Nowe modele pomogą Włochom

Paweł Janas
opublikowano: 2006-02-20 00:00

Fiat chce w tym roku sprzedać 30 tys. aut. W walce o udziały rynkowe mają mu pomóc zmienione Punto, Panda, Albea i terenowe Sedici.

Gdy po wielu latach dominacji włoski Fiat stracił w styczniu 2005 r. pozycję lidera polskiego rynku, nieśmiało zapowiadał, że powalczy o powrót na pierwsze miejsce. Nic z tego nie wyszło. Ubiegły rok firma zakończyła na trzeciej pozycji. W styczniu 2006 r. włoski producent spadł jeszcze o szczebel niżej.

Powrót na podium

Wojciech Halarewicz, do kilku miesięcy nowy dyrektor handlowy Fiat Auto Poland, twierdzi jednak, że znów przyjdą dobre czasy dla firmy.

— Chcielibyśmy odbudować prestiż Fiata i potwierdzić nasze miejsce na podium. Na ten rok planujemy sprzedaż około 30 tys. samochodów osobowych. Nasz udział w rynku powinien wzrosnąć z około 10 proc. w styczniu do 11 proc. na koniec roku — zapowiada Wojciech Halarewicz.

Lokomotywami sprzedaży ma być Fiat Panda oraz nowe Grande Punto. Pierwszy z modeli ma trafić do 12 tys. nabywców. Dodatkowymi wabikami mają być nowe wersje: w drugiej połowie roku pojawi się Panda sportowa i terenowa.

Z kolei sprzedaż nowego Punto powinna sięgnąć 6 tys. sztuk. Nie będzie to jednak proste. Zmodernizowane auto będzie rywalizowało z nowym Clio, Yarisem i zapowiadaną kolejną odsłoną Corsy. W sprzedaży pozostanie także poprzedni model Punto — dla klientów o bardziej tradycyjnym guście.

To nie wszystko.

— Pod koniec pierwszego kwartału wchodzi na rynek zmodernizowana wersja Fiata Albei. Liczymy na sprzedaż 1,7 tys. sztuk — informuje dyrektor Halarewicz.

Będzie konkurowała głównie z Renault Thalią i wywodzącą się także z francuskiej stajni Dacią Logan.

Z kolei jesienią Fiat zadebiutuje u nas z Sedici, autem terenowym z napędem na cztery koła, powstającym w kooperacji z Suzuki.

Wsparcie dilerów

Z walką o klienta na pogrążonym w kryzysie rynku będzie musiała sobie poradzić sieć 80 dilerów Fiata działających w 160 punktach sprzedaży. Wojciech Halarewicz przyznaje, że część z nich nie jest w dobrej kondycji.

— Największy kryzys był w połowie 2005 r. i na początku bieżącego. Udało nam się uratować przed upadkiem wielu dilerów np. dzięki wsparciu przy odbudowie kapitału obrotowego. Pomagamy też w negocjacjach z bankami. Cięć w sieci nie przewidujemy, choć podobnie jak inne firmy z branży nie możemy ich wykluczyć — mówi dyrektor Halarewicz.

Firma inwestuje w dilerów.

— W ubiegłym roku było to 10 mln zł, w tym roku nakłady będą na podobnym poziomie. Pieniądze pójdą na szkolenia i modernizację salonów — mówi Wojciech Halarewicz.

Kontrofensywa Tych

Przyszłość Fiata nie tylko w Polsce, ale także w Europie, w dużej mierze zależeć będzie od sukcesów fabryki w Tychach. Na razie podstawą jej działalności jest produkcja Fiata Pandy, który w całej Europie idzie jak świeże bułeczki. Koncern nadal nie rezygnuje jednak z produkcji modelu Seicento, obecnie sprzedawanego pod historyczną nazwą Fiat 600.

— W ubiegłym roku sprzedaliśmy w Polsce blisko 3,4 tys. sztuk. W styczniu do polskich klientów trafiło 200 tych aut. Produkcja będzie utrzymana tak długo, jak długo będzie na nie popyt — zapowiada Wojciech Halarewicz.

Powoli jednak Fiat przygotowuje się do zapowiadanej na połowę 2007 r. produkcji nowego Fiata 500, który ma być konkurencją dla takich aut, jak Toyota Aygo, Peugeot 107 czy Citroen C1. Docelowo fabryka ma produkować 120 tys. tych wozów. Od 2008 r. w kooperacji z Fordem rusza w Tychach produkcja nowego Forda Ka. Łączna produkcja tych modeli wyniesie 240 tys. sztuk rocznie. Bez nowych inwestycji się nie obejdzie.

— Będą. Na razie jednak nie możemy ujawnić szczegółów — mówi Wojciech Halarewicz.

Nos na kwintę

Na razie perspektywy dla branży w tym roku nie są jednak różowe. Dyrektor Halarewicz przyznaje, że Fiat, podobnie jak inni producenci, w ciągu ostatnich kilku tygodni musiał zweryfikować prognozy dotyczące wielkości rynku w 2006 r.

— Liczyliśmy, że w tym roku wejdą w życie kluczowe dla branży zmiany w podatkach VAT oraz opłata ekologiczna. Niestety, z ostatnich wypowiedzi minister finansów wynika, że na zmiany nie ma co liczyć przed 1 stycznia 2007 r. — mówi Wojciech Halarewicz.