Trzeba zapobiec histerii konsumentów — uważa Piotr Kołodziej, główny lekarz weterynarii. Dodaje, że ujawnienie choroby uwiarygodni nadzór i bezpieczeństwo polskiej wołowiny.
„Puls Biznesu”: W ciągu ostatnich dwóch tygodni przedstawiciele Komisji Europejskiej wizytowali m.in. zakłady branży mięsnej, w tym dziesięć zajmujących się mięsem czerwonym. Czy wykrycie przypadku BSE może mieć wpływ na przyszłość firm z branży?
Piotr Kołodziej: Wizytacja z KE miała jedynie ocenić możliwości inwestycyjne tych zakładów — tak by po modernizacji spełniały wszelkie standardy sanitarno-weterynaryjne. Wykrycie przypadku BSE i ewentualne jego konsekwencje to zupełnie inna historia.
Czy nie obawia się Pan nerwowych reakcji ze strony Unii?
— Nie. Potwierdzając przypadek jesteśmy bardziej wiarygodni w prowadzeniu badań. Spełniamy wszelkie wytyczne UE, a ten przypadek zmobilizuje nas do zachowania jeszcze większej dyscypliny.
A co z konsumentami, którzy mogą stracić zaufanie do polskiej wołowiny?
— Sytuacja producentów może się jeszcze pogorszyć. Dlatego apeluję o rzetelne przekazywanie informacji, dotyczącej wykrycia przypadku BSE. Kreślenie czarnych scenariuszy może niepotrzebnie wywołać panikę wśród konsumentów. Zarówno jej rozmiary, jak i skutki znamy już z Europy Zachodniej. W UE sytuacja już się ustabilizowała, musimy zrobić wszystko, by zapobiec spirali histerii. Mięso wołowe, kozie i owcze sprzedawane w sklepach jest pod kontrolą. Nie ma więc absolutnie żadnego zagrożenia dla konsumenta.