Zdaniem prezesa Citibanku Handlowego, pieniądze są dla działalności filantropijnej wtórne. Liczy się przede wszystkim osobiste zaangażowanie. Dlatego logo darczyńcy nie powinno przyćmiewać celu jego działania.
Głównie w kontekście bezpieczeństwa depozytów czy też uczciwości procedur kredytowych o bankach mówi się „instytucje zaufania publicznego”. Z drugiej strony, banki są chyba najaktywniejsze w sponsoringu innym niż bezpośrednio powiązany z umieszczaniem reklam w miejscach odwiedzanych przez tysiące ludzi. Czy zatem sami bankowcy rozumieją ten termin szerzej niż ich klienci?
Sławomir Sikora: Mówi się, że pieniądze lubią spokój, większość ludzi niechętnie rozmawia o kwestiach finansowych publicznie, a jednak rozmawiają na ten temat z bankiem. Dzieje się tak, gdyż mają do banku zaufanie.
Właśnie to zaufanie to jedno z najważniejszych aktywów banku. Bank nie może prowadzić działalności bez zaufania. Może mieć kapitał, sieć oddziałów, systemy informatyczne, ale jak nie będzie wzbudzał zaufania, to nie będzie mógł działać. Potwierdziło się to kilkakrotnie w przypadku banków, które nagle utraciły zaufanie. To wpływa na sposób w jaki w naszym banku postrzegamy odpowiedzialność społeczną. Citibank Handlowy wyszedł np. poza proste ofiarowanie pieniędzy na słuszne cele... i zaczął zachęcać pracowników do tego, by osobiście angażowali się w różne przedsięwzięcia społecznie użyteczne. Oczekujemy od nich nie tylko postawy solidnego bankowca, ale też pewnej pozazawodowej postawy wpisującej się w wartość banku jako instytucji zaufania publicznego.
Jakiego szczebla pracownicy angażują się w projekty z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu?
18 listopada 2006 r. mieliśmy, podobnie jak wszystkie jednostki Citigroup na świecie, dzień wolontariusza, w którym zrealizowaliśmy kilkadziesiąt różnych społecznie użytecznych projektów — od zaproszenia wychowanków domu dziecka na wycieczkę po Warszawie z odwiedzinami w centrali banku, po wyremontowanie domu dziecka w Puławach i szpitala w Warszawie. W akcje te angażowałem się ja, członkowie zarządu, kadry kierowniczej, jak również pracownicy niższych szczebli. Wolontariuszami są pracownicy praktycznie wszystkich szczebli zarządzania Citibanku Handlowego.
Co pan osobiście zrobił tego dnia?
Byłem przewodnikiem po banku dla dzieci z domu dziecka. Opowiadałem o tym, czym bank jest i o 135 latach historii Banku Handlowego. Odniosłem wrażenie, że dla dzieci było to bardzo ważne. Zadawały pytania dotyczące funkcjonowania banku i jego zarządu.
Czy było to dla pana ważne prze- życie?
To było moje kolejne doświadczenie z wolontariatem. Kilka miesięcy temu, w ramach programu edukacji finansowej Moje Finanse prowadziłem lekcje w jednym z liceów w Łodzi na temat produktów bankowych. Muszę jednakże powiedzieć, że spotkanie z wychowankami domu dziecka było na pewno przeżyciem szczególnym. Były to dzieci w wieku 6-17 lat i miałem możliwość obserwowania, jak one postrzegają bank, jak również — jak bardzo chciałyby robić w życiu coś pożytecznego. Interesowały się tym, co trzeba zrobić, by być pracownikiem banku, a niektórzy, siedząc na moim fotelu, pytali, co trzeba zrobić, by być prezesem. Była to okazja, aby im powiedzieć, jak ważne w życiu młodego człowieka jest wykształcenie, które daje później szansę na znalezienie wymarzonej pracy. To wyjątkowe sytuacje, których na co dzień w pracy nie mamy.
Często się mówi, że nie można pomóc, nie mając pieniędzy...
Dla nas nowoczesna filantropia to inspiracja do działania. Pieniądze są wtórne. Bardzo wiele instytucji jest gotowych je ofiarować na wsparcie dobrych projektów. Tak więc, najpierw należy szukać pomysłów a potem pieniędzy. Myślę, że naszym największym osiągnięciem w dniu 18 listopada (Światowy Dzień Citigroup dla Społeczności) było zebranie grupy tysiąca osób, które zaangażowały się w prace społecznie użyteczne w całej Polsce. Jestem przekonany, że zaangażowanie tych ludzi było znacznie więcej warte niż pieniądze, które przy okazji wykonywanych przez nich prac trzeba było wydać. Wystarczy wspomnieć, że kilkanaście osób przez wiele godzin w sobotę malowało szpital. Łączny koszt farb i pędzli był stosunkowo niewielki, a liczył się dobry przykład i praca tych ludzi.
Znaczenie osobistego zaangażowania dostrzegł też nasz praktykant ze Stanów Zjednoczonych, który na pożegnalne spotkanie przyniósł dwa zdjęcia przedstawiające pokój w domu dziecka w Puławach — jedno przed wizytą wolontariuszy z Citibanku Handlowego, drugie po wizycie. Entuzjazm naszych pracowników zrobił na nim wrażenie. On widział, że ludzie jadą z Katowic do Puław, by ten dom dziecka wyremontować, że pytają naszych klientów o możliwość zdobycia wyposażenia po preferencyjnych cenach, a niekiedy zupełnie za darmo.
Na mnie jednak największe wrażenie zrobił sam nowy model wyjazdu integracyjnego. Zazwyczaj wiążą się one z jakimiś zabawami sportowymi. W tym roku grupa naszych pracowników pionu operacji bankowych postanowiła, że projektem integracyjnym będzie budowa placu zabaw dla domu dziecka pod Olsztynem. Drugim takim projektem był remont domu, w którym mieszka samotna matka z piątką dzieci. To nowe — warte naśladowania spojrzenie — na sposób, w jaki realizujemy zajęcia „team building”.
Citibank Handlowy prowadzi też działalność filantropijną w formie zinstytucjonalizowanej. Jednak powiązana z bankiem fundacja nie ma w nazwie nic, co od razu wskazywałoby na ten związek. Z czego to wynika?
W przypadku działalności charytatywnej często jest tak, że najważniejsze jest logo fundatora, a potem długo nic. Tymczasem chodzi o coś więcej niż o logo. Gdyby formuła naszej fundacji nie sprawdzała się, na pewno byśmy ją zmienili. Fundacja Bankowa im. Leopolda Kronenberga broni się osiągnięciami i jakością pracy. Jest zapraszana do wielu przedsięwzięć właśnie dlatego, że wnosi wysoką jakość projektów i ich realizacji.
Sławomir Sikora, prezes Citibanku Handlowego