Niższe obciążenia wzmocnią banki

Paweł Zielewski
opublikowano: 1998-12-17 00:00

NIŻSZE OBCIĄŻENIA WZMOCNIĄ BANKI

Zamiast obowiązkowo zamrażać pieniądze, banki wolałyby kupować obligacje NBP

ŻĄDAMY ZMIAN: Rezerwy obowiązkowe w obecnej formie są nie do przyjęcia. To już nie tylko kwestia konkurencyjności polskich banków wobec banków zagranicznych. To przymus dostosowania się do wymogów UE — twierdzi Krzysztof Piertaszkiewicz. fot. Borys Skrzyński

Wśród bankowców wraca przekonanie, że obce banki, które będą mogły operować w Polsce bez ograniczeń i wstępnych warunków, w niedługim czasie mogą zacząć wyrzucać z rynku banki krajowe. Krajowe, czyli słabsze. Dlaczego słabsze? Bo obciążone klątwą — rezerwą obowiązkową.

Już nie tylko rosnąca na wewnętrznym rynku konkurencja zmusza banki do coraz lepszego wykorzystnia posiadanych środków finansowych. Ostatnio znowu słychać głosy, że osłabione obciążeniami polskie instytucje finansowe mogą nie poradzić sobie z zewnętrzną konkurencją banków, które po Nowym Roku bez ograniczeń będą mogły robić interesy w naszym kraju.

— Nie można wykluczyć napływu zagranicznych banków dysponujących znacznie większymi środkami od tych, które my posiadamy — twierdzą bankowcy.

Gorzej, i gorzej

Stawki rezerw obowiązkowych, które muszą odprowadzać do NBP polskie banki, są jednymi z najwyższych w Europie. Ponadto, zdaniem przedstawicieli Związku Banków Polskich, system naliczania i utrzymywania rezerw uległ ostatnio znacznemu pogorszeniu. O ile do grudnia 1997 r. do 50 proc. rezerwy mogło być utrzymywane w formie żywej gotówki, to od początku tego roku wielkość ta została obniżona do 10 proc.

— Banki, aby móc terminowo regulować zobowiązania, muszą utrzymywać gotówkę, a jednocześnie wzrósł poziom rezerwy odprowadzanej do NBP. Zarazem wzrasta poziom „niepracujących” aktywów banków — twierdzi Krzystof Pietraszkiewicz, dyrektor generalny ZBP.

Szukanie wyjścia

— Doświadczenia zagraniczne wskazują, że w instrumentarium polityki monetarnej zdecydowany priorytet mają operacje otwartego rynku. Rezerwa obowiązkowa ma zaś marginalne znaczenie — dodaje Krzysztof Pietraszkiewicz.

NBP ma do rozważenia trzy propozycje. Wszystkie oparte na sprawdzonych na świecie wzorach.

Gorący przykład

Problem rezerwy obowiązkowej można rozwiązać tak, jak to zrobiono w Portugalii, gdzie obciążenie to zostało drastycznie obniżone (z 17 do 2 proc.), a jednocześnie bank centralny wyemitował obligacje wieloletnie (dwie serie — 2-3-letnie i 4-10-letnie), z których część tylko była oprocentowana w wysokości zbliżonej do stóp rynkowych. Zmiana rezerwy na bony banku centralnego pozwoliła na uzyskiwanie dochodu od części środków przeznaczanych dotychczas na rezerwę.

Prosimy o papiery

Najlepiej byłoby, aby w Polsce wykorzystano połączony model portugalski i hiszpański — drastyczne obniżenie rezerw i jednoczesna emisja — uważają bankowcy z ZBP. Podstawowa propozycja brzmi: stawki powinny być zmniejszone tak, by dopuszczalny ich poziom nie przekroczył 5 proc. obecnej podstawy naliczania rezerw i stawka miałaby być jednakowa dla wszystkich rodzajów depozytów. NBP wyemitowałby obligacje na kwotę równą różnicy między stanem rezerwy według obecnych zasad a stawką 5 proc. Każdy bank miałby obowiązek kupić papiery na kwotę wspomnianej różnicy.

— Nie ma wyjścia, rezerwy muszą być albo mniejsze, albo rekompensowane. Obciążenie banków w takiej skali, jak to ma miejsce dzisiaj, może w krótkim czasie nie tylko spowodować utratę konkurencyjności wobec banków zachodnich, ale znacznie osłabić potencjał całego systemu — twierdzi Krzysztof Pietraszkiewicz.

NBP oficjalnie przytakuje argumentom bankowców.

Negocjacje trwają.