Niektórzy zdają, inni za to zarabiają

Anna Dermont
opublikowano: 2004-09-14 00:00

Nie wszyscy pamiętają, że egzamin na prawo jazdy można zdawać poza miejscem zamieszkania. Ofert nie brakuje.

W tym roku zdający na prawo jazdy muszą stawić czoła nowym regulacjom. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 24 grudnia 2003 r. (Dziennik Ustaw nr 232 z 31 grudnia 2003, poz. 2334) w sprawie m.in. szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, które weszło w życie 1 kwietnia 2004 r., zmieniło czas obowiązkowego szkolenia z 30 do 60 godzin zajęć teoretycznych i praktycznych.

Dla uczących się jeździć wprowadzenie dodatkowych godzin nauki oznacza jedno — zwiększenie opłat za kurs. Jego cena wynosi teraz ponad tysiąc złotych. Ci, którzy zdążyli zapisać się na kurs przed wejściem nowych przepisów, mogli uczyć się na starych zasadach. Zapobiegliwych było wielu — właściciele szkół jazdy twierdzą, że kursantów było nawet trzy razy więcej niż zwykle. Przekłada się to na liczbę zdających w wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego.

Drożej, ale szybciej

Rozwiązaniem dla niecierpliwych są obozy z kursem na prawo jazdy.

Dwutygodniowy wyjazd kosztuje 2-3 tys. zł. Dodatkowo we wszystkich ośrodkach egzaminacyjnych trzeba zapłacić 50 zł za badania lekarskie i 94 zł za sam egzamin.

— Wynajmujemy szkołę nauki jazdy w wybranym mieście, która przeprowadza dla uczestników kurs praktyczny i teoretyczny. Zapewniamy komisję egzaminacyjną na czas egzaminu w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego. W cenę obozu wliczone jest zakwaterowanie, wyżywienie i materiały do nauki — mówi właściciel firmy Stop z Krosna, organizującej kursy w Iwoniczu Zdrój przez cały rok.

Jakie szanse

Atrakcyjność wyjazdu jest duża ze względu na liczbę osób zdających egzamin. Na jeden turnus przypada średnio 16 uczestników. Z tego 60--90 proc. zdaje egzamin przy pierwszym podejściu. Pracownik szkoły jazdy Camppisz twierdzi, że obozy cieszą się powodzeniem zwłaszcza wśród osób, którym już kilka razy nie powiodło się na egzaminie.

— Stopień trudności maleje w mniejszych miastach. Tam łatwiej zdać egzamin praktyczny — mówi pracownik Polskiego Związku Motoryzacyjnego.

Organizator obozów w Iwoniczu Zdrój twierdzi, że egzaminatorzy są łagodniejsi dla kandydatów na kierowców w małych miastach, gdzie prowadzone są wyjazdy szkoleniowe. Dodaje jednak, że 100-procentowej gwarancji zdania egzaminu nie ma nigdzie.

— Liczą się przede wszystkim umiejętności i wiedza kierowcy — mówi.

Według Andrzeja Szulca, dyrektora WORD w Warszawie za pierwszym razem egzamin praktyczny zdaje 35 proc. jego uczestników, a teoretyczny około 70. Podobnie jest w ośrodku w Ciechanowie, gdzie teorię zalicza prawie 80 proc., a praktykę 30 proc. zdających.

Według anonimowego pracownika wydziału komunikacji warszawskiej dzielnicy Mokotów, około 30 proc. osób nie zdających egzaminu na prawo jazdy przy pierwszym podejściu, przenosi dokumenty do innego miasta.

Kasę dajesz i zdajesz(?)

Niektóre szkoły jazdy postanowiły wykorzystać sytuację. Świadczy o tym choćby hasło warszawskiej firmy Alf: „Załatwiamy egzaminy na sto procent”. Firma zachęca do zapłacenia około 3 tys. zł za 16 dni pobytu w Przemyślu. Jak dowiedzieliśmy się od pracowników tej firmy, od czterech lat nie było osoby, która oblała egzamin z teorii i praktyki. Innego zdania jest kierownik WORD w Przemyślu, który informuje, że protokoły egzaminacyjne nie potwierdzają tego wyniku. Dodaje, że firma Alf chciała odzyskać połowę pieniędzy za egzaminy osób, które do niego nie podeszły. Pracownik WORD tłumaczy, że 50-proc. zwrot kosztów może otrzymać w przeciągu pięciu lat wyłącznie osoba uczestnicząca w kursie.