Polska nie ma już w rozmowach z Unią zbyt dużego pola manewru — taką opinię wyrażają krajowi ekonomiści oraz byli negocjatorzy. Z przeglądu rozdziałów, które pozostały na stole, wynika, że granica, której należałoby nie przekraczać, jest niemal za plecami negocjatorów.
Negocjacje Polski z Unią Europejską uległy znacznemu przyspieszeniu. Rozpoczęła się także ożywiona debata polityczno-ekonomiczna nad kosztem posunięć, na które może sobie pozwolić rząd po to, by zintensyfikować rozmowy i zakończyć negocjacje do końca 2002 r. Cel, jaki mu przyświeca, wydaje się prosty: trzeba zrobić wszystko, by stać się członkiem Unii w 2004 r.
Każdy dodatkowy rok, który przyszłoby Polsce spędzić poza UE, to olbrzymie straty finansowe, które wciąż ponosi na skutek asymetrii w handlu (na korzyść UE), jakie wynikają z Układu Stowarzyszeniowego. Opóźnienia dotyczyłyby także sporych wpływów z funduszy strukturalnych oraz dopłat dla rolników, bez których nie ma praktycznie szans na rozwój kraju. Na takie opóźnienia ledwie zipiąca polska gospodarka nie może sobie pozwolić. Tymczasem wczoraj Jean Charles Leygues, szef dyrekcji Polityki Regionalnej KE oświadczył, że z dniem wejścia do UE Polska może liczyć tylko na część funduszy strukturalnych, które przysługują obecnym członkom organizacji. Ma to potrwać dwa lata.
Determinacja Polski to lepsza pozycja negocjacyjna dla Unii. Dlatego w podejmowaniu kluczowych decyzji co do przyszłości naszego kraju rząd powinien kierować się rozwagą. Tej m.in. zabrakło w przypadku złagodzenia stanowiska Polski w sprawie ziemi. Zanim więc rząd podejmie kolejne kroki na drodze do członkostwa, potrzebna będzie solidna debata. Jest to tym ważniejsze, że zapowiadane przez rząd czyszczenie przedpola w negocjacjach (tak by w przyszłym roku do dyskusji pozostały tylko kluczowe tematy związane z finansami) może okazać się niebezpieczne dla podejmowania decyzji w pozostałych kwestiach.
Ponieważ na negocjacyjnym stole pozostały już tylko najtrudniejsze tematy, trudno jednoznacznie przesądzić, gdzie można nieco zmiękczyć stanowisko. Ekonomiści wskazują jednak na pewne możliwości manewru w kilku obszarach. Należą do nich np. transport czy rybołówstwo. Jednak warunkiem jakichkolwiek modyfikacji jest gwarancja pomocy finansowej.
Brońmy inwestorów z SSE
Ustępstwa polskich negocjatorów budzą niepokój. Niektóre przyniosłyby więcej szkodzy niż pożytku.
Andrzej Stępniak
profesor, kierownik Ośrodka Badań Integracji Europejskiej UG
- Zdecydowanie sprzeciwiam się jakiemukolwiek ograniczeniu przepływu siły roboczej. Jest to jedna z czterech podstawowych wolności UE. Naciski Niemiec i Austrii, które żądają siedmiu lat, to czyste fanaberie, na które rząd — mimo sprzeciwu opinii publicznej — może się zgodzić.
Krajowi negocjatorzy powinni bronić dotychczasowego stanowiska w sprawie dodatkowej ochrony patentowej leków i wystąpić o okres przejściowy na ponowną ich rejestrację. Rozmawiając o ulgach w SSE powinniśmy zrobić wszystko, by nie zaszkodzić obecnym inwestorom. W kwestii rolnictwa negocjatorzy powinni poczekać na konkretne kroki Unii, w tym klarowną politykę na następny rok budżetowy.
Należy też możliwie długo chronić okresy przejściowe na płacenie pełnej składki do budżetu UE. Polska jest zbyt biednym krajem, by pójść na ustępstwa, a UE i tak skorzysta na wpływach z VAT i ceł.
Andrzej Grzelakowski
były wiceminister transportu odpowiedzialny za negocjacje z UE
- W obszarze transportu wiele kwestii można wynegocjować. Nie jest wykluczone, że w stosunku do części sieci drogowej Polska będzie mogła udzielić dostępu dla ciężarówek o nacisku 115 k/n na oś już w ciągu pięciu lat po uzyskaniu członkostwa. Do tego jednak będziemy potrzebować większej pomocy finansowej ze strony Unii. Polska zdecydowanie nie powinna godzić się na okres przejściowy w wykonywaniu przewozów drogowych i kabotażowych w UE dla tych krajowych przewoźników, którzy spełniają unijne standardy.
Witold Orłowski
profesor, Niezależny Ośrodek Badań Ekonomicznych
- Podstawą w negocjacjach z Unią jest to, że członkostwo, nawet przy okresach przejściowych, nie może oznaczać pogorszenia warunków. Tak więc jakiekolwiek zasady zostałyby wynegocjowane, to Polska nie powinna niczego stracić. Z dniem członkostwa powinniśmy uzyskać pełen dostęp do funduszy strukturalnych. Wiadomo, że nie będziemy mieć szans na pełne dopłaty dla rolników z dniem członkostwa, ale powinniśmy domagać się ścisłego określenia ścieżki czasowej pełnego ich wymiaru. Konieczna jest obrona interesów kilku kluczowych branż, m.in. mleczarskiej, mięsnej, rybnej oraz przemysłu farmaceutycznego. Trudną sprawą do negocjacji będzie uregulowanie warunków w SSE dla inwestorów, którzy ulokowali się tam na starych zasadach i przekroczyli akceptowany przez UE próg pomocy. Tu negocjatorzy mogą rozważyć skrócenie okresu przejściowego o maksymalnie dwa lata.
Marek Góra
profesor SGH, współtwórca reformy emerytalnej
- Zmiana stanowisk w obszarach dotyczących ziemi i przepływu pracowników nie przyniesie Polsce strat. Dużo większym zagrożeniem od ewentualnego wykupu ziemi, który jest mało prawdopodobny, jest niedorozwój gospodarki, zaś akcesja jest szansą na zmniejszenie tego dystansu. Na zakazie pracy Polaków w Unii kraje ,,piętnastki’’ mogą jedynie stracić. Oba ustępstwa nie są ekonomicznie szkodliwe, ale mogą mieć problemy z akceptacją społeczną. W sprawie ograniczenia do 5 proc. w inwestycjach zagranicznych składek emerytalnych w ramach II filaru Unia nie powinna zarzucać nam, że jest to ograniczenie swobody przepływu kapitału. II filar w Polsce jest częścią obowiązkowego zabezpieczenia społecznego , który nie podlega regulacjom na poziomie unijnym.
Polska powinna też bardzo mocno walczyć o jak największe środki w ramach funduszy strukturalnych. Tylko one zapewnią nam możliwość inwestycji w infrastrukturę na skalę odpowiadającą naszym potrzebom. Negocjując zaś naszą składkę do budżetu UE pamiętajmy, że kto nie płaci, ten nigdy nie będzie miał pełnych praw. Dlatego nie przesadzajmy z domaganiem się zbyt długich okresów przejściowych.
Marek Kłoczko
sekretarz generalny Krajowej Izby Gospodarczej
- Trzeba uzyskać takie warunki, by Polska nie była w żaden sposób dyskryminowana. Chodzi przede wszystkim o wielkość funduszy strukturalnych, które w dużej mierze będą decydować o rozwoju gospodarczym kraju. W transporcie absolutnie nie można zgodzić się na ograniczenia w dostępie do unijnego rynku dla polskich przewoźników. Jeśli chodzi o budowę sieci dróg, to możemy negocjować długość czasu na dostosowanie, ale tylko pod warunkiem większej pomocy finansowej. Nie możemy też bardziej ustąpić w sprawie SPC czy wysokości akcyzy na papierosy.
Elżbieta Kawecka- -Wyrzykowska
profesor, kierownik Katedry Integracji Europejskiej SGH
- Polska nie powinna rezygnować z okresów przejściowych np. w akcyzie na papierosy czy zmieniać stanowiska w sprawie dodatkowego świadectwa ochronnego na leki. Akceptacja naszego stanowiska jest także w interesie samej Unii, której powinno zależeć na unikaniu napięć ekonomiczno–społecznych w rozszerzonej Wspólnocie. We wszystkich problemach związanych z okresami przejściowymi potrzebne są uzasadnienia ekonomiczne, których bardzo często brak. W najtrudniejszych negocjacjach związanych z finansami mamy do czynienia z tzw. wzajemnym powiązaniem rozdziałów. Im mniej pomocy otrzymamy na politykę rolną i regionalną — fundusze strukturalne, tym większe będą szanse na ulgi w naszej składce do unijnego budżetu.
Robert Gmyrek
były minister odpowiedzialny za bezpieczeństwo żywności i negocjacje w rybołówstwie
- Polska musi utrzymać okresy przejściowe na dostosowanie norm technicznych dla mleczarni i zakładów mięsnych. Poprzednie kraje kandydujące też korzystały z tego przywileju. Przy tej okazji priorytetem jest zapewnienie zakładom, które będą objęte okresem przejściowym, możliwości eksportu wyrobów do krajów trzecich. Chodzi głównie o rynek rosyjski. Dzięki temu będą miały większą szansę na to, by dzięki dodatkowym dochodom szybciej się zmodernizować.