...dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla Ameryki. Prezydent John F. Kennedy postawił ten obywatelski problem w zupełnie innym kontekście, ale trudno uniknąć wrażenia, że jego sentencja idealnie pasuje do współczesnych stosunków USA z zagranicą — w tym z Polską. Potwierdza to przebieg wizyty premiera Jarosława Kaczyńskiego. Nasze relacje z Ameryką przytłoczone są asymetrią, która jest naturalna, jeśli uwzględni się potencjały obu państw. Tego nie przeskoczymy, dlatego polityczną sztuką jest wyciągnięcie z owej asymetrii maksymalnych korzyści przez słabszego partnera. Niestety, kolejnym polskim rządom wychodzi to dosyć kiepsko.
Prezydent USA jest partnerem głów państw, a protokolarnym odpowiednikiem premierów pozostaje wiceprezydent. Niemniej w ostatnich latach to sam George W. Bush oficjalnie przyjmował w Gabinecie Owalnym premierów Leszka Millera i Marka Belkę. Wczorajsze krótkie spotkanie prezydenta z Jarosławem Kaczyńskim w zupełnie innej formule nie oznacza oczywiście, że polski „murzyn” może już odejść, ale, powiedzmy — że nie jest już USA tak potrzebny jak dwa czy trzy lata temu. Pierwszoplanowymi partnerami Waszyngtonu w Europie są obecnie Londyn (jak zawsze) i Berlin (znowu), a nie Warszawa.
Na stronie internetowej Białego Domu zabrakło wczoraj miejsca na choćby jedno zdanie o pobycie polskiego premiera. Akurat pod datą 13 września służby prasowe wpisały za to zapowiedź oficjalnego spotkania prezydenta Busha w Gabinecie Owalnym z premierem Turcji Recepem T. Erdoganem. Chwilowo tamten kierunek jest priorytetem...