To może być jeden z ostatnich dobrych miesięcy na rynku pracy. Co prawda, wynagrodzenia nie rosną już w tempie dwucyfrowym (co jeszcze pół roku temu wydawało się standardem), ale wciąż może utrzymywać się dodatnia dynamika. Być może tylko dlatego, że od stycznia o 13 proc. wzrosła płaca minimalna. Przy prognozach dotyczących zatrudnienia ekonomiści nie są już tak jednomyślni - przewidywania rozpościerają się od spadku o 1 proc. do wzrostu w takim samym stopniu. Nikt natomiast nie ma wątpliwości, że rynek pracy pogorszył się i będzie pogarszał się nadal. Zmniejszone zatrudnienie zmniejszy presję na wzrost płac, a tym samym także na inflację.
Sytuacja na GPW
Spore rozczarowanie - tak można opisać
wczorajszą sesję. Przy braku inwestorów z USA (święto) indeksy giełd
europejskich spadały wczoraj o ok. 1 proc. W Warszawie i Budapeszcie sprawa
wyglądała gorzej - skala zniżek przekroczyła 3 proc. Nie sposób nie skojarzyć
tak słabej postawy z notowaniami walutowymi - zarówno forint jak i złoty mocno
traciły wczoraj na wartości. Ponieważ osłabienie waluty jest groźne przede
wszystkim dla banków, a także ich klientów (także Węgrzy nie stronili od
"tańszych" kredytów walutowych), to właśnie sektor bankowy ściągał w dół wartość
indeksów. Nawet największe banki jak PKO BP czy Pekao traciły wczoraj ok. 8
proc.
Słabo prezentowały się obroty - podliczono je na 674 mln PLN, a więc
skala zawartych transakcji zdaje się nie potwierdzać ani skali przeceny, ani
wyznaczenia nowych dołków bessy przez giełdowe indeksy.
Giełdy zagraniczne
Japoński NIKKEI spadł we wtorek o 1,4
proc., a indeksy z Hong Kongu czy Szanghaju spadały o ponad 4 proc. Agencja
Moody's przestrzegła inwestorów, że duże zadłużenie wschodnioeuropejskich banków
w walutach obcych może przełożyć się na obniżenie ratingów dla banków z Zachodu,
co jest o tyle paradoksem, że od kilku miesięcy obserwowaliśmy dokładnie
odwrotną sytuację. Aby daleko nie szukać wystarczy przypomnieć sobie co dzieje
się aktualnie w niemieckim Commerzbanku, Deutsche Banku, irlandzkim AIB czy
grupą banków z Beneluksu. Nerwy puszczają najwyżej postawionym urzędnikom:
japoński minister finansów poda się do dymisji po tym, jak w piątek na spotkaniu
Grupy G7 miał pojawić się w stanie wskazującym. W USA fundusz gwarancyjny
przejął właśnie kontrolę na dwunastym bankrutującym bankiem w tym roku.
Obserwuj akcje
PGNiG - w styczniu po dwukrotnym nieudanym
testowaniu najwyższych poziomów od połowy roku kurs akcji spółki przełamał
średnioterminowy trend wzrostowy i w szybkim tempie zaczął spadać. Po
poniedziałkowej sesji papiery PGNiG wyceniano na 3,31 PLN, czyli prawie o 60
groszy niżej niż na początku miesiąca. Najbliższe wsparcie wypada w okolicy 3,20
PLN, lecz bardziej prawdopodobne jest, że inwestorzy realizujący zyski znajdą
się w takiej większości, że cena akcji spadnie w okolice dołków z lipca i
września (ok.3,00 PLN). Przełomowa była sesja z 6 lutego, gdy przy bardzo
wysokich obrotach walory przeceniono o 6 proc. Wskaźnik stochastyczny (STS) może
sugerować opadanie z sił podaży, lecz podjęcie decyzji o otwarciu długiej
pozycji wiąże się jeszcze z wciąż pokaźnym ryzykiem.
Poinformowali przed sesją
Redan - przychody grupy w
styczniu wyniosły 21,8 mln zł i były wyższe o 13 proc. niż przed
rokiem.
Koelner - spółka zrewidowała prognozę wyników za 2008 r. Przychody
wyniosą 627 mln zł (wcześniej planowano 650 mln zł), zysk operacyjny 35 mln zł
(planowano 42 mln zł), a zamiast 9 mln zł zysku netto, spółka zanotuje 6,5 mln
zł straty. Spółka tłumaczy słabsze wyniki załamaniem w branży budowlanej i
stratami finansowymi z opcji.
Noble Bank - sprzedaż produktów finansowych
(kredytów i inwestycji) przez spółkę zależną Open Finance wyniosła w styczniu
1,17 mln PLN (przed rokiem było to 629 mln zł).
PetrolInvest - osoby z rady
nadzorczej spółki kupiły łącznie 12,8 tys. akcji spółki na rachunek Prokom
Investments.
Grajewo - pożyczyło swojej rosyjskiej spółce zależnej 52,1 mln
zł.
Prognoza giełdowa
Po kolejnych, tym razem głębokich
spadkach w Azji nastroje nie są dziś najlepsze, nie tylko u nas, ale w całej
Europie. Złoty rano nadal traci na wartości w ekspresowym tempie, a to nie
tworzy klimatu do inwestowania na GPW. Trudno co prawda liczyć na jakąś wzmożoną
falę strachu, bo tych na GPW mieliśmy już zbyt wiele (kto miałby teraz
panikować?), ale kontynuację spadków przy zapewne niewysokich obrotach możemy
zobaczyć. Zwłaszcza rano, bo później sytuacja może się zmienić - należałoby
obserwować zwłaszcza rynek walutowy. Przewidywanie jego zachowań to próba
złamania Enigmy, ale wskazówki płynące z zachowania złotego są ostatnio nader
czytelne.
Waluty
Euro po 4,91 PLN, frank szwajcarski po 3,31 PLN,
amerykański dolar po 3,90 PLN, funt brytyjski po 5,52. Na takich poziomach
notowane były we wtorek najważniejsze waluty wobec złotego. Z podobną paniką w
ubiegłym roku mieliśmy do czynienia na innych rynkach walutowych (huśtawka kursu
eurodolara, umocnienie jena czy choćby skrajny przypadek wycofania niektórych
lokalnych walut z obrotu, jak w Islandii czy Zimbabwe), ale wówczas kilku
zdaniowe newsy wystarczały do opisania rzeczywistości, teraz gdy sytuacja
bezpośrednio dotyczy milionów Polaków, znacznie wzrosła liczba znawców opcji
walutowych i znawców straszących atakiem spekulantów. W tym momencie inwestorom
przydałby się jeden guru absolutny i wszechwiedzący, albo batalion psychologów,
gdyż obecne zachowanie rynków bardziej zależy od emocji i intuicji niż suchej
wiedzy popartej faktami.
Surowce
Przed spotkaniem przedstawicieli OPEC
zaplanowanym na połowę marca inwestorzy jeszcze nie jeden raz usłyszą, że ropa
naftowa tanieje i zapewne znaczna część argumentów wynikać będzie w dalszym
ciągu z niewystarczającego dostosowania podaży do popytu. Analitycy banków i
międzynarodowych instytutów badawczych podkreślają jednak, że w dłuższej
perspektywie (kilku lat) świat odczuje deficyt energii, jeśli szybko nie nastąpi
albo transformacja stylu życia w krajach rozwiniętych, albo rozwój wydajności
źródeł odnawialnych. Widać, że argumenty ekonomistów docierają do decydentów,
gdyż największe gospodarcze potęgi (Chiny, Rosja, ale również firmy jak
ExxonMobil) wykorzystują niskie ceny do zwiększania zapasów strategicznych na
gorsze czasy. We wtorek baryłka ropy kosztowała ok. 40 USD, a złoto podrożało do
960 USD za uncję.
Komentarz przygotowali: Łukasz Wróbel i Emil Szweda, analitycy Open
Finance