(Nie)bezpieczne systemy energetyczne

Bartłomiej Derski, WysokieNapiecie.pl
opublikowano: 2015-04-08 08:54

Systemy informatyczne polskich elektrowni zostały zainfekowane przez wirusa. To nie scenariusz filmowy tylko rzeczywistość, która stała się kanwą thrillera "Blackout" Marca Elsberga. Czy jesteśmy przygotowani na ataki terrorystyczne na energetykę i długotrwałe odcięcie od prądu?

Pracując nad recenzją "Blackoutu" skonfrontowałem scenariusz powieści z realiami systemów energetycznych i zarządzania kryzysowego. Moi rozmówcy przyznają, że katastroficzny scenariusz – podobny do tego z powieści Marca Elsberga – w którym setki milionów Europejczyków zostają odcięte od dostaw prądu na wiele dni – może wydarzyć się naprawdę. 

Na pewno jednak zamach byłby trudniejszy do przeprowadzenia, niż opisuje to autor. Elsberg sam zresztą podkreśla w rozmowie z WysokieNapiecie.pl, że scenariusz nie miał dostarczać instrukcji ataku terrorystycznego i dlatego część wrażliwych detali została pominięta lub zmieniona.

Niemniej kilka przykładów z niepokojąco bliskiej historii pokazuje, że hakerzy nie ustają w wysiłkach, aby złamać zabezpieczenia infrastruktury energetycznej.

Uwaga – w dalszej części artykułu znajdziesz istotne elementy fabuły – jeśli nie chcesz ich poznać zbyt wcześnie, dokończ lekturę tego tekstu po przeczytaniu "Blackoutu".

Jak sparaliżować system energetyczny?

Elsberg opisuje trzy sposoby, na które zamachowcy zdestabilizowali i doprowadzili do całkowitego wyłączenia sieci energetycznych w większości państw Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Po pierwsze poprzez zainfekowanie kilku inteligentnych liczników, które rozprzestrzeniły wirusa na cały system inteligentnych sieci we Włoszech i spowodowały jednoczesne wyłączenie wszystkich odbiorców energii w tym kraju. 

Po drugie poprzez wprowadzenie wirusa do systemu SCADA (odpowiedzialnego za zarządzanie elektrowniami) jednego z największych dostawców tego systemu na świecie. 

Po trzecie poprzez fizyczne niszczenie infrastruktury przesyłowej w Niemczech. Zamachowcy wysadzili w powietrze słupy linii wysokiego napięcia i stacje transformatorowe.

Czy to jest możliwe?

W przypadku ostatniej, najmniej wyrafinowanej metody, nie ma większych wątpliwości. Wysadzenie w powietrze linii energetycznych i stacji transformatorowych doprowadziłoby do rozpadu systemu na wiele mniejszych sieci. Jednak te, po odpowiednim skonfigurowaniu, nadal mogłyby pracować.

– Aby skutecznie odciąć odbiorców wysadzając fragmenty sieci, trzeba by dobrze poznać ich konfigurację. Podczas niedawnej wichury mieliśmy u siebie kilkanaście nieczynnych linii, a mimo tego wszystkie GPZ-y [największe stacje transformatorowe – red.] działały – mówi nam menadżer jednej ze spółek sieciowych.

Sieci buduje się zresztą tak, aby były przegotowane na wyłączenie jednego dowolnego fragmentu i nadal mogły działać bez zakłóceń. W przypadku kluczowej infrastruktury – np. dostaw energii do elektrowni atomowych albo dużych aglomeracji miejskich – przyjmuje się niekiedy o stopień wyższy standard bezpieczeństwa sieci – taki, żeby wyłączenie nawet dwóch dowolnych elementów nie spowodowało odłączenia odbiorców. W Polsce nie zawsze jeszcze sieci są na tyle rozwinięte, aby spełniać to pierwsze kryterium, ale spółki sieciowe inwestują w taki poziom bezpieczeństwa. W Niemczech, gdzie fabuła "Blackoutu" umiejscowiła zamachowców, sieci są bardziej odporne na fizyczne zniszczenia ich pojedynczych fragmentów.

Jednak słabo rozwinięte połączenia energetyczne z sąsiednimi krajami, paradoksalnie, byłyby naszym atutem. Na północy i wschodzie połączenia funkcjonują asynchronicznie, co w praktyce oznacza, że jakiekolwiek zakłócenia u naszych wschodnich sąsiadów nie mogłyby się przenieść na naszą sieć. Z kolei połączenia na zachodzie i południu są na tyle nieliczne, że w przypadku jakiegokolwiek zagrożenia odłączenie kilku linii pomogłoby Polsce uniknąć blackoutu ogarniającego Europę Zachodnią.

Im inteligentniejsze, tym groźniejsze?

Drugi sposób na destabilizację systemu energetycznego, wykorzystany w "Blackoucie" to wirus wprowadzony do kilku inteligentnych liczników. Dzięki wymianie informacji licznika z dalszą częścią systemu (w ten sposób dokonuje się m.in. zdalnego odczytu zużycia energii), wirus rozprzestrzenił się na pozostałe inteligentne liczniki, które Włosi zainstalowali już kilka lat temu u niemal wszystkich odbiorców.

Czy wprowadzenie wirusa do inteligentnych liczników energii jest możliwe i jak doszło do zainfekowania systemów informatycznych w polskich elektrowniach? O tym w dokończeniu artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl