Od euforii do paniki

Kamil Zatoński
opublikowano: 21-10-2010, 00:00

Prezes Głowacki sprzedał akcje za 3,3 mln zł. Uważa, że ostatnie wzrosty zamieniły się w czystą spekulację.

Przez tydzień kurs DGA poszedł w górę o 220 proc. Wczoraj zanurkował

Prezes Głowacki sprzedał akcje za 3,3 mln zł. Uważa, że ostatnie wzrosty zamieniły się w czystą spekulację.

Na początku wczorajszej sesji notowania DGA kontynuowały mocną zwyżkę, zapoczątkowaną przed tygodniem po informacji o tym, że spółka zależna dostała zgodę na wprowadzenie do sprzedaży testera wykrywającego raka piersi. Wzrosty zatrzymały się jednak po tym, gdy pojawił się komunikat o sprzedaży 480 tys. akcji przez prezesa Andrzeja Głowackiego. Pakiet jest wart prawie 3,3 mln zł. W południe kurs zszedł pod kreskę, a kiedy przekroczył dolne widełki (czyli spadł o więcej niż 10 proc.), handel zawieszono.

— Sprzedałem akcje po to, by część uzyskanych pieniędzy przeznaczyć na opłacenie kapitału zakładowego DGA Optima, wydzielonej spółki zależnej, której działalność polega na obsłudze funduszy strukturalnych z UE — mówi Andrzej Głowacki.

W ten sam sposób inny członek zarządu spółki uzasadnił sprzedaż na sesjach od 10 do 15 października pakietu, wartego 213 tys. zł.

Jak blue chip

Zwyżkom notowań DGA towarzyszyły wielomilionowe obroty. We poniedziałek licznik zatrzymał się na 26 mln zł, we wtorek na 24 mln zł, a wczoraj wartość handlu sięgnęła 53 mln zł. To więcej, niż wyniosły obroty akcjami kilku giełdowych gigantów, takich jak Tauron, PGNiG, BZ WBK czy BRE Bank. Kapitalizacja DGA to tymczasem około 65 mln zł. Czy spółka jest tyle warta?

— Początkowa reakcja rynku na informacje o wprowadzenie do sprzedaży testera była w pełni uzasadniona. Ten projekt ma bardzo duży potencjał i w stosunkowo krótkim czasie może przynieść znaczące przychody. To jednak, co od pewnego momentu zaczęło się dziać z kursem, określiłbym jako ewidentną spekulację — mówi Andrzej Głowacki.

Karen daleko od szczytu

DGA to kolejna w ostatnich miesiącach spółka, do której napłynął gorący kapitał. W czerwcu inwestorzy wzięli w obroty Karen, którego wartość rynkowa w krótkim czasie skoczyła blisko czterokrotnie. Przyczyną były zmiany właścicielskie i zapowiedź pojawienia się tajemniczego inwestora rodem z USA. Już wtedy Wojciech Buczkowski, prezes Komputronika — spółki, która zdecydowała się sprzedać Karen — ostrzegał, że transakcja jest obarczona ryzykiem i ci, którzy wchodzą do spekulacyjnej gry, powinni być tego świadomi. Później okazało się, że inwestorem firmy zostali Halina Paszyńska i Texass Ranch Company, a Karen ma się zająć produkowaniem zielonej energii. Kurs jest dziś o połowę niższy, niż w szczytowym momencie pod koniec lipca.

Zyskowna gra

Duże emocje towarzyszyły też gigantycznym wzrostom notowań City Interactive. Od lutego do połowy września cena akcji poszła w górę z 2 do ponad 30 zł. Tu impulsem były znakomite wyniki sprzedaży gry komputerowej "Sniper", dzięki czemu firma w I półroczu zarobiła na czysto prawie 10 mln zł, prawie pięć razy więcej niż rok wcześniej. Dla inwestorów sygnałem do odwrotu były transakcje sprzedaży akcji, dokonane przez jednego z członków rady nadzorczej. Później walorów zaczął pozbywać się także prezes Marek Tymiński. Kurs szybko spadł do około 20 zł i odżył dopiero ostatnio, m.in. dzięki niewielkim zakupom akcji, dokonywanym przez członka zarządu Artura Winiarskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane