Oby Babisz nie kierował rządem jak firmą

PAP, DI
11-11-2013, 09:31

Jeszcze kilka miesięcy temu Andrej Babisz wzywał do bojkotu polskiej żywności, dziś uznawany jest za kluczowego gracza na czeskiej scenie politycznej. Mimo że nie wygrał wyborów parlamentarnych, jego ugrupowanie zadecyduje o kształcie przyszłego rządu.

W przedterminowych wyborach parlamentarnych w Czechach pod koniec października ruch ANO założony przez Andreja Babisza zajął drugie miejsce. Jednak wobec puczu w zwycięskiej Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CzSSD) oraz bardzo słabego wyniku pozostałych ugrupowań to właśnie ruch ANO stał się języczkiem u wagi nie tylko dla politologów, ale i wszystkich Czechów. Dlaczego?

Jak mówi w rozmowie z PAP Jaroslav Zukerstein, politolog z Uniwersytetu Karola w Pradze, "Babisz jest uważany za zwycięzcę wyborów, ponieważ jego ruch ANO dostał tak dużo głosów, że dziś żadna koalicja nie jest możliwa bez jego udziału. Dlatego socjaldemokratom (...) nie pozostaje nic innego jak stworzyć gabinet wspólnie z Babiszem lub powołać rząd mniejszościowy, który i tak będzie potrzebował jego poparcia w czasie głosowań".

Jak można przeczytać na portalu iDNES.cz, Andrej Babisz jest Słowakiem z czeskim obywatelstwem. Jest jedynym właścicielem rolno-spożywczego imperium Agrofert - największego producenta żywności w Czechach. Od czerwca jest również właścicielem grupy medialnej MAFRA - wydawcy dziennika "MF Dnes", wielu czasopism i właśnie portalu iDNES.cz. W 2013 roku magazyn "Forbes" wycenił jego majątek na dwa miliardy dolarów.

Skąd tak wielki majątek u słowackiego emigranta? "Andrej Babisz wzbogacił się w latach dziewięćdziesiątych, w dobie nieuregulowanego kapitalizmu i słabego funkcjonowania prawa - przypomina Zukerstein. - Sam Babisz kategorycznie zaprzecza, jakoby brał udział w +dzikiej prywatyzacji+ przedsiębiorstw państwowych, choć z formalnego punktu widzenia należałoby to uznać za prawdę. Zwłaszcza że dziennikarze śledczy czasopisma +Respekt+ są zdania, iż za powstaniem jego imperium stoją różne bardzo niejasne transakcje handlowe oraz zmanipulowane walne zgromadzenie spółki, w której działał".

Nie bez znaczenia jest też jego stosunek do polskich producentów. Babisz mocno zaznaczył się w trwającej od dwóch lat kampanii, mającej na celu maksymalny bojkot żywności importowanej z Polski. Szczególnie dał się zapamiętać podczas debaty na antenie Czeskiej Telewizji jesienią ubiegłego roku. W programie "Masz głos" zarzucał polskim przedsiębiorcom, że celowo wysyłają do Czech "zatrute" jedzenie, prowadzą nieuczciwą konkurencję oraz korzystają z wielu ulg i udogodnień, jakimi nie dysponują czescy producenci żywności. Szczególnie głośno była komentowana jego wypowiedź, kiedy to poczęstowany polską wędliną przez prowadzącą program odpowiedział, że "nie będzie jeść tego g...".

Do polityki Babisz wkroczył w 2011 roku. Wtedy to założył inicjatywę obywatelską Akcja Niezadowolonych Obywateli, z której w ciągu kilku miesięcy powstał obecny dziś w parlamencie ruch ANO. Jego cele od początku były jasne. "Wchodząc do polityki nie ukrywał, że chce poprawić warunki działania dla wielkich firm, które są największymi pracodawcami. Jego krytycy uważają jednak, że chodzi raczej o polepszenie sytuacji tylko jego własnej firmy" - zwraca uwagę Zukerstein.

Nowy parlament zbierze się 26 listopada. Do tego czasu powinna powstać koalicja, w której zapewne znajdzie się ANO. Z kolei sam Babisz prawie na pewno zasiądzie w rządowych ławach. "Jeśli ruch ANO rzeczywiście wejdzie do koalicji, Babisz zostanie ministrem finansów. Sam zresztą już upomniał się o to stanowisko, zaś socjaldemokraci prawdopodobnie nawet nie będą z tym polemizować" - uważa politolog.

Jednak na drodze Babisza do fotela ministra może stanąć prezydent Milosz Zeman. Szef państwa może zażądać od niego oświadczenia lustracyjnego, tymczasem nadal nie jest jasna sprawa współpracy przedsiębiorcy ze służbą bezpieczeństwa. Jak przypomina portal ParlamentniListy.cz, od miesięcy trwają spekulacje na temat agenturalnej przeszłości Babisza. Aby zadać im kłam, lider ruchu ANO złożył w słowackim sądzie wniosek o przeprowadzenie postępowania lustracyjnego. Zdaniem komentatorów polityk nie ma szans na pomyślny rezultat. Jak zwraca uwagę politolog Jan Buresz, tak naprawdę wynik postępowania lustracyjnego nie będzie miał większego znaczenia. "Jeśli w tym czasie Andrej Babisz będzie ministrem, to po prostu odejdzie z rządu, a na swoje miejsce wyznaczy inną, posłuszną sobie osobę" - przewiduje Buresz.

Zukerstein obawia się, że nie jest to dobra informacja dla Polski: "Jeśli Babisz chce kierować krajem jak własną firmą, dla której Polacy są największym konkurentem, relacje polsko-czeskie czekają bardzo trudne czasy".

Z Pragi Tomasz Dawid Jędruchów

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP, DI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Oby Babisz nie kierował rządem jak firmą