Odkrycie przypadku BSE to kolejny cios dla branży

Maciej Zbiejcik, Agnieszka Janas
07-05-2002, 00:00

Konsekwencje wykrycia przypadku choroby BSE w Małopolsce mogą być bardzo dotkliwe dla krajowych producentów wołowiny. Litwa już wprowadziła zakaz importu polskiego mięsa. Możliwe jest również ograniczenie spożycia wołowiny w kraju.

Początek roku zapowiadał przełom na rynku wołowiny. Niespodziewanie wzrósł eksport na Wschód. W kraju też wzrósł popyt — producentom wołowiny udało się po części odzyskać zaufanie konsumentów. Dlatego konsekwencje odkrycia pierwszego przypadku BSE w Polsce mogą być dla producentów bardzo dotkliwe. Tendencja spadkowa pogłowia bydła prawdopodobnie zostanie utrzymana. Według danych z końca 2001 r. w Polsce hodowano 5,5 mln sztuk bydła — o 4 proc. mniej niż w 2000 r.

Zdaniem Przemysława Chabowskiego, szefa Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa, wystąpienie kolejnych ognisk BSE jest mało realne. Jednak nie należy zapominać o imporcie zachodniego bydła w latach 90., które mogło być zarażone.

— Jeśli będzie więcej ognisk choroby, to możemy być świadkami kolejnego załamania na rynku wołowiny. Tymczasem zakładom mięsnym w ostatnich miesiącach udało się zwiększyć sprzedaż tego mięsa. Ostatnie wydarzenia mogą odstraszyć konsumentów i zniweczyć dotychczasowe dokonania. Nie wiadomo, jak w tej sytuacji zachowają się zagraniczni odbiorcy. Szczególnie może niepokoić to firmy, które po żmudnych zabiegach podpisały kontrakty eksportowe z Ukrainą i Rosją. Teraz wszystko może zostać zaprzepaszczone — ostrzega Andrzej Leś, prezes Beef-Sanu.

Zakaz importu polskiego mięsa ogłosiła już wczoraj Litwa.

Przetwórstwo wołowiny w największych zakładach waha się od 10 do 30 proc. ogólnej produkcji. Spora część kierowana jest na eksport.

Na duże profity liczyli eksporterzy handlujący wołowiną pochodzącą z zapasów Agencji Rynku Rolnego. Tylko w okresie dwóch pierwszych miesięcy tego roku odnotowano 3,5-krotny wzrost eksportu w stosunku do początku 2001 r.

— Trudno przewidzieć, jak zachowają się nasi wschodni sąsiedzi. Mam nadzieję, że Unia Europejska nie zamknie rynku przed zakładami, które spełniają wymogi narzucone przez UE — ocenia Przemysław Chabowski.

Spokojni o własne wyroby są przedstawiciele największych zakładów. Jednak jest ich niewiele.

— Zakłady z uprawnienieniami eksportowymi do UE prowadzą kontrole, co absolutnie wyklucza możliwość zakupu wołowiny zarażonej BSE. Niestety, takich firm jest mało. Mniejsze ubojnie czy przetwórnie działające w szarej strefie mogą być potencjalnym źródłem BSE. Część z nich nie przestrzega podstawowych norm higieny — przyznaje Przemysław Chabowski.

W ocenie Marka Sadkowskiego, szefa Byd-Meatu, wykrycie BSE to sygnał, że coś złego dzieje się na rynku. Trudno będzie uniknąć spadku konsumpcji oraz cen wołowiny.

Sieci handlowe uspokajają, że zarażone mięso nie ma prawa pojawić się na ich półkach.

— Posiadamy własne procedury kontroli zakupu mięsa do naszych sklepów. Może ono pochodzić tylko z Polski i musi legitymować się oficjalnymi cerytyfikatami wystawionymi przez służby weterynaryjne. W każdym naszym sklepie jest gabinet weterynarza, który przed wprowadzeniem towaru do obrotu sprawdza zgodność dokumentów. Bez jego zgody mięso nie zostanie skierowane do sprzedaży. W obecnej sytuacji jeszcze bardziej rygorystycznie będziemy wszystko sprawdzali — zaznacza Agata Paszkowska z Carrefour Polska.

Dla dużych placówek handlujących wołowiną ważne jest przywiązanie do stałego dostawcy.

— W praktyce każdy nasz sklep współpracuje z jedną ubojnią, bardzo dokładnie sprawdzoną przed podpisaniem umowy. Kontrahent musi dostarczać mięso z certyfikatami wystawionymi przez polskie służby weterynaryjne. W obecnej sytuacji będziemy bardziej czujni, ale procedur nie zamierzamy zmieniać — podkreśla Krzysztof Gajewski, dyrektor Leclerc Polska.

Przedstawiciele supermarketów podkreślają, że system kontroli działa bez zarzutu.

— Wykrycie przypadku BSE w Mochnaczce Wyżnej wykazało, że wprowadzony przed rokiem system kontroli weterynaryjnej działa bez zarzutu. Współpracujemy z tą ubojnią od siedmiu lat i nie mamy najmniejszych zastrzeżeń. W naszych punktach sprzedajemy tylko mięso polskie z kilku wyspecjalizowanych ubojni. Przeprowadzane są w nich wszystkie wymagane testy — mówi Grzegorz Stępniak, zastępca dyrektora handlowego, specjalista ds. świeżej żywności w Makro Cash and Carry.

Tymczasem trwa intensywne śledztwo, które ma ustalić, skąd pochodziła zarażona krowa. Policja zatrzymała dwie osoby. Po ich przesłuchaniu ustalono prawdopodobne miejsce pochodzenia krowy zarażonej BSE. To jedna z wsi pod Tarnowem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik, Agnieszka Janas

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Odkrycie przypadku BSE to kolejny cios dla branży