Bruksela uważa, że budowa śląskiej drogi Pyrzowice-Podwarpie jest spóźniona. To wina złego prawa — twierdzą drogowcy.
Wczoraj Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad oddała do użytku 6,7 km drogi ekspresowej S-1 Skoczów-Cieszyn. Wykonawcą jest konsorcjum Budimex Dromex i Ferrovial Agroman. Wartość projektu to 21,48 mln EUR. To była dobra wiadomość. Teraz zła.
Dyrekcja ma problem z innym odcinkiem S-1: z Pyrzowic do Podwarpia. Pierwszy etap, czyli budowa 3 km trasy za 115,47 mln zł, zakończył się. Okazuje się jednak, że Komisja Europejska ma zastrzeżenia do projektu i domaga się zwrotu 15 mln EUR (blisko 60 mln zł) z funduszy PHARE.
— Bruksela uważa, że nie zostały spełnione warunki projektu. Jego realizacja jest opóźniona o rok, ale z przyczyn od nas niezależnych. Jeśli prawo nie zostanie zmienione, takich przypadków będzie więcej — mówi Zbigniew Kotlarek, zastępca generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad i szef Polskiego Kongresu Drogowego.
Podkreśla, że konieczne są zmiany w ustawie o zamówieniach publicznych.
— Przegrani często pod byle pretekstem skarżą decyzję o wyborze wykonawcy. Mieliśmy już przypadki zaskarżeń, bo w ofercie zwycięzca w złym miejscu postawił przecinek albo pomylił się o 2 zł— dodaje Zbigniew Kotlarek.
Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu, potwierdza, że grupa zaskarżyła przetarg na kolejny etap budowy S-1, co irytuje dyrekcję. Budimex nie podaje powodów, ale Krzysztof Kozioł podkreśla, że są „badzo istotne”.
Opóźnienie robót przyniesie też wdrożenie ustawy o ochronie środowiska. Wojciech Malusi, szef Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, oszacował, że koszty wdrożenia tej ustawy sięgną nawet 300 mln zł, ponieważ konieczne będzie opracowanie od nowa wielu projektów drogowych.