Ochrona zdrowia czy danych

Agnieszka Winkler, ekspert ds. strategii i rozwoju projektów handlowych, Colliers International
opublikowano: 2020-05-24 22:00

Za nami pierwsze tygodnie funkcjonowania obiektów handlowych w ograniczonym zakresie.

W pierwotnych propozycjach zasad luzowania ograniczeń w handlu, opublikowanych przez Ministerstwo Rozwoju (MR), pojawił się m.in. pomysł montowania w centrach handlowych kamer termowizyjnych przy wejściach w celu identyfikowania osób w stanie gorączki. Inną propozycją było promowanie rządowej aplikacji ProteGO Safe. Ostatecznie z powyższych opcji się wycofano.

Propozycje MR stały się jednak impulsem do dyskusji na temat wprowadzania tego typu aplikacji w Polsce. Podobne rozwiązania służące do monitorowania rozprzestrzeniania się pandemii działają już w wielu krajach. Systemy śledzenia kontaktów (contact tracing) w założeniu mają służyć monitorowaniu interakcji ludzi, aby w przypadku zachorowania szybko odtworzyć sieć kontaktów danej osoby i skutecznie dotrzeć do potencjalnych zarażonych. Wprowadzanie takich rozwiązań prewencyjnych w miejscach publicznych w postaci aplikacji czy innych środków weryfikujących stan zdrowia ma plusy i minusy. Z jednej strony może zwiększyć kontrolę nad rozprzestrzenianiem się koronawirusa lub innych wirusów w przyszłości, zapewniając bezpieczeństwo i możliwość szybszej reakcji. Z drugiej strony niesie za sobą wiele pytań natury etycznej — czy jako użytkownicy przestrzeni publicznej będziemy czuć się komfortowo, mając świadomość, że jesteśmy stale „śledzeni”, a nasze działania są rejestrowane w postaci danych? I, co ważniejsze, kto do takich danych ma dostęp i w jakim celu może je wykorzystywać?

Do tej pory do tego typu rozwiązań podchodziliśmy sceptycznie. Obserwując dynamiczny rozwój takich narzędzi — zwłaszcza tam, gdzie są one obowiązkowe — zdajemy sobie sprawę, że sytuacja zmienia się bardzo szybko, niezależnie od nas. Warto zwrócić uwagę, że już od dawna praktycznie każdy z nas poprzez wszelką aktywność online, w tym portale społecznościowe czy zakupy internetowe, zostawia w sieci tzw. digital print, który może być monitorowany. W tym przypadku nasze obawy są znikome i rzadko zastanawiamy się, co dzieje się z naszymi danymi. Być może wynika to z przekonania, że jeśli dane dotyczą działań w rzeczywistości, są bardziej wrażliwe. Niestety, jest to złudne. Warto uświadomić sobie, że zarówno w świecie fizycznym, jak i w internecie dane mają taką samą wartość i w obu przypadkach powinniśmy udostępniać je odpowiedzialnie. Nie wiadomo, czy rozwiązania służące do monitorowania naszych działań w przestrzeni publicznej znikną po ustaniu ryzyka, czy nowa technologia pozostanie z nami na stałe, niejako oswajając nasze obawy, a my się do niej przyzwyczaimy. Pytanie: czy doświadczeni pandemią postawimy na ochronę zdrowia czy ochronę danych?