Obligacje nie dają łatwego zarobku

Jarosław Kostrzewa
14-10-2002, 00:00

W początkach mojej kariery zawodowej, przed dziesięcioma laty, gdy na giełdzie było notowanych zaledwie kilka spółek, prowadziliśmy z kolegami dyskusję na temat zagranicznego kapitału. Próbowaliśmy znaleźć odpowiedź na jedno zasadnicze pytanie — dlaczego, mimo jakby się wydawało bardzo sprzyjających warunków, zachodni inwestorzy nie wykazują chęci wejścia na nasz rynek kapitałowy? Byliśmy tym faktem bardzo zdziwieni. Po latach zbierania doświadczeń zrozumiałem dopiero, że w zachowaniu zagranicznych graczy nie było nic zaskakującego. To norma, wynikająca z nieznajomości realiów danego rynku i wysokiego ryzyka z tym związanego. Zrozumienie sedna problemu przyszło podczas rozmowy z pewnym przedsiębiorcą, który zamierzał prowadzić interesy z krajami byłego Związku Radzieckiego. Stwierdziłem wówczas, że osobiście nie zainwestowałbym w tamtych krajach ani grosza, gdyż ryzyko straty było przeogromne. Dzisiaj jestem w pełni świadomy, że podobnie musieli myśleć dziesięć lat temu inwestorzy portfelowi z Londynu czy Nowego Jorku. Dla nich nasz kraj jawił się jako jeden z tych egzotycznych rynków, na których może się zdarzyć wszystko. Pamiętam również, że nie zdołało ich nawet skusić to, że większość spółek giełdowych była dochodowymi firmami, a wskaźnik P/E kształtował się na poziomie 2 do 3 punktów. Można powiedzieć, nic tylko kupować. Niestety, nie było komu.

Również instrumenty dłużne, które wchodziły wtedy dopiero do obiegu, mimo atrakcyjnego oprocentowania nie zdołały przyciągnąć inwestorów zagranicznych. Być może, według nich, było to oprocentowanie podejrzanie wysokie. Ryzyko związane z naszym rynkiem było dla zagranicznych spekulantów zbyt duże. Od tego czasu rynek dłużnych papierów wartościowych dosyć dobrze się rozwinął, aczkolwiek daleko jest mu jeszcze do sytuacji, jaka panuje na rozwiniętych rynkach kapitałowych.

Słabo natomiast ewoluował rynek instrumentów dłużnych. Wynikało to częściowo z wysokiego poziomu inflacji, której ujarzmienie nie było łatwe. Z tego właśnie powodu mieliśmy do czynienia z emisjami papierów dłużnych o krótkim terminie zapadalności. Papiery o dłuższym terminie niż rok charakteryzowały się zmiennym oprocentowaniem (obligacje trzyletnie).

Znamienne dla naszego rynku jest również to, że zupełnie nie rozwinął się rynek obligacji korporacyjnych na przykład pięcio- lub dziesięcioletnich. Jednak z drugiej strony, gdyby takie obligacje się pojawiły, trudno by było je zaliczyć do jakiejkolwiek kategorii ratingowej. W praktyce więc zostają nam tylko instrumenty Skarbu Państwa, których co roku przybywa, zwłaszcza tych o dłuższym terminie wykupu.

Podstawowym pytaniem, jakie możemy sobie zadać, jest to, czy obligacje Skarbu Państwa są bezpiecznym instrumentem? Odpowiedź jest złożona i zależy od kilku czynników. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że okres długoterminowego spadku inflacji jest już za nami. Tym samym strategia opierająca się na założeniu „kup i trzymaj” odnośnie do tych obligacji odchodzi powoli do lamusa.

Znajdujemy się w tej chwili w bardzo ciekawym (niebezpiecznym) punkcie cyklu gospodarczego i posiadacze obligacji o stałym oprocentowaniu powinni być niezwykle uważni, ponieważ wzrost rentowności obligacji o stałym oprocentowaniu wywołuje spadek ich ceny. Należy cały czas pamiętać, że nasza gospodarka w odróżnieniu od gospodarek krajów wysoko rozwiniętych jest nadal dosyć niestabilna. Nie można przy tym wykluczyć, chociaż ryzyko wydaje się niewielkie, że inflacja może równie chętnie znowu rosnąć, tak jak chętnie ostatnio spadała. W takim wypadku dobrze będzie przesiąść się na instrumenty o zmiennym oprocentowaniu.

Wzrost inflacji może być spowodowany na przykład zwyżką cen surowców na świecie, poprawą koniunktury gospodarczej i wzrostem popytu, a także nadmiernym deficytem budżetowym, który to zwiększa ryzyko inwestycyjne dla inwestorów zagranicznych, wycofujących swoje pieniądze z naszego rynku. To ostatnie wywołuje z kolei wzrost wartości walut, takich jak dolar czy euro, a stąd już prosta droga do wzrostu cen towarów importowanych, zwłaszcza nośników energii takich jak ropa i gaz.

Można stwierdzić, że po zejściu inflacji do poziomu 1,2 proc. skończył się łatwy zarobek dla graczy na rynku obligacji skarbowych o stałym oprocentowaniu. Obecnie trzeba się nieźle napocić, aby zarobić godziwe pieniądze na zmianach cen obligacji.

Warto na koniec zwrócić uwagę na pewien istotny szczegół. Otóż w prasie finansowej możemy na przykład przeczytać, że pięcioletnie obligacje Skarbu Państwa o stałym oprocentowaniu są obecnie notowane przy rentowności 6,80 proc.

Należy pamiętać, że taką rentowność uzyskamy tylko wówczas, jeśli w ciągu kolejnych pięciu lat, jakie zostały do wykupu, będziemy reinwestować odsetki od tej obligacji również przy stopie równej 6,80 proc. Podawana w mediach rentowność obligacji jest więc jedynie wielkością teoretyczną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Kostrzewa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Obligacje nie dają łatwego zarobku