Niedzielny zakaz zdezorganizował handel

opublikowano: 15-10-2021, 06:30

O negatywnych skutkach ograniczeń w niedzielnym handlu i pomysłach na zmiany mówi Renata Juszkiewicz, szefowa reprezentującego markety i dyskonty POHID-u.

„PB”: Ograniczenia w niedzielnym handlu funkcjonują już od ponad trzech lat. Jak oceniacie funkcjonowanie zakazu w praktyce?

Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji: Ustawa obowiązuje od marca 2018 r. Pamiętamy początki, gdy społeczeństwo było totalnie pogubione w sprawie tego, kiedy sklepy są otwarte, a kiedy zamknięte. Klienci przychodzili, gdy sklepy były zamknięte, a gdy mogły być otwarte, kasjerki i kasjerzy siedzieli w pustych sklepach. Takie były początki. Jednym ze skutków było to, że część klientów przerzuciła się na zakupy internetowe, czemu bardzo mocno pomogła pandemia. Z naszego punktu widzenia zakaz nie spełnił oczekiwań rynku. Od początku związkom chodziło o to, by pracownikom dać wolną niedzielę i możliwość spędzenia czasu z rodziną. Doszło jednak do nierównowagi: 50 proc. pracowników handlu i tak pracuje w niedziele, a reszta ma wolne, bo pracuje w obiektach wielkopowierzchniowych. Zakaz uderzył w największe sieci handlowe, a nie pomógł mniejszym firmom i małym sklepom, które i tak znikają, choćby z powodu braku sukcesji. Klienci cierpią, bo nie mogą robić zakupów. Cały czas trwają dyskusje i podejmowane są kolejne próby nowelizacji, co zaburza funkcjonowanie handlu i wprowadza dezorganizację.

W ostatnich miesiącach kolejne duże sklepy zaczęły otwierać się w niedzielę, korzystając z wyjątków dla placówek pocztowych. Wywołało to zarzuty o naginanie prawa i doprowadziło do nowelizacji ustawy. Jak odnosicie się do tych zarzutów i nowelizacji?

Zarzut naginania prawa, kierowany wobec największych sieci handlowych, jest bezpodstawny. Nasze firmy stosują się do przepisów na tych samych zasadach, jak inni. Dlaczego mają nie realizować biznesu na kanwie prawa, które obowiązuje? Prawo mówi wyraźnie, że można otwierać sklepy, gdy ma się umowę z operatorem pocztowym. W sprawie nowelizacji: ustawa od początku budziła kontrowersje z uwagi na bardzo liczne wyjątki. Faworyzuje jedne podmioty względem innych, małych względem dużym. Są wybrane kategorie, które można sprzedawać w niedzielę, a inne nie, i nowelizacja to sankcjonuje. Dyskryminuje część pracowników handlu, a na jej mocy jeszcze większa grupa osób będzie mogła pracować w niedzielę. Nowelizacja utrzyma ograniczony w niedzielę dostęp klientów do artykułów pierwszej potrzeby, ale będzie je można wciąż kupić np. na stacjach benzynowych, z tym że jest różnica cen między nimi a sklepami wielkopowierzchniowymi. To uderza w portfele klientów. Jest jeszcze kwestia pandemii — od początku uważaliśmy, że w takich okolicznościach ustawa powinna zostać zawieszona.

Solidarność przez lata nieskutecznie apelowała o uregulowanie pracy w handlu w niedziele. Postulaty były długo ignorowane przez branżę i władze, aż w końcu zmienił się rząd i ustawę przyjął. Czy teraz macie dla pracowników jakąś alternatywną propozycję, by wilk był syty i owca cała?

Od początku postulowaliśmy, żeby handel w niedziele utrzymać, a pracownikom dać obligatoryjne dwie niedziele wolne w miesiącu. To rozwiązałoby problem. Klienci mogliby robić zakupy czy spędzać czas z rodziną w galeriach handlowych, a pracownicy mieliby wolne. Pamiętajmy, że są takie grupy, jak studenci czy osoby starsze, które chętnie pracowałyby w niedziele, bo wtedy mają na to czas. Ponadto pracownicy nie są siedem dni w pracy — gdy pracują w niedzielę, mają dzień wolny w trakcie tygodnia i bardzo to cenią.

Przedstawiciele związków zawodowych ostatnio zaczęli mówić też o tym — na razie w tonie rozważań, a nie twardych postulatów — by ograniczyć nie tylko niedzielny handel, ale też godziny otwarcia w tygodniu. Wyobrażam sobie, jaka będzie odpowiedź, ale spytam: co pani na to?

Jesteśmy absolutnie przeciwni skracaniu godzin otwarcia w tygodniu. Społeczeństwo bardzo ceni zakupy popołudniowe, co wynika z trybu życia. Ponadto w pandemii celowo wydłużaliśmy godziny pracy, by rozładować kolejki. Takie postulaty to aberracja. Powinniśmy dążyć do tego, by rozszerzyć czas robienia zakupów i być bardziej elastyczni, naturalnie dopasowywać się do zmieniającego się otoczenia: pandemii i tego, że klienci robią zakupy głównie po godzinach pracy.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

dziś: „Co zrobić z handlem w niedzielę”

goście: Alfred Bujara — NSZZ Solidarność, Renata Juszkiewicz — Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, Maciej Ptaszyński — Polska Izba Handlu, Krzysztof Poznański — Polska Rada Centrów Handlowych

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane