Minister i premier nie mówią jednym głosem. To wprawdzie standard w polskiej rzeczywistości, ale dość niepokojący.
W ostatnich tygodniach sporo medialnego szumu wywołały informacje formułowane przez Stanisława Kluzę, ministra finansów. Było tak np. w przypadku odkrycia czteromiliardowej budżetowej „dziury Kluzy” czy uznania przez ministra obniżki stawek PIT za prawdopodobną już w przyszłym roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że premier Jarosław Kaczyński i jego ugrupowanie nieco inaczej zapatrują się np. na podatkową rzeczywistość.
— Mam wrażenie, że jeśli tylko Stanisław Kluza powie coś obiektywnego i dobrego, od razu dostaje pstryczka w nos od polityków PiS i wszystko odwołuje. Widać, że brakuje mu zaplecza i pozycji, jaką w rządzie powinien mieć minister finansów — ocenia Zbigniew Chlebowski z PO.
Dopiero się uczy
Problemy z komunikacją między premierem a ministrem finansów dostrzegają także koalicjanci.
— Najważniejsze kwestie powinny być uzgadniane z premierem, który nie może dowiadywać się z mediów o planach ministra finansów. Stanisław Kluza nie powinien sprawiać niespodzianki zarówno pozostałym członkom rządu, jak też partnerom koalicyj- nym. To jedno z ważniejszych, jeśli nie najważniejsze, ministerstwo — uważa Szymon Pawłowski z LPR.
Marek Suski z PiS ma podobne zdanie.
— Te drobne wpadki to efekt poszukiwania jak najlepszych pomysłów. Pan minister to człowiek młody i zdolny, więc szybko się nauczy, co można, a czego nie można w polityce. A tutaj w ogóle nie można niekonsultowanych pomysłów zgłaszać jako pomysłów. To błąd, zwłaszcza w tak ważnych sprawach jak podatki — uważa poseł PiS.
Janusz Maksymiuk z Samoobrony jest przekonany, że Stanisław Kluza nie ma odmiennego podejścia do zagadnień ekonomicznych od Jarosława Kaczyńskiego.
— Nie znam powodów, dla których minister powiedział coś, co później premier musiał odkręcać. Ale, jak widać, rynki się tym nie przeraziły — zauważa Janusz Maksymiuk.
I rzeczywiście. Bo, jak przypomina Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING, takie nieścisłości na linii premier — minister finansów nie są u nas niczym nowym.
— Większość poprzedników Stanisława Kluzy była besztana przez premierów: dziura Bauca doczekała się komisji, plan Kołodki zastąpiono planem Hausnera, akcyzowe pomysły ministra Gronickiego przycięto, a pomysł Zyty Gilowskiej, by odebrać 50-procentowe koszty uzyskania przychodu twórcom, przepadł. To stanowisko wymaga podejmowania niepopularnych decyzji: podwyższanie podatków albo cięcie wydatków jest zawsze nie po linii polityków. Nie ekscytowałbym się tym specjalnie. To normalne — uważa ekonomista ING.
Czy da radę?
Jego zdaniem kluczową kwestią będzie to, czy 30-miliardowa kotwica zostanie utrzymana w budżecie 2007. Według Zbigniewa Chlebowskiego będzie to bardzo trudne.
— Wątpię, czy Stanisław Kluza zwycięży z rozdawniczymi zakusami partii koalicyjnych. A Jarosław Kaczyński na budżecie i podatkach nie za bardzo się zna. Poza tym nie wierzę w jego determinację — przewiduje poseł PO.
Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH, zauważa, że polityka informacyjna, jaką prowadził wiceminister Stanisław Kluza, była bardzo dobra.
— Pozytywnie oceniam też jego wypowiedzi jako ministra w kwestiach inflacji czy długu publicznego. Jednak na polu polityki gospodarczej nie uniknął kilku wpadek. Powstaje wrażenie, że komunikacja między premierem a ministrem jest niedoskonała — twierdzi Ryszard Petru.
Zwraca uwagę na sposób przekazania informacji o brakujących 4 mld zł.
— To był przeciek. A takie rzeczy ogłasza się raczej na konferencji prasowej. Podobnie znamienny jest fakt, iż to Andrzej Lepper, a nie Stanisław Kluza, zapowiedział zwiększenie wydatków na rolnictwo — dodaje ekonomista BPH.
Słaba pozycja
Marek Nienałtowski, główny analityk Secus Asset Management (SAM), jest przekonany, że ukazanie się informacji o przeszacowanych przyszłorocznych dochodach nie było pomysłem Stanisława Kluzy.
— To efekt nacisków z góry. Minister nie jest tak niepoważny, by puszczać takie informacje w obieg. Być może chciano tym coś osiągnąć. Na razie jednak udało się obniżyć zaufanie do ministra finansów i wprowadzić zamieszanie na rynku. Zaraz dowiemy się np., że zamiast 30 mld zł deficytu będziemy mieli 30 mld zł nadwyżki. Zaczynam się w tym gubić — przyznaje Marek Nienałtowski.
Jego zdaniem Stanisław Kluza nie jest przekonany do tego, co mówi.
— Sprawia wrażenie, że wykonuje tylko polecenia premiera. A taki minister nie jest dla rynków idealny — dodaje analityk SAM.
Ryszard Petru zwraca uwagę, że pozycja ministra w rządzie jest zdecydowanie słabsza od tej, jaką miała Zyta Gilowska.
— Dlatego jej ewentualny powrót jest przez inwestorów postrzegany pozytywnie — uważa ekonomista BPH.
Okiem eksperta
Niedosyt pozostaje
Odczuwam niepokój związany z tym, jak rządzący traktują ludzi. Przesuwają ich jak pionki na szachownicy. Podobno Zyta Gilowska ma wrócić do rządu. A co wtedy z panem Kluzą? Wygląda to tak, że proponuje się komuś objęcie teki ministra, ale zaznacza się, że jakby co, to się go odwoła ze względu na inne pomysły polityczne, a nie jakość jego pracy. Być może Stanisław Kluza okazuje się zbyt niezależny. Zresztą problem nie dotyczy tylko jego, lecz całego rządu, któremu doskwiera brak spójności. Na razie nie ma sygnałów dużego niepokoju wśród przedsiębiorców. Najczęściej słyszy się wśród nich zdanie, że gospodarka ma się dobrze i jest coraz bardziej niezależna od polityki. Natomiast niedosyt pozostaje. Przepychanki, niedogodności komunikacyjne i brak spójności w wizji, jaką przedstawiają poszczególni członkowie rządu, dają do myślenia. Bardzo chcielibyśmy, żeby ktoś nas uspokoił.
Zbigniew Żurek, wiceprezes Business Centre Club
Okiem eksperta
Musi się sporo nauczyć
Trzeba dać trochę czasu Stanisławowi Kluzie, by obok wiedzy ekonomicznej, jaką niewątpliwie posiada, udoskonalał umiejętności, które powinien mieć minister finansów. Zwłaszcza jeśli chodzi o komunikację z otoczeniem gospodarczym. A jest to trudne, gdyż umiejętności te powinny być większe niż w przypadku innych resortów. Pan minister musi sobie wypracować politykę informacyjną. Z nią się człowiek nie rodzi. Informacje, jakie przedstawia, nie są zwykłymi komunikatami. Jeśli np. minister gospodarki powie, że przygotowuje dwa projekty ustaw o swobodzie działalności gospodarczej, my odbierzemy ten komunikat, ustosunkujemy się do tych pomysłów i prace nad nimi będą trwały nadal. Tymczasem obszary, których dotyka ministerstwo finansów, są znacznie rozleglejsze. Wypowiedzi ministra mają wpływ na rynek walutowy, kapitałowy — na całą gospodarkę. Mogą mieć bardzo poważne konsekwencje. Dlatego są pilnie śledzone przez uczestników rynku.
Małgorzata Krzysztoszek, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan