Od eteru do etylu

Romuald Lipko, lider zespołu „Budka Suflera”, nie wytrzymał długo na emeryturze. Powraca, ale z własnym biznesem. Chce sprzedawać coś więcej niż trunki.

Przystanek Woodstock 2014 r. Budka Suflera gra jeden z ostatnich koncertów. Z końcem roku zakończy działalność. — Wam wszystkim i jemu [Jerzemu Owsiakowi — red.] dedykujemy pieśń, która była pieśnią marzeń — zapowiedział Romuald Lipko. Na scenę wszedł Felicjan Andrzejczak, wokalista, który śpiewał pierwszą wersję piosenki „Jolka, Jolka pamiętasz”. Kiedy zaintonował, włączyły się tysiące młodych gardeł, które wyśpiewały wszystkie zwrotki utworu. Koncert zgromadził około 700 tys. osób.

Przebojem.
Wyświetl galerię [1/2]

Przebojem.

Romuald Lipko, lider zespołu „Budka Suflera”, buduje wartość dodaną swojego nowego biznesu przez tytuły piosenek, które wkradły się w pamięć społeczeństwa. Wojciech Jargiło

Pamięć o Jolce

Od ostatnich występów zespołu minęło już trochę czasu. Teraz „Jolka” wraca, ale w zupełnie innej postaci. Romuald Lipko postanowił spróbować sił w biznesie. Założył firmę Muzyczne Alkohole. Ma produkować różne trunki, a pierwszym jest wódka sygnowana tytułem piosenki „Jolka, Jolka pamiętasz”.

— Zależało mi, by był to produkt, z którym się wiąże pewien ładunek emocjonalny, po który ludzie sięgną przy specjalnych okazjach. Jeżdżąc po świecie, zauważyłem, że są grupy, które piją konkretny trunek. Przykładowo: muzycy meksykańscy piją określony rodzaj tequili. Pomysł jest taki, by połączyć chwile relaksu przy drinku z sentymentami z dawnych lat. Buduję wartość dodaną przez tytuły piosenek, które po cichu wkradły się w pamięć społeczeństwa — opowiada Romuald Lipko.

Na początek padło na „Jolkę”, bo to jedna z tych piosenek, które na dobre zakorzeniły się w polskiej kulturze.

— Widzieliśmy to szczególnie, koncertując w USA. Kiedy graliśmy „Jolkę”, ale też inne utwory, ludzie często płakali. Trudno sobie wyobrazić, jakie okoliczności mogły wywołać takie emocje w kilkutysięcznym tłumie, ale mam nadzieję, że nie były to negatywne wydarzenia — mówi Romuald Lipko.

Artystyczne mity

Kariery może mu pozazdrościć niejeden artysta. Ale Romuald Lipko przekonuje, że wejście w świat biznesu nie jest fanaberią muzyka, który nudzi się po zakończeniu działalności.

— Jest parę błędnych przekonań, jak to się artystom w Polsce znakomicie powodzi. Tantiemyoczywiście wpływają na dochód, ale tak naprawdę skończyły się, kiedy stworzono internet. Dzisiaj złotą płytę dostaje się za 15 tys. sprzedanych egzemplarzy, a kiedy ja zaczynałem przygodę z muzyką w głębokiej komunie, było to 160 tys. Wydaje się, że artyści znakomicie zarabiają, bo biorą udział w jakiejś reklamie. Ale nie widziałem, by artyści w USA reklamowali abonamenty. To najlepiej pokazuje, jak się wiedzie twórcom w Polsce. Próbuję dać odpór przekonaniom, że jak ktoś występuje w telewizji, to zaraz ma sportowe auto i domek w Hiszpanii. Mam szczęście, że udało mi się stworzyć repertuar, który gwarantuje dochody. Przez wiele lat traktowałem muzykę jako pasję i powołanie, miałem przeświadczenie, że przyszedłem na świat z talentem, którym wypadałoby się z innymi podzielić. Ale mam też pewne obawy odnośnie do przyszłości z powodu malejących wpływów z tytułu praw autorskich. A jeśli człowiek ma okazję i energię, by zrobić coś poza muzyką, to dlaczego tego nie wykorzystać? — przekonuje Romuald Lipko.

Dobre, bo polskie

Artysta liczy na to, że pomogą mu nie tylko wspomnienia ludzi, ale również to, że produkt jest polski. Producentem „Jolki” jest Wielkopolska Wytwórnia Wódek Polanin, która opracowuje też receptury dla Muzycznych Alkoholi — firma ma pełne prawa do tych receptur. Romuald Lipko przekonuje, że zabezpieczona jest również pełnia praw autorskich do piosenek „Budki Suflera”, których nazwy wykorzystuje jego firma. Muzyk sam stworzył napis, który posłużył za logo na butelce. — W 1980 r. kupiłem bardzo tanio pierwszy samochód. Mazdę 626. Pamiętam, że miałem bardzo mało pieniędzy, ale się okazało, że mogę za nie kupić prawie nowy trzymiesięczny japoński samochód. Wszystko dlatego, że rząd niemiecki poprosił o pomoc swoje społeczeństwo, by kupowało samochody krajowe, bo niemiecka motoryzacja jest zagrożona.

Pytałem, czy wszystko w porządku z tym autem, a starszy Niemiec, który je sprzedawał, powiedział, że oczywiście tak, ale on już zamówił Mercedesa, bo pomaga rodzimemu producentowi. Być może na tej zasadzie ktoś zdecyduje się kupić naszą wódkę — wyjaśnia muzyk. Sam nie pije alkoholu, więc trunek testowało dla niego kilkudziesięciu zawodowych kiperów. Chciał bowiem zagwarantować odpowiednią jakość. Interesuje go stworzenie produktu wyjątkowego, a nie masowego, dlatego cena „Jolki” jest bliższa półce premium i wynosi około 90 zł za 0,7 l. Twierdzi, że jego wyrób jakościowo nie odbiega od konkurencyjnych.

— Co najwyżej może komuś nie smakować, bo jest dość łagodna — uważa muzyk. Firmę założył pod koniec 2016 r., a „Jolka” jest sprzedawana od około trzech miesięcy, m.in. w strefach wolnocłowych na lotniskach i przez niektóre firmy. — Wydaje mi się, że zaszliśmy bardzo daleko w tak krótkim czasie. Na razie jednak niewielu handlowców podąża za moją koncepcją, bo nie czują tego bagażu psychologicznego, który „Jolka” ze sobą niesie — twierdzi Romuald Lipko.

Przyznaje, że w jego biznesie wiele jeszcze trzeba poprawić, ale dodaje, że spotyka się z życzliwością i dobrymi radami osób, które widzą potencjał. Niebawem jego firma wypuści na rynek tradycyjną wiśniówkę. Powstanie też kolejna wódka o nieco bardziej wyrazistym smaku, tym razem sygnowana tytułem innego przeboju Budki Suflera — „Za ostatni grosz”. W przyszłości mają się też pojawić inne trunki. Między muzyczną karierą a prowadzeniem biznesu artysta nie widzi analogii.

— W muzyce tworzy się rzeczy nieprzemijające, mające zupełnie inny wymiar. Po II wojnie światowej powstał znakomity film z Danutą Szaflarską „Zakazane piosenki”. Te tytułowe piosenki to były utwory, które utrzymywały poczucie polskości w trudnych czasach. Myślę, że żaden produkt nie odegra takiej roli w życiu społecznym — konkluduje muzyk. &

Przebojem. Romuald Lipko, lider zespołu „Budka Suflera”, buduje wartość dodaną swojego nowego biznesu przez tytuły piosenek, które wkradły się w pamięć społeczeństwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAFAŁ FABISIAK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Od eteru do etylu