Niskie loty wyższych szkół

KAJ
opublikowano: 08-01-2010, 00:00

Łączcie się lub bankrutujcie. Innego scenariusza dla prywatnych szkół wyższych nie ma. Bo i nie ma studentów.

Łączcie się lub bankrutujcie. Innego scenariusza dla prywatnych szkół wyższych nie ma. Bo i nie ma studentów.

Choć 58 proc. z 1,93 mln studentów w Polsce płaci za naukę, to, zdaniem analityków, szkoły wyższe są u progu wielkich tarapatów. Szczególnie prywatne. Winna temu jest nie tylko bezwzględna demografia, ale też rozdrobnienie rynku. Średnio w prywatnych szkołach studiuje po 2 tys. osób, połowa tych uczelni prowadzi mniej niż 4 kierunki.

— Większość z nich stawia na tzw. nauki społeczne, czyli ekonomię, zarządzanie, prawo, gdzie już studiuje ponad 40 proc. wszystkich studentów. Efekt? Nadprodukcja absolwentów tych kierunków na rynku pracy —podkreśla Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, obecnie partner w Ernst Young (EY) i jeden z autorów opublikowanej wczoraj diagnozy sytuacji w szkolnictwie wyższym.

Tylko razem

EY prognozuje w najbliższych latach gwałtowny spadek popularności studiów z profilu nauk społecznych, przy jednoczesnym gwałtownym spadku liczby osób w wieku 19-24 lata. Już teraz Krzysztof Pawłowski, wieloletni rektor Wyższej Szkoły Biznesu-National Louis University, walczy o przyszłość tej uczelni. Restrukturyzacja oznaczała m.in. zwolnienie kilkudziesięciu wykładowców. Teraz Pawłowski dopina szczegóły aliansu z małymi warszawskimi uczelniami, które straciły ostatnio wielu studentów: Collegium Varsoviense i Warszawską Wyższą Szkołą Ekonomiczną.

— Innej drogi nie ma, konsolidacja to temat branży na najbliższe miesiące — uważa Krzysztof Pawłowski.

Podwyżki czy jakość

Publiczne szkoły, o ile nie zmusi je do tego minister nauki i szkolnictwa wyższego, jeszcze przez lata tkwić mogą w marazmie. Bo przecież wciąż dostają ponad 11 mld zł dotacji rocznie.

— Choć co rok dostają więcej, to i tak głównie przeznaczają pieniądze na podwyżki płac. To powoduje, że nie inwestują w jakość nauczania. Poza tym wciąż szkół wyższych publicznych w Polsce jest za dużo — stawia sprawę jasno prof. Stefan Jackowski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Bo choć według ostatnich danych na każdej uczelni publicznej studiuje średnio 10 tys. osób, to tu też specja- liści rekomendują łączenie placówek. Nawet tych największych.

— Nie ma na UW przecież np. kierunków medycznych, co na zachodnich prestiżowych uczelniach jest podstawą. A u nas jest chemia, biologia i dalej nic — ocenia prof. Jackowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAJ

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Niskie loty wyższych szkół