Rocznica Konstytucji 3 maja — tego spóźnionego aktu rozumu naszych przodków — uczczona została aktem poselskiej prywaty. W tył zwrot, do czasów saskich! Potomkowie Staszica i Kołłątaja przedłużyli żywot Sejmu jałowego i groteskowego. W imię trzymiesięcznych wynagrodzeń i diet zafundowali nam blisko półroczną stratę czasu. Co gorsza, wezmą się teraz za wiercenie nowej dziury Bauca, patrząc z satysfakcją na daremne grymasy ministra Gronickiego. Tak wyglądają schyłkowe parlamenty — i ten z roku 2001, i ten z 2005. Nie ma w nich już posłów, są tylko kandydaci na posłów. Ustaje robota, a trwa kampania wyborcza, która zresztą prześladuje obecny Sejm od czasu sromotnej porażki Millera za półmetkiem kadencji.
Groźna nieobliczalność tego układu bierze się stąd, iż trudno jest teraz zlokalizować poczucie odpowiedzialności za państwo. Zaczyna ono obciążać Platformę Obywatelską oraz Prawo i Sprawiedliwość, przymierzające się do rządzenia, ale w tych partiach także sąsiaduje z wyborczą kalkulacją. Stąd solidarne polowanie na biednego ministra Wąsacza. Premier współtworzy opozycję pozaparlamentarną, a lewicowa większość, pogrążona w panicznej niepewności o swe dalsze losy, nie zna hamulców w produkcji wyborczej kiełbasy. Wszystko to może kosztować budżet ponad 10 mld zł. Dodane do deficytu, który i tak oddala Polskę od strefy euro.
Gospodarka, głupcze! Głupiec nie słucha...
Janusz Lewandowski, europoseł PO