Noga: Bankom nie brakuje płynności

Marcin Goralewski
opublikowano: 2009-04-02 14:33

Banki maja pieniądze, ale nie chcą ich wykorzystać do udzielania kredytów przedsiębiorcom – twierdzi prof. Marian Noga, członek Rady Polityki Pieniężnej.

Dlatego bank centralny może zdecydować się na wprowadzenie dwóch rozwiązań.

- Radykalnych. Po pierwsze, możemy zawiesić operacje otwartego rynku. Po drugie, zastanawiamy się nad obniżeniem stopy depozytowej – ujawnił podczas III Ogólnopolskiego Forum Zarządów Giełdowych prof. Marian Noga.

Zapewnił, że bank centralny dba o płynność sektora finansowego i że tej płynności absolutnie nie brakuje.

- Podam kilka przykładów. Podczas jednego z przetargów ograniczyliśmy ofertę bonów pieniężnych do 18 mld zł. Popyt wzrósł wówczas do 48 mld zł. Z tej kwoty 10 mld natychmiast wpłynęło na depozyt overnight. Ograniczając podaż chcieliśmy doprowadzić do sytuacji, w której banki miałyby więcej pieniędzy na kredyty dla przedsiębiorstw. To prosty, konkretny przykład jak wygląda rynek. Sektor bankowy ma płynność, choć przedstawiciele banków mówią inaczej. Kolejny przykład: przed terminem wykupiliśmy obligacje 10-letnie. Wydaliśmy na to ponad 8 mld zł. Wszystkie pieniądze, które w ten sposób trafiły do banków, zostały wydane na zakup bonów pieniężnych. Banki ponownie nie wykorzystały ich do wzmocnienia akcji kredytowej. Banki, które udzielały kredytów walutowych, nie miały franków. Uruchomiliśmy swapy walutowe i w najbliższym czasie przedłużymy je z 7 do 30 dni, co lepiej odpowiada oczekiwaniom banków. Uruchomiliśmy transakcje repo (udzielanie kredytów pod zastaw papierów wartościowych). Także wydłużamy je z 3 do 6 miesięcy. To kolejny spełniony postulat. Co piątek widzimy jednak na depozytach sumę około 10 mld zł. Banki mają pieniądze, ale nie zmusi się ich do wspierania przedsiębiorstw – przekonuje prof. Marian Noga.

Bank centralny nie zdecydował się na razie na obniżenie rezerwy obowiązkowej.

- Nie mówimy nie, ale chcemy dowodów ze strony banków, że pieniądze zaczną płynąć do przedsiębiorców i gospodarstw domowych. To szczególnie ważne, bo konsumpcja ma kluczowe znaczenie dla wzrostu gospodarczego – zauważył członek RPP.