Obligacje lepiej kupić samemu

Anna Borys
opublikowano: 26-02-2008, 08:12

Tylko dzięki opłatom papiery mogą dać 30  proc. więcej zysku niż fundusze obligacyjne

Chodzi o gwałtowne spadki na giełdzie, które jednym zjadły dużą część wypracowanych zysków, drugim — zabrały część odłożonych oszczędności. Tylko w styczniu, w zaledwie parę dni, z funduszy akcyjnych wypłacono 5 mld zł. Ale rynek nie zna słowa „próżnia”. W jednej chwili do łask oszczędzających wróciły bezpieczne inwestycje.


Na zamieszaniu najwięcej skorzystały krajowe fundusze papierów dłużnych. Tylko w styczniu ich aktywa wzrosły o 11 proc. (w porównaniu z grudniem), do 6,9 mld zł. Drugim, jeszcze większym beneficjentem okazał się jednak resort finansów. Polacy wręcz rzucili się na obligacje detaliczne, które są z reguły lepiej oprocentowane niż lokaty bankowe. Chodzi o papiery, które można kupić w placówkach państwowego PKO BP. Styczniowa sprzedaż wzrosła o 17 proc. i była pięć razy większa niż w czerwcu.


Rosnąca popularność obligacji detalicznych dobrze świadczy o krajowych inwestorach. Powód? Teoretycznie obligacje to synonim funduszy obligacji. Ale to tylko pozory. Zasadniczą różnicą są opłaty. Wybierając fundusz obligacji, trzeba się liczyć, że na dzień dobry kupujący zapłaci średnio 1 proc. opłat manipulacyjnych. Na tym nie koniec. Kolejny procent co roku trzeba przeznaczyć na honorarium dla zarządzających. Łącznie koszty zakupu zjadają obecnie nawet jedną trzecią rocznych odsetek krajowych papierów skarbowych. W przypadku obligacji kupowanych na własną rękę opłaty nie występują. Wpłaca się 100 zł i dostaje się papier o nominale 100 zł. Jedynie w przypadku wcześniejszej sprzedaży trzeba zapłacić resortowi „odstępne” wysokości 1 zł za papier (nie więcej niż narosłe odsetki). Jest jeden wyjątek — papiery trzyletnie. Tych można się pozbyć przed czasem jedynie przez rynek wtórny prowadzony przez GPW.


Obecnie obligacje mają jeszcze jedną przewagę nad funduszami inwestującymi w papiery dłużne. Nie są wrażliwe na zmiany stóp procentowych. Tymczasem rosnące stopy procentowe obniżają ceny obligacji hurtowych, które są w portfelach funduszy, a to z kolei niekorzystnie przekłada się na wycenę jednostek. Z taką sytuacją mamy właśnie do czynienie. Rada Polityki Pieniężnej zacieśnia politykę monetarną, żeby chronić gospodarkę przed rosnącą inflacją. Analitycy spodziewają się, że w tym roku stopy procentowe wzrosną jeszcze o 0,75 proc., czyli do 6 proc. To grozi dalszym spadkiem wartości jednostek.


O wyższości obligacji kupowanych na własną rękę boleśnie przekonali się klienci funduszy obligacyjnych, które w ostatnich 12 miesiącach znalazły się pod kreską. Na przykład właściciele jednostek inwestycyjnych SEB Subfundusz SEB 5 Obligacji Skarbowych stracili w ostatnich 12 miesiącach pół proc. Wyniki tych produktów w ostatnich dniach także nie zachwycają. Najsłabiej radzi sobie Idea Obligacji Skarbowych. Wartość jego jednostki inwestycyjnej między 14 a 21 lutego spadła aż o 0,8 proc. Tymczasem kupując rok temu na przykład obligację dziesięcioletnią (tzw. EDO) i oddając ją dzisiaj resortowi finansów, można było zainkasować 4,75 proc. zysku (minus podatek Belki). Obecnie kupując detaliczne papiery skarbowe, oszczędzający zapewnia sobie roczny zysk wysokości 4,5-5,5 proc.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Borys

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Obligacje lepiej kupić samemu