Jacek Sieński: Ochrony potrzebują niepełnosprawni, a nie ich pracodawcy
PROBLEM MORALNY: Czy sami niepełnosprawni w ogóle chcą, aby ich grupę tak ostentacyjnie wyróżniano — zastanawia się Jacek Sieński. fot. Małgorzata Pstrągowska
Co jakiś czas z nową siłą wybucha dyskusja na temat zakładów pracy chronionej. Ścierają się w niej interesy dwóch grup przedsiębiorstw — posiadających status ZPChr i nie posiadających. Jak zwykle w takich sporach — chodzi o wielkie pieniądze. Konkretnie o to, że jedni je dostają, a drudzy nie.
OPRÓCZ ekonomicznego, szeroki wymiar tym razem ma aspekt moralny, gdyż pomoc grupie ludzi słabiej przygotowanych do funkcjonowania w twardych warunkach rynkowych dziwnie często wiąże się z opiniami, że wielu tzw. niepełnosprawnych to ludzie zdrowi, którzy uzyskali grupę inwalidzką w sposób nieuczciwy. Głównym argumentem na poparcie tej tezy jest ogromna liczba agencji ochroniarskich, które mają status zakładów pracy chronionej. Tajemnicą poliszynela są także przeróżne kombinacje z VAT i podatkiem dochodowym.
W ZWIĄZKU z poruszonym wyżej problemem pojawia się kilka wątpliwości:
- Dlaczego środki pochodzące z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych kierowane są tylko do zakładów, które mają status ZPChr? Czy osoby niepełnosprawne, pracujące w innych zakładach, są gorsze i im się dofinansowanie nie należy?
- Czy celem refundacji i dotacji ze strony PFRON jest rzeczywiste zwalczanie bezrobocia w grupie osób niepełnosprawnych, czy też sztuczne manipulowanie procentami — po to, aby pracodawcy zatrudniali niepotrzebnych pracowników?
- Czy sami niepełnosprawni w ogóle chcą, aby ich grupę tak ostentacyjnie wyróżniano na tle pozostałych pracowników? Chodzi tu o krótszy czas pracy, dodatkowe urlopy i inne przywileje, które z jednej strony są w wielu przypadkach niepotrzebne, a z drugiej — zniechęcają do zatrudniania osób niepełnosprawnych tych pracodawców, którzy nie mają owego ZPChr w nazwie.
NALEŻAŁOBY SIĘ poważnie zastanowić nad bardzo prostym rozwiązaniem. Przekazywanie pieniędzy przez PFRON nie byłoby powiązane ze statusem zakładu pracy, ale wynikałoby jedynie z tego, ilu pracowników niepełnosprawnych dana firma zatrudnia, i jaka jest grupa ich inwalidztwa. Ewidentnie przestałoby się wówczas opłacać zatrudnianie dla samej tylko dotacji czy refundacji. Poza tym uzyskalibyśmy rzeczywistą wiedzę, jaką wielkość ma rynek pracy w grupie niepełnosprawnych, ponieważ zatrudnianie wynikałoby z rzeczywistych potrzeb tych osób.
DOTACJA wypłacana z PFRON byłaby skierowana „na pracownika”, co z jednej strony dałoby jej charakter bardziej osobisty (pracownik mógłby się domagać poprawienia warunków pracy, lepszego wyposażenia stanowiska itp.), z drugiej zaś — pozwoliłoby uniknąć różnych manipulacji związanych z VAT i podatkiem dochodowym, co jest jednym z głównych zarzutów wobec ZPChr. Takie rozwiązanie niezwykle uprościłoby wszelkie rozliczenia, zarówno z PFRON, jak i urzędami skarbowymi. Może nawet spowodowałoby, że przestałoby się wreszcie mówić o dotacjach z PFRON w kontekście aferalnym.
SAM prowadzę firmę nie posiadającą statusu zakładu pracy chronionej, ale zatrudniam w niej „niepełnosprawnych”. Piszę to w cudzysłowie, ponieważ dla mnie są oni takimi samymi pracownikami jak wszyscy pozostali. Nie noszą specjalnych emblematów na plecach, z ich zatrudnieniem nie wiążą się żadne refundacje czy dotacje. Nikt mi nic nie daje, ale nikt też niczego ode mnie nie chce. Może właśnie dlatego system obecnie funkcjonujący — wszystko jedno, przed zmianami czy po — uważam za bardzo niesprawiedliwy i szkodliwy ze społecznego punktu widzenia.
Jacek Sieński jest dyrektorem generalnym spółki SAMBA — Systemy Informacyjne w Bydgoszczy