oferty banku centralnego.