Nowe otwarcie

Jacek Zalewski
opublikowano: 05-11-2007, 00:00

Wybory po dwóch latach,izba wymieniona w 1/3… Takie standardy dotyczą Senatu USA, ale tym razem chodzi o Sejm RP. Spośród 460 posłów składających dzisiaj ślubowanie, nowych jest 159. Liczbę tę wypadałoby nieco urealnić w dół, ponieważ odnosi się ona ściśle do kadencji zakończonej, a niewielka grupka posłów wróciła po kilkuletniej przerwie lub przeszła z Senatu — ale rząd wielkości się nie zmieni.

W latach 2001 i 2005 wymiana składu Sejmu następowała aż w 2/3, co społeczeństwo przyjmowało z wielką nadzieją — dlatego tym głębsze były późniejsze rozczarowania. Z tego punktu widzenia odwrócenie trendu wypada uznać — paradoksalnie — za sygnał optymistyczny. Czołówki sejmowych partii —PO, PiS, PSL i LiD — doskonale się znają. Dlatego przypominając sobie chociażby ich gorącą debatę z 7 września nad skróceniem kadencji, uznajmy słuszność klasycznej teorii Kaźmierza Pawlaka z „Samych swoich”: po co nam szukać obcego wroga, skoro mamy swojego, znanego i sprawdzonego.

Dwa lata temu Sejm na inauguracyjnym posiedzeniu nie potrafił wybrać marszałka, co zdarzyło się pierwszy raz i było jak najgorszą przepowiednią dla całej kadencji. Dzisiaj bezproblemowo wybrany zostanie Bronisław Komorowski i przypuszczalnie całe, parytetowe prezydium Sejmu — ale dalej zaczynają się strome schody. Najpilniejszym oczekiwaniem społecznym jest nie realizacja wyborczych obietnic — skadinąd wiadomo, że pierwsze tygodnie Sejm poświęci głównie na niespóźnienie budżetu 2008 — lecz radykalna poprawa atmosfery parlamentu. Czynnikiem ogromnie sprzyjającym jest posłanie Samoobrony i LPR w niebyt, ale relacje między największymi klubami PO i PiS pozostają, niestety, bardzo złe.

Na sąsiedniej stronie u góry przypominamy najmądrzejsze zdanie, jakie kiedykolwiek wypowiedział Jarosław Kaczyński. 21 października społeczeństwo przerwało eksperyment władzy „dwóch podobnych do siebie facetów”. Niestety, odsunięty premier nie przyjął tego do wiadomości. Zaraz po wyborach rozpoznałem u niego „zespół histerii poklęskowej”, który z każdym dniem się pogłębia. Jego zapowiedź walki z „putunizacją” Polski wieszczy nam jak najgorzej, zwłaszcza że odsunięta ekipa nie musi tworzyć opozycyjnego gabinetu cieni, lecz zaktywizuje umocowany w art. 135 Konstytucji RP prawie rząd pod postacią prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN). „Prawie” stanowi ogromną różnicę, doradcza RBN była i za Aleksandra Kwaśniewskiego, i za Lecha Kaczyńskiego iluzją — ale w zmienionej sytuacji stanie się realnym, konstytucyjnym narzędziem zwalczania konstytucyjnego rządu premiera Donalda Tuska. To dla Polski czarna perspektywa.

Żeby nie kończyć tak ponuro, nawiążę do powyższego zdjęcia. Przez sześć lat, przechodząc schodkami z sejmowego biura prasowego na korytarz marszałkowski, przeżywałem stres koło pomieszczeń Samoobrony. Często kłębił się tam tłumek interesantów czekających na wodza Leppera, jakichś takich obleśnych, palących straszliwie śmierdzące papierosy… Teraz te pokoje przejął klub LiD, na korytarzu stoi jego PR-owska plansza. Pozostaję w nadziei, że będzie mi się kojarzyła bardziej merytorycznie, a nie tak odrażająco, jak tamta ze zdjęcia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu