Oczekiwania na redukcję decydują o losie złotego

Marek Zuber
opublikowano: 2002-02-21 00:00

Już dawno inwestorzy nie czekali z takim zniecierpliwieniem na informacje o produkcji przemysłowej. Trudno się jednak dziwić, skoro w powszechnym przekonaniu miały one pomóc w odpowiedzi na pytanie, czy RPP obniży niebawem stopy procentowe.

Przed publikacją danych o styczniowej inflacji mało kto oczekiwał szybkiego cięcia stóp. Było to zresztą w znacznej mierze związane z wypowiedziami członków RPP. Co prawda po spotkaniu z rządem stali się oni mniej skłonni do publikowania poglądów, ale jeśli już się wypowiadali, to raczej nie dając dużych szans na kolejne obniżki. Poziomy stóp, argumentowali, zostały w ciągu 2001 r. znacznie obniżone, teraz trzeba poczekać na efekty tych zmian. Poza tym, nawet jeśli popyt wewnętrzny nie wzrośnie wyraźnie, to i tak w najbliższym czasie dojdzie do wzrostu inflacji. Choćby z powodów statystycznych. Niekorzystnie mogą też wpłynąć podwyżki akcyzy, nie wiadomo, czy pozytywnie dla inflacji będą kształtować się ceny żywności i kurs złotego. Część ekonomistów zaczęła oczekiwać lekkiego ożywienia, czego wyrazem były prognozy PKB w pierwszym kwartale 2002 r.

Wszystko to spowodowało, że wiara w kolejną szybką obniżkę stóp procentowych stopniała dość znacznie. Widać to w wypowiedziach analityków oraz zachowaniu rynków. Ceny papierów spadły, a złoty się osłabił. W takiej atmosferze poznaliśmy dane o inflacji w grudniu. I tu zaskoczenie: owszem ceny żywności wzrosły bardziej niż przed rokiem, ale mimo to cały indeks spadł. Okazało się, że bardzo korzystnie ukształtowały się te elementy koszyka inflacyjnego, które w największym stopniu zależą od popytu wewnętrznego. Zadano więc pytanie: czyżby oczekiwanie nawet niewielkiego ożywienia gospodarczego już w styczniu było przedwczesne? A może sytuacja gospodarcza pogorszyła się jeszcze bardziej? W związku z tym odżyły nadzieje na cięcie, proces spadku cen papierów i osłabiania złotego został zahamowany. Decydujące miały być dane o produkcji przemysłowej. Jeśli potwierdziłyby spadek aktywności gospodarczej, RPP mogłaby zdecydować się na zmiany w marcu lub w kwietniu. W takim klimacie czekaliśmy na wtorkowe popołudnie.

Niestety, na próżno. Produkcja, owszem, spadła w ujęciu rocznym, ale nie tak bardzo, jak w grudniu. Co prawda nie ma żadnych poważnych oznak ożywienia, niemniej w sumie te dane to za mało, aby inwestorzy myśleli o szybkich cięciach, i tym samym o spekulacjach z tym związanych. Tak wynika z pierwszych reakcji na rynku. I rzeczywiście nie sposób się z takim rozumowaniem nie zgodzić. W tej chwili można powiedzieć z dużym prawdopodobieństwem jedynie to, że w przyszłym tygodniu RPP pozostawi stopy na dotychczasowych poziomach. Prawie wszyscy zgodni są, że od lutego inflacja zacznie rosnąć. To będzie argument dla rady, aby czekać na efekty wcześniejszych redukcji. Z drugiej strony, brak obniżek spotka się zapewne z reakcją ze strony rządu. Rada nie ugnie się pod presją nacisków politycznych, jednak perspektywa konfliktu może negatywnie wpłynąć na rynki finansowe.

W związku z tym wydaje się, że właśnie wzrost lub spadek oczekiwań dotyczących cięcia stóp procentowych odegra kluczową rolę dla kursu złotego. Jeśli inwestorzy uwierzą, że obniżek już nie będzie, zabraknie spekulacji. Nie będzie kupowania papierów skarbowych, nie będzie kupowania złotego. Ewentualna eskalacja konfliktu na linii RPP — rząd byłaby dodatkowym czynnikiem negatywnym. Z drugiej jednak strony, jeśli do cięcia nie dojdzie, pozostanie niepewność co do dalszych decyzji rady. Obniżka w najbliższym czasie byłaby, zdaniem rynku, ostatnią na wiele miesięcy. Kiedy do niej dojdzie, jednak nie wiadomo, a to może hamować spadek wartości złotego. W sumie wydaje się, że czynników negatywnych dla polskiej waluty jest więcej. Okres najbliższych kilku tygodni może cechować zatem trend spadkowy.