Nie ma alternatywy dla funduszy inwestycyjnych

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-07-14 00:00

Kilka lat temu, kiedy nie mieliśmy praktycznie możliwości lokowania własnych pieniędzy na rynkach zagranicznych (przynajmniej legalnie) z ogromną zazdrością spoglądaliśmy na wzrosty na poszczególnych spółkach na giełdach Europy i świata. A już do szału doprowadzały nas, modne wtedy, skandynawskie fundusze inwestycyjne, które potrafiły, rok po roku, osiągać 80-90-proc. stopę zwrotu.

Dzisiaj, kiedy legalnie możemy lokować swoje nadwyżki na dowolnych rynkach, niestety, coraz trudniej o takie okazje. To, że coraz trudniej, nie oznacza jednak, że jest to niemożliwe. Dowodem czerwcowe wyniki funduszy inwestycyjnych, gdzie pierwsze miejsca okupują właśnie te, które powierzone im środki lokują na rynkach zachodnich i w spółkach technologii przyszłości. Na tak dobre wyniki złożyły się dwie przyczyny: niezła koniunktura na rynkach zachodnich, ale może przede wszystkim fakt istotnego osłabienia złotego. Jakiekolwiek by były przyczyny, skutki są co najmniej obiecujące.

I udowadniają bezspornie, że przyszłość należy do rynków akcji. A ponieważ nie wszyscy mają czas i ochotę oraz znają się na tym tak dobrze, by samemu inwestować, przyszłość należy do funduszy inwestycyjnych, przede wszystkim tych opartych na akcjach. I to też nie dlatego, że będzie to rynek nieustannie rosnący — nie. Ale, tak naprawdę, nie ma alternatywy. Lokaty bankowe, które w Polsce, jeszcze do niedawna, były najbardziej powszechną formą oszczędzania, upodabniają swe funkcje do standardów zachodnich: operacyjnego konta służącego do dokonywania bieżących rozliczeń. Lokaty długoterminowe mają zupełnie inny charakter.

Coraz bardziej zauważalny i intensywny proces przenoszenia pieniędzy z kont bankowych do funduszy inwestycyjnych świadczy o tym, że szybko uczymy się nowoczesnych form inwestowania. Teraz piłka jest po stronie funduszy właśnie, które muszą przekonać nas, że warto powierzyć im nasze środki, że dostatecznie o nie dbają. Żeby jeszcze wszystkie instytucje rynku za tym nadążały, no i koniunktura, to przyszłość można by oglądać nawet w dosyć jasnych barwach.