Dziś poznamy dane o inflacji w styczniu. Choć ekonomiści są raczej zgodni co do tego, że ceny konsumpcyjne w styczniu wzrosły 0,6 proc. r/r, to wielu z nich zaczyna nurtować pytanie, czy w najbliższych miesiącach wskaźnik inflacji rocznej może przyjąć wartość ujemną. Za scenariuszem tym przemawia trwający od wielu miesięcy „zjazd” rocznego wskaźnika cen żywności. Dane na temat cen żywności w styczniu, opublikowane tydzień temu, pokazują, że w poprzednim miesiącu ceny żywności były niższe niż rok wcześniej o 3,6 proc. Przy niespełna 30-proc. udziale żywności w koszyku inflacyjnym oznacza to, że 3,6- -proc. spadek cen zaniża roczny wskaźnik inflacji o około 1,1 pkt proc.
Tak silne obniżenie cen żywności zostało w znaczącej mierze zdeterminowane przez spadek cen mięsa. Jest on wynikiem szczytowego momentu w cyklu koniunkturalnym na rynku wieprzowiny, znacznej nadprodukcji drobiu oraz ograniczeń w imporcie na te produkty, wprowadzonych przez kraje zza naszej wschodniej granicy. I wszystko wskazuje na to, że mimo zapowiedzianej przez rząd interwencji na rynku wieprzowiny w perspektywie najbliższych kilku miesięcy ceny mięsa będą dalej powodowały „zaniżenie” wskaźnika inflacji o około 0,5 pkt proc. Z sytuacją taką mieliśmy już do czynienia na przełomie 1998 i 1999 r. Wtedy — podobnie jak obecnie — pojawiła się „świńska górka”. Jednak płace rosły wówczas w dość szybkim tempie, bezrobocie było relatywnie niskie, zaś bank centralny w obliczu gwałtownie spadającej inflacji zachowywał się aż nadto elastycznie. Obecnie zaś wysokie bezrobocie wpływa na spowolnienie dynamiki płac. Przedsiębiorstwa zmniejszają zatrudnienie. Bank centralny pozostaje zaś w swoich reakcjach mocno spóźniony.
W tej sytuacji konsumenci nie przejawiają zbytniej ochoty do wydawania pieniędzy, a przedsiębiorstwa do zwiększania skali inwestycji i zatrudnienia. W konsekwencji znajduje to odzwierciedlenie w dynamice cen oraz w danych o podaży pieniądza. Mamy bowiem do czynienia z bardzo powolnym wzrostem kredytów dla konsumentów i przedsiębiorstw oraz z niepokojącym spadkiem depozytów gospodarstw domowych i umiarkowaną dynamiką depozytów przedsiębiorstw. Takie zachowanie agregatów pieniężnych nie zwiastuje zaś możliwości szybkiego wzrostu inwestycji czy konsumpcji w najbliższych miesiącach, ani nadziei na wzrost cen produkcji przemysłowej.