Dramatyczny spadek efektywności fiskalnych podatku od towarów i usług (VAT) ma wiele przyczyn. Wbrew lansowanym w mediach poglądom jedną z nich jest tzw. odwrotne obciążenie, czyli przeniesienie obowiązku podatkowego na nabywcę towaru, mimo że dostawca jest polskim podatnikiem, który mógłby wykazać podatek należny i uregulować zobowiązanie podatkowe.
Obiektywna konieczność zastosowania tego rozwiązania występuje wówczas, gdy dostawa towarów lub świadczenie usług odbywa się na terytorium kraju, podmiot świadczący jest poza jurysdykcją Polski, a nabywca (usługobiorca) jako podatnik VAT musi być podatnikiem z tytułu tej czynności. W innych przypadkach odwrotne obciążenie należy zaliczyć do tzw. optymalizacji, a tak naprawdę do przepisów służących często kamuflowaniu wyłudzania zwrotów VAT. Budżet państwa ponosi ewidentne straty. Oto ich istota:
1) budżet nie uzyskuje dochodów budżetowych ani po stronie dostawcy, ani po stronie nabywcy — formalne i faktyczne opodatkowanie wynosi zero,
2) dostawca, jako podatnik VAT (tyle że nie z tytułu czynności objętych odwrotnym obciążeniem) wykonuje jednak czynności uprawniające do zwrotu podatku naliczonego i otrzymuje zwrot w całości,
3) krajowi dostawcy (usługodawcy) tracą rynek, bo oferując towary z należnym VAT, są drożsi o jego kwotę, czyli spadają też wpływy od innych podatników,
4) dostawcy (usługodawcy) towarów i usług objętych odwrotnym obciążeniem, korzystając ze słabości systemu kontroli, mogą uzyskać dowolną kwotę zwrotów na podstawie spreparowanych „faktur” z tytułu fikcyjnych czynności.
Najbardziej niebezpieczne dla budżetu jest odwrócone obciążenie dla wybranych towarów lub podmiotów.
Pod pozorem ich dostawy sprzedaje się inne towary, opodatkowane na zasadach ogólnych, a podmioty korzystające z tego przywileju przejmują od realnie opodatkowanych konkurentów rynek.
Ten stan rzeczy istnieje w Polsce od 1 kwietnia 2011 r. i dotyczy dostawy złomu (również innych odpadów) oraz dostawców wszelkich towarów, jeżeli ci ostatni nie mają ani siedziby, ani stałego miejsca prowadzenia działalności na terytorium kraju. Obecnie jako odpady lub złom sprzedawane są najróżniejsze towary, zwłaszcza wyroby stalowe. Tymczasem podmioty formalnie mające na terenie kraju wyłącznie rejestrację opanowały wiele rynków, w tym rynek metali, a nawet paliw silnikowych.
Ponoć kolejne wyroby mają być objęte tym przepisem w wyniku lobbingu zainteresowanych grup nacisku. Nawet wyłącznie techniczna analiza ofert dostawy towarów, gdzie nastąpiło załamanie sprzedaży przez podmioty, które stosują tradycyjny sposób opodatkowania, wskazuje, że ich konkurenci korzystają z przywileju odwrotnego obciążenia. Jeżeli rozszerzy się on na pozostałych dostawców, to budżet w dalszym ciągu nie będzie mieć wpływów.
Te patologiczne rozwiązania są prezentowane jako chroniące dochody budżetowe, a nierozumiejący nic politycy powtarzają te bzdury. Wniosek jest jeden: aby zwiększyć te dochody oraz zlikwidować masowe uchylanie się od tego podatku, przepisy te muszą być natychmiast zmienione. Od 2011 r. w Sejmie leży projekt poselski, który miał to wprowadzić już 1 lipca 2012 r. Kto to blokuje?