Powrót do zwyżek notowań ropy naftowej był wspierany przez kilka istotnych czynników. Kluczowym z nich były obawy związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej – okazuje się bowiem, że w nowy rok rynek ropy wchodzi z dokładnie tymi samymi problemami, które dominowały na nim w latach poprzednich.
Po pierwsze, walki na linii Izrael-Hamas nie tracą na intensywności, a wręcz według niektórych mogą wchodzić w decydującą fazę po tym, jak życie straciło kilku liderów tego palestyńskiego ugrupowania. Po drugie, wspierane przez Iran bojówki Huti nie przestają atakować statków na Morzu Czerwonym. I w końcu po trzecie, i najistotniejsze już bezpośrednio z punktu widzenia produkcji ropy, znów pojawiły się problemy z wydobyciem tego surowca w Libii. Jedno z największych tamtejszych pól naftowych, Sharara, odpowiadające za wydobycie ok. 300 tys. baryłek ropy dziennie, zostało zamknięte ze względu na protesty. To już kolejny raz, kiedy wewnętrzne niepokoje polityczne w Libii prowadzą do zaburzeń tamtejszej produkcji ropy.
Stronę popytową na rynku ropy wczoraj wsparł także cotygodniowy raport Amerykańskiego Instytutu Paliw, w którym podano, że w poprzednim tygodniu zapasy ropy naftowej w USA spadły o 7,42 mln baryłek. To niemal trzy razy większa zniżka niż oczekiwano (-2,8 mln baryłek). Dziś swój raport o zapasach przedstawi Departament Energii USA – oba raporty pojawiają się w tym tygodniu dzień później niż zwykle ze względu na brak sesji 1 stycznia.

