Nowy przewodniczący zachowuje niezależność

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-10-21 00:00

Na szlaku gospodarskiego objazdu José Manuela Durčo Barroso, przewodniczącego Komisji Europejskiej w kadencji 2004-09 (zaczynającej się 1 listopada), znalazła się Polska. Jego wizyta zbiegła się z publikacją krytycznego raportu — dotychczasowej KE — o kiepskim stanie przygotowań Polski do wprowadzenia euro. Raczej nie zakłóciło to rzeczowych rozmów Barroso z naszymi politykami, zdominowanych oczekiwaniami Polski wobec nowej Komisji i odwrotnie.

Warto przypomnieć, że zgoda konserwatywnego premiera Portugalii na objęcie przewodnictwa KE rozwiązała kryzys decyzyjny Unii. Po odrzuceniu kilku „pewnych” kandydatur, nastąpiło wzajemne zablokowanie się unijnych potentatów. Portugalczyk został wyjęty niczym kompromisowy królik z kapelusza i zaakceptowany na szczycie Rady Europejskiej 29 czerwca. Parlament Europejski zatwierdził Barroso 22 lipca stosunkiem głosów 413:251, przy 47 wstrzymujących się i nieważnych. W sierpniu przewodniczący przydzielił teki komisarzom — i wtedy w kilku stolicach rozległ się płacz i zgrzytanie zębów. Zwłaszcza Francuzi i Niemcy nie spodziewali się, że ów potulny polityk okaże się tak... niesterowny. Jak mógł powierzyć na przykład unijne finanse „jakiejś” Litwince, Dalii Grybauskaite?!

Polska poważnie liczyła na stanowisko wiceprzewodniczącej KE dla Danuty Hübner, jednak okazało się to niemożliwe — nowe państwa członkowskie reprezentowane są w prezydium przez Siima Kallasa z małej Estonii. Ale generalnie polityka kadrowa José Barroso bardzo nam się podoba. Komisarz Hübner otrzymała resort niezwykle ważny z punktu widzenia interesów Polski w pierwszym okresie członkostwa — politykę regionalną.

Prosto z Warszawy przewodniczący Barroso wrócił do Brukseli, gdzie dzisiaj Komisja Europejska wprowadza się do nowej/starej siedziby Berlaymont. Oczyszczenie tego gmachu z azbestu i ponowne wyposażenie go trwało kilkanaście lat i okazało się koszmarnie drogie. Okna nowych komisarskich gabinetów wychodzą na położony po drugiej stronie Rue de la Loi gmach Justus Lipsus, mieszczący Radę UE i symbolizujący interesy państw członkowskich. Rozgrywka obu unijnych instytucji zapowiada się w najbliższym czasie ciekawie — czy na przykład KE wyegzekwuje od Niemiec i Francji (oraz biorących z nich przykład Włoch i Grecji) budżetową dyscyplinę i podporządkowanie się kryteriom z Maastricht.

Jest niemal pewne, że 27 października Parlament Europejski zatwierdzi skład nowej Komisji Europejskiej en bloc, łącznie z wiceprzewodniczącym Rocco Buttiglione, który podczas przesłuchań w komisjach szczerze wygarnął, co myśli o tzw. nowoczesnych obyczajach...