Zdaniem Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. A. Smitha, miażdżący raport NIK o programie NFI tylko wzmocni ogólne rozczarowanie powszechną prywatyzacją. Idea została skompromitowana. Winnych omija kara.
Joanna Wrześniewska (Polsat): Jak to możliwe, że w Polsce, w majestacie prawa dokonuje się takich przekrętów, jak z narodowymi funduszami inwestycyjnymi, gdzie ze spółek skupionych w programie wyprowadzono miliony złotych, a zarobiły na tym tylko firmy zarządzające. I to aż 1,5 mld zł.
Andrzej Sadowski (Centrum im. A. Smitha): Wcześniej przekazano bardzo pozytywny obraz powszechnej prywatyzacji. Było to tylko hasło. Świadectwa udziałowe są dziś makulaturą. Sam początek już wydawał się wysoce podejrzany, skoro nawet państwowy bank w jednym okienku sprzedawał PŚU, a w drugim skupował świadectwa po wielokrotnie wyższej cenie. Cała operacja NFI posłużyła do wytransferowania własności do klasy politycznej i jej środowisk. Najbardziej skorzystały instytucje finansowe. Powstaje pytanie — co się stało, gdzie zniknęła ogromna część wartości spółek z programu NFI.
Czy wierzy Pan jeszcze w ideę powszechnej prywatyzacji?
Jest jeszcze potrzebna, ale nierealna. Powszechna prywatyzacja była potrzebna na początku lat 90. Miała ogromne cywilizacyjne znaczenie.
Ale od początku klasa polityczna przyjęła cyniczne założenie — uwłaszczymy się. I z prawej, i z lewej strony sceny.
Ogromna część społeczeństwa była przekonana do programu. Ale wystarczyło się przyjrzeć szczegółom, by zobaczyć, jak wiele miał on wad.
Na NFI zarabiały firmy zarządzające, ale spó- łek nie zrestrukturyzowały. Zajmują się przede wszystkim ich wyprzedawaniem.
Wyprzedawaniem i renacjonalizacją. Ich majątek trafił przede wszystkim do firm państwowych. W ramach normalnej prywatyzacji spółki miały jakiś konkretny nadzór właścicielski, w ramach NFI ta odpowiedzialność była rozmyta. Pojawiają się też inne — bardziej kryminogenne — zarzuty wobec NFI. Trzeba jednak powiedzieć, że było to bardzo zręczne przedsięwzięcie jeśli chodzi o transfer własności do bardzo niewielkiej grupy ludzi, a nie do społeczeństwa.
Kto odpowiada za tę kompromitację.
Lista nazwisk jest długa. Być może przy najbliższych wyborach samorządowych i parlamentarnych ktoś oceni poprzednie deklaracje.
A gdzie była KPWiG i NIK, kiedy program NFI zaczynał szwankować?
Były nieśmiałe głosy podnoszące te czy inne nieprawidłowości, ale obraz wielkości transferu środków jest widoczny dopiero po upływie lat.